Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z WIOSNĄ ŚMIECHOWSKĄ – współzałożycielką BLASK Studio, o przyjaźni w pracy i pracy w przyjaźni :) z innymi, ze środowiskiem i sobą…


PO NITCE DO KŁĘBKA..., SLOWLIFE, WEŁNA, WEŁNOHOLICY, WOOLMASTERKI, WYWIADY, ZWOOLNIJ / wtorek, Kwiecień 2nd, 2019

Wiosna… Jej definicja sukcesu ma szerokie ramy – od zdobywania milionów po zdobywanie ludzkiej życzliwości… Bliski jest jej system wartości, w którym ponad tym co materialne, jest to co duchowe, a przyjaźń w biznesie jest możliwa… Kobieta niezwykła…

Swoją twórczością nie tylko zachwyca, ale również edukuje… Szczególnie w kwestiach odpowiedzialnej konsumpcji…

Może jej podejście wróży dobre zmiany… jak to zwykle wiosna 🙂

Poznaj Wiosnę…

Wiosna

Cześć Wiosna 🙂 Oprócz tego, że masz przepiękne i niespotykane imię (i bardzo na czasie), robisz cudowne rzeczy, o których mam nadzieję zaraz nam trochę opowiesz 🙂 Przedstaw się krótko, opowiedz czym się zajmujesz na co dzień…

Nazywam się Wiosna Śmiechowska i wraz z przyjaciółką Beą Marciniak tworzę BLASK Studio, markę, w której zajmujemy się ręcznie tworzonymi dzianinami własnego projektu. Z wykształcenia jestem pedagożką i tłumaczką, z zamiłowania projektantką, rysowniczką i pasjonatką dizajnu, muzyki i roślin, a prywatnie żoną i matką dwóch córek.

Brzmi bardzo interesująco… opowiedz zatem o waszej współpracy z Beą, co dokładnie robicie, jak godzicie to z prywatnym życiem?

W BLASKu pracujemy razem, Bea i ja, a każda z nas robi tyle ile może i wtedy kiedy może. Dla obu jest to zajęcie dodatkowe, raczej pasja niż sposób na zarabianie. Dzięki temu robimy to radośnie, bez nerwów i stresu. Czasem coś sprzedamy, zdarza się, że kilka rzeczy w krótkim czasie i wtedy mamy przypływ motywacji. Jednak nie jest to znaczący dochód w naszych budżetach, bo nasze dzieła są drogie jak na polskie warunki. Kilka lat pracy u podstaw przynosi jednak efekty i coraz częściej pojawiają się klienci, których nasze ceny nie nie bulwersują, a nawet nie dziwią. Wiele osób jest zmęczonych marną jakością ubrań z sieciówek, nawet tych z górnej półki, bo prawdę mówiąc one często niewiele się różnią od tańszych wersji. Coraz częściej wypływają też historie o fatalnych warunkach pracy w fabrykach na Wschodzie i negatywnych skutkach, jakie masowa produkcja tekstyliów wywiera na środowisko naturalne. To wszystko przebija do świadomości nabywców i – bardzo powoli – zaczyna wpływać na ich decyzje zakupowe. Ludzie zaczynają rozumieć, że ich portfele są jak karty do głosowania: płacąc oddajesz głos na pewne wartości, dajesz wyraz swoim przekonaniom, pokazujesz, co jest dla Ciebie ważne oraz na co się nie zgadzasz. Zdaję sobie sprawę, że nasi wyedukowani i świadomi klienci to na razie mały odsetek konsumentów, ale i tak robimy swoje, bo to zawsze lepsze niż załamywać ręce i nie robić nic.

Macie jakiś konkretny podział obowiązków?

W naszej marce Bea zajmuje się fotografią, obłsuguje Instagrama oraz Tweetera, ja piszę teksty, projektuję i robię tzw. sample, czyli egemplarze wzorcowe. Odpowiadam też na maile, zajmuję się stroną internetową i wyszukuję materiały. Bea jest świetna w organizacji działań i networkingu, ja mam wiedzę z zakresu projektowania, materiałoznawstwa i copywritingu. Mój mąż mówi, że ciekawie się słucha naszych rozmów, bo Bea rzuca pomysłami bez ładu i związku, a ja odgrywam rolę kubła zimnej wody, bo jestem zdecydowanie analityczno-logiczna. Co ciekawe, to działa rewelacyjnie. Ona jest świetna w burzach mózgu, bo w ogóle nie ocenia pomysłu, który przychodzi jej do głowy, tylko po prostu go rzuca. Ja go wtedy łapię i rozkładam na czynniki pierwsze, modyfikuję, uzupełniam. Jeśli idea przetrwa tę operację, to potem razem nad nią pracujemy.

A jak wspólna praca oddziałuje na waszą relację? Często słyszy się o rozpadzie związku, czy przyjaźni, przez podjęcie wspólnych działań biznesowych… A jak to jest z Wami? Dogadujecie się jako przyjaciółki? Wspólna praca was zbliża, czy raczej macie siebie już dość po godzinach? 🙂 Czy w pracy z przyjaciółką wspólne zarabianie, a raczej dzielenie kasy nie budzi konfliktów między wami…

Myślę, że w naszej współpracy bardzo ważna jest wieloletnia przyjaźń, która przetrwała niejedno (rozłąkę, wielkie życiowe zmiany,  podróże w trudnych warunkach,  próbę czasu). Daje nam ona świadomość, że możemy sobie ufać i liczyć na siebie nawzajem. Ani na moment nie zapominamy, że najpierw był nasz bliski związek, a dopiero później wspólna praca. To sprawia, że BLASK jest po prostu kolejnym sposobem na wspólne spędzanie czasu i inwestowanie energii, a nie klasyczną firmą.

Z czasem również nasze gusta estetyczne bardzo się zbliżyły, dzięki czemu BLASK zyskał wyrazistą osobowość z nami w roli ambasadorek marki. Nosimy mnóstwo własnych projektów i to świetnie działa, bo ludzie widzą nasze wzory i zamawiają podobne. Od lat w lot chwytamy swoje inspiracje i rozumiemy estetyczne wybory, jednocześnie wskazujemy palcem na ten sam projekt wizytówek i chwytamy za stół w pracowni, by przesunąć go w lepsze miejsce.

Wyznajemy też podobne wartości. Na sercu leży nam dobro środowiska naturalnego oraz ludzi. Uwielbiamy rośliny i zwierzęta. Wybieramy materiały ze zrównoważonych źródeł, ograniczamy produkcję odpadów, cenimy różnorodność. Nawet gusta kulinarne mamy w dużej mierze zbieżne, co ułatwia np. wspólne podróżowanie.

W naszym przypadku przyjaźń bardzo ułatwia wspólną pracę, no, ale jak wspomniałam, jest to przyjaźń mocno „wysezonowana”. 

To piękna lekcja współpracy w przyjaźni 🙂 Chyba na nowo uwierzyłam, że jest to w ogóle możliwe 😀 A teraz powiedz trochę o sobie 🙂

Za co cenisz innych ludzi?

Ludzi obserwuję z zainteresowaniem przyrodnika. Zawsze mnie dziwi, że nie słyszę „z offu” głosu Krystyny Czubówny (coś w stylu: „Samica człowieka z wahaniem dziobie widelcem sałatkę, niepewna zamiarów samca. Ten obserwuje ją czujnie”). Raczej stronię od oceniania, a od ludzi, których nie znam lub znam słabo generalnie nie oczekuję niczego specjalnego. Natomiast w stosunku do bliskich jestem bardziej wymagająca. Cenię w nich klasę,  poczucie humoru,  otwartość, odwagę, empatię, wrażliwość, brak „komplikatora”, agresji i kompleksów,  oczekuję szczerości, życzliwości i przyzwoitości. Lubię ludzi inteligentnych, twórczych, pełnych pasji, posiadających własny styl i pewien rodzaj nonszalancji, może nawet włoskiej sprezzatury,  która jest trudna do zdefiniowania, ale od razu widać, gdy ktoś ją ma.

A kto jest dla Ciebie autorytetem?

Raczej nie jestem typem szukającym autorytetów życiowych. Uznaję natomiast autorytety w konkretnych dziedzinach,  np. w przewidywaniu trendów jest to Li Edelkoort, w rozumieniu harmonii w muzyce – Jacob Collier itd.

A w dziedzinie dziewiarstwa? Od kogo chciałabyś się uczyć? Kto Cię inspiruje i dlaczego?

Bardzo cenię June Hemmons Hiatt za naukowe podejście do tematu dziergania i za rzetelne dokumentowanie licznych technik dziewiarskich. Lubię też Norah Gaughan za wkład w usprawnienie procesu projektowania dzianin z zastosowaniem splotów warkoczowych. Śledzę na bieżąco trendy dziewiarskie i widzę sporo młodszych i starszych projektantów, którzy swobodnie przekraczają granice wyznaczone przez poszczególne techniki. Bardzo mi się to podoba, bo zawsze uważałam, że granice w sztuce – również tej użytkowej – służą głównie do przekraczania.

Czuć, że to co robisz, robisz z pasją… Możesz powiedzieć, że spełniasz się w życiu?

Chwilami tak, jednak szczerze mówiąc moje życie składa się z mnóstwa drobnych spraw, które trudno nazwać ścieżką do spełnienia, ha ha. Na pewno czuję się ze swoim życiem dobrze wtedy, gdy wszystko robię jak należy, nie ścinam zakrętów, poświęcam czas i uwagę bliskim ludziom, którzy tego potrzebują, wywiązuję się z obietnic. Im jestem starsza tym częściej czuję zadowolenie z życia, rzadziej myślę, że coś muszę, że koniecznie trzeba zaliczyć pewne etapy,  mniej się napinam. Obserwuję ludzi wokół mnie i uważam, że spełnienie można osiągnąć na wiele sposobów. Zresztą rozmiar osiągnięć to kwestia względna: jeden robi karierę i trafia na listy najbogatszych obywateli, innemu wszyscy sąsiedzi z osiedla mówią „dzień dobry”, bo widzą w nim dobrego, uczynnego człowieka. Wszystko zależy od definicji sukcesu, którą mamy w głowie i która pod koniec życia będzie rzutować na nasze poczucie spełnienia. Dla mnie niezwykle ważny jest rozwój i gotowość na zmiany. Mam wielkie szczęście, bo moi bliscy świetnie to rozumieją, nie dziwi ich żaden z moich kolejnych pomysłów i lojalnie mi kibicują w ich realizacji.

Czy taka postawa „robienia jak należy i nie ścinania zakrętów” przychodzi Ci z trudem, czy wpisane jest to w Twój charakter? Brzmi to tak, że natychmiast mam ochotę Cię naśladować, ale dla mnie jest to ogromny wysiłek… niby wiem co robić, ale jakoś mi nie wychodzi 😉 no może czasami… 😀

Nie, takie podejście po prostu leży w mojej naturze. Miały to wszystkie kobiety w mojej rodzinie. Mój Tata również ma potrzebę samodoskonalenia, więc miałam dobre wzorce. Czasem myślę, że mam geny dalekowschodnie, bo jestem bardzo cierpliwa i droga do celu liczy się dla mnie bardziej niż sam cel (no, przecież dojdę gdzie mam dojść, gdy nadejdzie czas). Dlatego odruchowo robię wszystko porządnie – to po prostu sprawia mi przyjemność. Jako dzieciak byłam też niezwykle spostrzegawcza i to mi zostało. Szefowa ekipy, która remontowała nasze mieszkanie kilka lat temu przyznała niedawno, że gdy zapraszali mnie na zatwierdzenie kolejnych etapów, to zawsze się stresowali, bo widziałam wszystko i o wszystko pytałam. Oni wcale nie zamierzali nic ukrywać, wykonywali kawał dobrej roboty, po prostu widziałam rzeczy, na które większość ludzi nie zwraca uwagi. Bea dobrze zna mnie z tej strony i uważam, że jej akceptacja mojej natury perfekcjonistki jest jednym z filarów naszej przyjaźni. Czepiam się, że kadr nie taki, że coś jest krzywo, że słaba kompozycja. I wyobraź sobie, że jej to w ogóle nie przeszkadza. Zdaje mi się, że ona traktuje to tak samo jak fakt, że mam brązowe włosy.

Haha… To prawdziwa przyjaźń 🙂

Jakie są 3 rzeczy, bez których nie wyobrażasz sobie życia?

Tlen, woda (ale herbaty też nie odmówię) i relacje z innymi żywymi istotami.

🙂

A teraz powiedz o początkach… Jak zaczęła się Twoja przygoda dzierganiem?

Ta droga miała wiele początków. Należę do pokolenia, które uczyło się dziergania w szkole. Poza tym swoją wiedzę na ten temat przekazywała mi babcia i mama, jak większości dziewczynek w moim wieku. Szkoda, że wtedy minęły właśnie czasy, kiedy i chłopców uczono dziergania. Kiedyś każdy to potrafił, niezależnie od płci, bo to przecież niezwykle przydatna umiejętność. Tak czy inaczej, przez długi czas jakoś bardziej ciągnęło mnie do szycia. Po studiach lingwistycznych i kilku latach pracy jako tłumacz, zrobiłam kurs konstrukcji ubioru i bardzo przydatny kurs materiałoznawstwa, podjęłam naukę w szkole projektowania, a wkrótce potem założyłam firmę odzieżową. W pewnym momencie do kolekcji wprowadziłam krótkie serie swetrów ręcznie dzierganych przez emerytowane panie z kółka dziewiarskiego. Te swetry natychmiast stały się naszym najlepiej sprzedającym się produktem, ponieważ były z dobrej jakości przędzy i miały piękną historię, a każdy sweter opatrzony był metką z imieniem osoby, która go wydziergała. To mi dało do myślenia i choć po latach zamknęłam firmę, by mieć więcej czasu dla siebie i bliskich i wróciłam do tłumaczeń, to temat ręcznego dziergania stale mi towarzyszył. Kiedy córki trochę podrosły zabrałam się do sprawy na poważnie, czyli nauczyłam się dziergać porządnie i od tamtej pory jest to moje codzienne zajęcie.

Wydaje się, że jesteś bardzo uporządkowana, konkretna i zdecydowana… Czy od początku wiedziałaś co chcesz robić, marzyłaś w dzieciństwie o projektowaniu, szyciu?

Bardzo długo nie wiedziałam, co chcę robić. Pytanie „kim chciałabyś być kiedy dorośniesz” było zmorą mojego dzieciństwa i dojrzewania. Uważam, że człowiek ma prawo najpierw dowiedzieć się kim jest, sprawdzić się w różnych sytuacjach, poznać swoje słabe i mocne strony i odkryć pasje zanim pozwoli, by określił go wykonywany zawód (o ile w ogóle zechce, by definiowała go praca). Nasz system edukacji niestety nie sprzyja takiemu podejściu, więc w moim przypadku zadecydował rozsądek. Wybrałam studia pedagogiczne, a potem lingwistyczne, ponieważ te zawody potrafiłam sobie z łatwością wyobrazić. Moja mama jest znakomitym nauczycielem, zawsze wykonywała swoją pracę z zaangażowaniem i widziałam, że czuje się w tym zawodzie spełniona. Sądziłam, że w moim przypadku może być podobnie, a poza tym nie miałam lepszego pomysłu. Okazało się jednak, że jabłko daleko odturlało się od jabłoni, przynajmniej w kwestii wyboru zawodu i już w czasie praktyk zrozumiałam, że to nie dla mnie, zatem skręciłam w kierunku tłumaczeń. Co do szycia i projektowania, to zawsze mi one towarzyszyły. Przerabiałam ubrania, farbowałam je po swojemu, eksperymentowałam. Mama umie pięknie szyć i wiele mnie nauczyła. Jednak nie myślałam, by zająć się tym zawodowo… aż do trzydziestki, kiedy to nagle naszła mnie myśl, że chciałabym robić coś „analogowo”, tworzyć fizyczne przedmioty, bo moja dotychczasowa praca tłumacza, choć satysfakcjonująca, polegała głównie na mówieniu lub „klepaniu klawiatury”. Wydaje mi się, że to pragnienie, które się we mnie wtedy odezwało jest dość uniwersalną ludzką potrzebą. Na pewno nie należy do tych podstawowych, ale jednak jest odczuwalna. Wokół wiele osób zabiera się za makramy, malarstwo czy właśnie szycie lub dzierganie. Uważam, że to wspaniale, bo własnoręczne wykonanie np. swetra pozwala odzyskać kontakt z rzeczywistością, który tracimy kupując tzw. „szybką modę”, dającą złudzenie, że ubrania ot tak, znikąd wskakują nam do koszyka i nie mają przeszłości (ani też przyszłości, jak się często okazuje). Powrót do hobbystycznie uprawianego rękodzieła uważam za jeden z fajniejszych trendów ostatnich lat.

A uważasz, że możliwe jest utrzymywanie się z rękodzieła, np. z dziergania?

Pewnie, czemu nie, choć ja nie mam tego w planach. Wraz z przyjaciółką tworzymy dzianiny i różne eksperymentalne tekstylia pod własną marką, co daje nam mnóstwo frajdy i pozwala wyżyć się twórczo. Cały dochód z tego przedsięwzięcia jest raczej marginalny i pochłaniają go koszty stałe,  podatki oraz materiały. Utrzymywanie się z rękodzieła jest trudne i generuje duże napięcia, a dla nas to radość i hobby. Nie chciałybyśmy tego stracić skupiając się na dochodzie. Chcąc zarobić musiałybyśmy obniżyć jakość materiałów i pracy (obecnie nie pracujemy z włóknami syntetycznymi ani np. tanią bawełną z nieznanego źródła, a dzianiny wykańczamy bardzo starannie). Naszą misją jest zapoznanie naszych klientów z urodą wysokojakościowych włókien i ręcznej roboty i to się nam świetnie udaje. Drugim po materiale elementem rzutującym na cenę jest czas wykonania i tu też nie da się „wytanić”. Czas jest zasobem nieodnawialnym, każdy ma go skończoną ilość (w dodatku nikt nie wie ile) i dlatego moim zdaniem jest właściwie bezcenny. Ustalając cenę dzieła trzeba jednak jakoś to policzyć. Swetra zwykle nie robi się jakby się pracowało na etacie. Większość ludzi dzierga niejako pomiędzy innymi zajęciami. I nie ma pracodawcy, który wyceni godzinę naszej pracy i dorzuci ubezpieczenie oraz składkę emerytalną. Wiem, że mnóstwo osób, które dziergają na zamówienie zmaga się z tym tematem. My przyjęłyśmy zasadę arbitralnego ustalania cen i nigdy się z tych cen nie tłumaczymy, choć chętnie opowiadamy o procesie powstawania swetra i wszelkich związanych z tym kosztach. Właściwie wszyscy to rozumieją. Nie każdego stać na ręcznie dziergane ubrania, ale każdy przyznaje, że to po prostu powinno tyle kosztować.

Jesteś również materiałoznawcą… Powiedz z czego głównie powstają wasze dzianiny i czy lubisz wełnę? Jakie Twoim zdaniem ma zalety, a jakie wady w porównaniu do innych dostępnych przędzy?

W porównaniu do innych włókien wełna ma moim zdaniem same zalety. Zależnie od gatunku i rasy zwierzęcia, z którego pochodzi runo, od jego wieku a nawet diety może mieć ona inną charakterystykę. Na to nakłada się obróbka włókna, farbowanie, sposób przędzenia i inne czynniki, które wpływają na to, jak wygląda, a przede wszystkim jaka jest w dotyku włóczka, którą bierzemy w ręce. Już na samym wstępie zatem mamy ogromny wybór wśród samej wełny owczej, nie mówiąc o runie innych zwierząt jak lamy, wielbłądy, kozy itd. Czyli pierwsza zaleta to ogromny wybór, co daje możliwość wykonania z wełny praktycznie każdego projektu, wliczając w to odzież letnią z tzw. cool wool, z której Włosi do niedawna robili tkaniny na letnie garnitury, a obecnie produkują również przędzę pod dzianiny.

Druga zaleta to zdolność do pochłaniania wilgoci bez dawania odczucia, że wełna jest mokra. Dalej mamy „oddychanie” – i tu z wełną może konkurować moim zdaniem jedynie len, ewentualnie bawełna, choć nie każda.

Wełna jest też trwała. Naprawdę dobra przędza przetrwa niejedno prucie. Pamiętam z dzieciństwa swetry, które przechodziły wielokrotne metamorfozy. Akryl nie przeżyłby nawet jednej.

Wełna pięknie przyjmuje barwniki i to nie tylko syntetyczne, ale też naturalne. Daje ogromne możliwości uzyskania przeróżnych faktur, struktur i splotów. A w dzianinie ma przeróżny chwyt: bywa lejąca lub puchata, „tępa” lub śliska, gładka lub tweedowa itd.

Ponieważ w BLASK wpisana jest też misja edukowania ludzi w kwestiach odpowiedzialnej konsumpcji i zrównoważonej produkcji, niebagatelne znaczenie ma dla nas fakt, że wełna jest w pełni biodegradowalna. Oczywiście najlepsza dla środowiska jest ta w naturalnych kolorach, druga w kolejności to ta barwiona roślinami lub minerałami, a na końcu farbowana syntetycznie.

Wiem, że niektóre osoby cierpią na różne alergie, w tym na lanolinę. Niestety nie wiem, jak reagują na wełnę zupełnie pozbawioną tej substancji, ale jest na rynku sporo takich włóczek.

Wraz z Beą eksperymentujemy z różnymi włóknami, jednak wełna owcza do tej pory pozostaje na pierwszym miejscu.

Och… Cudownie dowiedzieć się tego wszystkiego od fachowca w swojej dziedzinie 😀 Sama dość niedawno przekonałam się do wełny, ale od razu się zakochałam 🙂 Chyba dzięki temu też wróciłam do dziergania po latach innych kreatywnych zajęć (czyt. decoupage, malowanie, szycie) 🙂 Dziergać mogę patrząc na dzieci w ogrodzie, lub podróżując samochodem jako pasażer… I choć jest to czasem tylko kilka rządków, to i tak wpływa to pozytywnie na poziom stresu matki trojga dzieci 😀

A Ty? Co zawdzięczasz dzierganiu?

Dzierganiu zawdzięczam całkiem przyzwoity zestaw pięknych swetrów w szafie. Dzięki temu w moim życiu nastąpiła poważna zmiana jakościowa: wreszcie mogę nosić dokładnie te kolory i fasony, które chcę, bez konieczności przeszukiwania sklepów odzieżowych (co z reguły kończyło się frustracją). No i wszystkie moje swetry są z włókien naprawdę wyjątkowej jakości, co raduje moją duszę materiałoznawcy.

Twój największy wydziergany sukces… i największa porażka…

Każdy kolejny sukces jest największy, bo stale rozwijam swoje umiejętności. Do porażek ostatnio nie dopuszczam, bo projekty, które nie rokują pruję bez litości. Za swój osobisty sukces uważam to, że zaczęłam na poważnie projektować dzianiny. Kilka wzorów czeka na opisanie. Niestety brakuje mi na to czasu. Chyba przydałaby mi się osoba, która by się zajęła tą częścią procesu, bo ani ja ani Bea nie mamy już gdzie wcisnąć dodatkowych obowiązków. Kiedy skończę opis, nad którym teraz pracuję, to na pewno będę świętować sukces.

Bardzo jestem ciekawa efektu… Mam nadzieję że się pochwalisz 🙂

A gdyby wszystko było możliwe, to jaki wynalazek ułatwiłby Ci życie?

Lubię realia życia takimi jakie są. Ciągle przychodzą mi do głowy pomysły na ulepszenie rzeczywistości, ale mam chyba zbyt bujną wyobraźnie, bo zawsze po chwili pojawiają się wizje możliwych skutków ubocznych, niewłaściwego zastosowania, wykorzystania w złych zamiarach itd. Wyzwania są dla mnie ważną częścią składową codzienności. Niech przychodzą, wezmę je na klatę. Chociaż teraz przychodzi mi do głowy, że przydałby się taki wynalazek, który sam robiłby opis techniczny wykonania projektu dziewiarskiego. To by było coś. Jednak z drugiej strony, cóż to wtedy byłoby za wyzwanie? No po prostu żadne.

No tak 😀

Gdybyś mogła spędzić jeden wymarzony dzień, bez żadnych ograniczeń, jakby wyglądał?

Zdarza mi się czasem taki dzień. Zawsze jest niezaplanowany i nigdy go sobie wcześniej nie wyobrażam. Ostatnio na przykład spędziłam tak urodziny. Rano wycałowałam córki, wysłałam je do szkoły, a potem przez pół dnia przesadzałam rośliny i robiłam kokedamy (to taka najmłodsza odmiana bonsai, wymyślona ok. 30 lat temu). Potem posprzątałam po całym tym roślinnym szaleństwie, wyszorowałam paznokcie z ziemi, usiadłam na kanapie i wypiłam pyszną herbatę słuchając albumu „Carousel” Holland Baroque. Po południu rodzina wróciła, zjedliśmy coś pysznego i pograliśmy różne nasze ulubione kawałki (wszyscy muzykujemy), a wieczorem dołączyła do nas moja przyjaciółka i sąsiadka. Przy winie oglądałyśmy i macałyśmy różne motki planując, co z nich wydziergamy. Przez cały dzień a to ktoś wpadł niezapowiedziany, a to zadzwonił. Wszyscy zdrowi i w dobrych humorach. Niby nic takiego, a dzień był idealny.

Brzmi idealnie… 🙂

Gdybyś mogła zmienić 3 rzeczy na tym świecie, to co by to było?

Dałabym ludziom więcej empatii, zabrałabym im kompleksy i zachowałabym wysoką bioróżnorodność na Ziemi.

Gdybyś mogła odbyć spotkanie z kimś zupełnie niedostępnym, wymarzonym, bez żadnych ograniczeń, kto by to był? I o co byś go/ją zapytała?

Chętnie pogadałabym z moją prababcią, która zmarła, gdy byłam mała. Spytałabym ją o to i owo. Coś mi się zdaje, że niezłe było z niej ziółko.

🙂

Gdzie można Cię znaleźć w sieci i w realu?

Dziewiarsko działam z Beą. Można nas odwiedzić na naszej stronie internetowej: blask.me

Jesteśmy też na facebooku oraz Instagramie.

Macie fizyczny sklep/butik, który można odwiedzić w realu?

Nie, ale mamy świetną pracownię – trochę dziwaczną i bardzo artystyczną. Można się tam z nami umówić na rozmowy przy herbacie, wspólne dzierganie lub oglądanie naszych dzieł. Oraz mamy sklep na Etsy:

etsy.com/shop/blaskstudio

Dzięki Wiosno… To była czysta przyjemność Cię poznać 🙂 Mam takie wrażenie, że przeprowadzając moje wywiady, od każdej z Was mogę się czegoś nauczyć 🙂 I Ty dałaś mi znowu kilka cennych lekcji 🙂 Dziękuję 🙂

Również dziękuję 🙂

Autorką zdjęć z pracowni jest fotografka Marta Rybicka, a zdjęcia produktów zapożyczone ze sklepu na Etsy wykonała Bea Marciniak, autorką portretu Bey jest Wiosna Śmiechowska.

Podobało się? Zostaw komentarz, odwiedź dziewczyny na facebooku i Instagramie, a jeśli masz chrapkę na piękną dzianinę to wskakuj do ich sklepu na Etsy lub pisz do nich… Mają baby talent 😀

A jeśli nabrałaś ochoty na więcej inspirujących wywiadów to zapraszam TUTAJ!

3 Replies to “Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z WIOSNĄ ŚMIECHOWSKĄ – współzałożycielką BLASK Studio, o przyjaźni w pracy i pracy w przyjaźni :) z innymi, ze środowiskiem i sobą…”

  1. Wspaniale jet poczytać o prawdziwie mądrych, zdolnych kobietach tworzących prawdziwe dzieła sztuki. Jestem utopistką, ale marzy mi się więcej podobnie głęboko myślących ludzi z szacunkiem podchodzących do każdej żywej istoty. Praca z wełną oraz innymi naturalnymi materiałami wywodzącymi się bezpośrednio ze świata przyrody ma szeroki kontekst kulturowy, antropologicznym metafizyczny i odwołuje się do pierwotnych archetypów i zachowań ludzkich, ale to temat na odrębny artykuł. Świetny wywiad, wspaniałe (powtarzam się celowo!) kobiety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *