Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z JOANNĄ COSEL – blogerką, dziewiarką, tkaczką, farbiarką i świeżo upieczoną projektantką wzorów dziewiarskich, a do tego minimalistką, młodą mamą i właścicielką firmy ☺


PO NITCE DO KŁĘBKA..., SLOWLIFE, WEŁNOHOLICY, WOOLMASTERKI, WYWIADY, ZWOOLNIJ / piątek, Październik 4th, 2019

Jeśli czytałaś blog Yadis, dziergałaś z włóczek Fiberro lub jesteś członkiem grupy o tematyce dziewiarskiej w mediach społecznościowych, to najprawdopodobniej znasz już Asię ☺ Udziela się ona aktywnie we wszelkich tematach związanych z dzierganiem, tkaniem, przędzeniem i farbowaniem. Dzieli się chętnie swoim ogromnym doświadczeniem w włóczkowej tematyce zupełnie za darmo, a jej nowy projekt Fiberro.com dostarczy nam i szerszej, bo międzynarodowej społeczności, projektów dziewiarskich jej autorstwa.  Więc, jeśli jej jeszcze nie znasz, to…

Poznaj Joannę…

Cześć Asiu ☺  Pewnie większość już o Tobie słyszała, ale gdybyś miała krótko się przedstawić tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności Cię poznać, to co byś o sobie powiedziała?

Cześć, jestem Joanna i moje życie kręci się wokół włóczki i robienia na drutach.

Część z czytelniczek pewnie pamięta mojego bloga Yadis.pl, czy późniejszy projekt Fiberro.pl, gdzie farbowałam włóczkę i przygotowywałam surowce dla prządek. Niestety z różnych powodów oba projekty są obecnie zawieszone. Ale moja włóczkowa przygoda wcale się nie skończyła, mam wrażenie, że dopiero teraz naprawdę się zaczęła, bo jestem świeżo po debiucie moich pierwszych wzorów drutowych  Ze zdziwieniem stwierdzam, że to właśnie to jest moja droga i powinnam to robić od lat, a nie tylko o tym myśleć i wiecznie odkładać na później.

No tak, znamy Cię głównie z wełnianych tematów 🙂 A prywatnie i zawodowo czym się zajmujesz?

Prywatnie jestem mamą półtorarocznego szkraba i prowadzę niewielką agencję marketingową, dzięki czemu mam budżet na włóczkowe zakupy 🙂

Czyli zawodowo zajmujesz się marketingiem, a wełna to Twoje hobby… Czy ma również jakiś udział w Twoich dochodach?

Zarówno ręcznie farbowana włóczka, jak i teraz wzory, to moje dodatkowe źródło dochodu – dzięki temu finansuję rozwój pasji, kupuję materiały, książki, kursy, włóczkę. Mam nadzieję, że uda mi się rozwinąć tę gałąź firmowej działalności na tyle, żeby w przyszłości utrzymywać się głównie z niej. Ale jeszcze daleka droga przede mną.

Myślisz ze to jest możliwe, utrzymywać się z włóczkowego biznesu?

Myślę, że utrzymywanie się z biznesu włóczkowego jest możliwe, ale trudne. Wymaga żonglowania umiejętnościami, unikalnych pomysłów, dobrego przygotowania i odrobiny szczęścia
Na razie jeszcze mi do tego daleko, ale mam nadzieję, że kiedyś osiągnę ten etap.

Coś o tym wiem ☺ Trzymam mocno kciuki za Ciebie i za każdego, kto próbuje swoich sił w biznesie opartym na pasji (również za siebie 😉 ), ale to rzeczywiście trudny kawałek chleba.
Do niedawna farbowałaś ręcznie piękne włóczki pod marką Fiberro. Jak godziłaś to z opieką nad dzieckiem, życiem zawodowym i prywatnym, i co dalej będzie z Fiberro?

Zawieszenie farbowania to była najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale musiałam ją podjąć. Nie mogłam dłużej pogodzić prowadzenia firmy i obsługi płacących klientów, którzy zapewniają mi utrzymanie na co dzień, z opieką nad niespełna rocznym wtedy maluchem. A to wszystko w 45-metrowym mieszkaniu. Krytyczne okazały się względy logistyczne i lokalowe – żeby mieć dobre ceny surowców musiałam robić hurtowe zamówienia, które potem musiałam trzymać zmagazynowane w domu. Problemem było też farbowanie w domowej kuchni, którą przed i po trzeba było doprowadzić do stanu używalności. W grudniu uświadomiłam sobie, że od początku września nie miałam czasu i siły zrobić zdjęć włóczek, których nie sprzedałam na Drutozlocie i wystawić ich w sklepie, więc nic dziwnego, że nie było sprzedaży. Trzeba było pogodzić się z faktami – nie mogę robić wszystkiego, a praca z pasji zawsze była na dole listy priorytetów, wyprzedzana przez zlecenia od klientów i bieżące sprawy firmowe oraz życie rodzinne. Robiłam to tylko wtedy, kiedy wystarczało czasu, czyli w praktyce prawie nigdy, a surowce, narzędzia i materiały zjadały moją życiową przestrzeń. Tak po prostu dalej być nie mogło, tym bardziej, że synek potrzebował coraz więcej miejsca na swoje zabawki i psoty.

Doskonale Cię rozumiem i podziwiam za tą trudną decyzję. Na szczęście nie pożegnałaś się ze swoimi dziewiarskimi bratnimi duszami z Internetu i jeszcze nie jednym nas pewnie zaskoczysz ☺ Ale opowiedz od początku, jak to z Tobą było? Jak zaczęła się Twoja historia z dzierganiem?

Historia mojego dziergania jest dość nietypowa, bo… nauczyłam się dziergać z książki! W szkole podstawowej na zajęciach techniki nauczyłam się robić na szydełku, na drutach też powinnam, ale mojej koleżance z klasy tak się to wtedy spodobało, że zrobiła próbki do klejenia do zeszytu nam wszystkim, więc nie zawracałam sobie już tym głowy. Z tamtego czasu zostało mi tylko jedno – nietypowy sposób zaczynania robótki, kiedy na drucie pojawiają się na początku od razu dwa oczka zamiast jednego. Do tej pory go używam!

Potem przez 10 lat prawie nie wypuszczałam szydełka z ręki dziergając serwetki i torby jednocześnie marząc o drutowych warkoczach i ażurowych zwiewnych chustach. Zwłaszcza to drugie marzenie jest istotne w tej historii, bo jako biedna studentka zachwycałam się estońskimi koronkami blogerki ze Śląska – Dagmary. Wówczas koszt takiego szala był w sferze nieosiągalnych marzeń, ale pomyślałam, że może udałoby mi się nauczyć dziergać i zrobić sobie podobny. Kupiłam książkę, odświeżyłam w pamięci jakieś urywki i połączyłam to wszytko w znośną całość. W 2008 roku powstał mój pierwszy drutowy projekt – czarny akrylowy szalik dziergany samymi prawymi oczkami, dla mojego ówczesnego chłopaka, a teraz męża. Mam go zresztą do dzisiaj i czasem przypominam sobie dzięki niemu jak długą drogę przeszłam i jak wiele się nauczyłam. Aha, nigdy nie zrobiłam tego ażurowego szala, który był bezpośrednim powodem mojej nauki

Za to złapałaś męża na szalik? 😉

Nie, mąż złapany był już wcześniej, ale szalika akurat potrzebował wtedy ,a teraz jest moim największym cheerleaderem.

I pewnie ma mnóstwo pięknych ciepłych skarpet i sweterków? A nie przeszkadza mu, że ciągle „przesiadujesz z drutami”?

Mąż bardzo mnie wspiera. Rozumie moje hobby i ma też świadomość, że jeśli odłożę druty na dłużej, to wychodzi ze mnie zołza, więc woli nie ryzykować 🙂

Haha, no tak, nie wiem jak sobie radzą mężowie niedziergających żon 😉
Lubisz wełnę? Z czego najczęściej dziergasz i dla kogo?

Moją relację z wełną można określić jako „to skomplikowane” Mam bardzo wrażliwą, alergiczną skórę, a wełniane włoski łatwo ją podrażniają. To mocno ogranicza moje wełniane wybory – mogę nosić tylko to, co najmiększe, czyli głównie merino, zazwyczaj superwash, bo wtedy moja skóra reaguje najmniej. Do zestawu dorzucam czasem też odrobinę jedwabiu lub kaszmiru, a latem bawełnę i len. W ogóle nie używam alpaki, ani angory, bo to proszenie się o kłopoty w moim wypadku, a każdy moher muszę pomiziać na żywo przed zakupem. Z drugiej strony kocham wełnę, znam i doceniam jej wyjątkowe właściwości i chcę ją wykorzystywać jak tylko się da.

Najczęściej więc dziergam z wełny i najczęściej robię dla siebie, czasem też dla mojego męża, czy na prezent, ale to raczej wyjątek niż reguła. A ostatnio większość mojego drutowego czasu pochłania projektowanie wzorów i sprawdzanie moich pomysłów w praktyce.

Ok, to powiedz coś więcej o projektowaniu wzorów… Uczyłaś się gdzieś projektowania?

Nie ma szkół projektowania wzorów drutowych 🙂 Od dłuższego czasu jednak zgłębiam ten temat – chciałam projektować od lat, pierwsze notatki na ten temat mam z 2014 roku! Później chciałam projektować wzory w ramach promocji mojej ręcznie farbowanej włóczki, ale to się nie udało. Doba miała wtedy za mało godzin. Pomysł jednak gdzieś we mnie został i co jakiś czas o sobie przypominał, aż wreszcie udało się go zrealizować.

Czy jest to jakiś skomplikowany proces?

Jeśli Ci się wydaje, że to łatwe, to masz rację… wydaje Ci się 🙂

Wyobrażam sobie, że to mega trudne i jestem pełna podziwu, dla kogoś, kto potrafi złożyć do kupy tą ilość informacji, która jest zawarta we wzorach dziewiarskich…

Opowiedz jak to robisz, po prostu dziergasz i zapisujesz co robisz, a potem dodajesz po 2 oczka na rozmiar? Jak to działa?

Projektowanie wzorów wymaga naprawdę wielu umiejętności, z których część była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Poza oczywistymi rzeczami takimi jak umiejętność robienia na drutach, jest coś, co ja roboczo nazywam drutowym angielskim, czyli odpowiedni sposób opisu poszczególnych czynności, który jest zrozumiały dla innych i luźno bazuje na języku angielskim. Który to język w sumie też jest potrzebny, bo dzięki niemu komunikujesz się ze swoimi klientkami. Oprócz tego umiejętności fotograficzne, bo to one w dużym stopniu odpowiadają za to, czy wzór się sprzeda oraz graficzne, bo plik z instrukcjami musi ładnie wyglądać, skoro oferujesz go na sprzedaż.

W świecie, gdzie wzorów jest mnóstwo, a spora część z nich dostępna jest za darmo, wzór musi być na tyle unikalny i ładny, żeby ktoś chciał go zrobić – tylko wtedy zdecyduje się za niego zapłacić.

Więc liczy się pomysł…

Moje wzory powstają z kombinacji oświecenia i harówki w zmiennych proporcjach Opowiem ci o projektowaniu wzoru na przykładzie chusty, nad którą teraz pracuję, bo to dość miarodajny przykład. Wymyśliłam sobie, że chcę zrobić dwustronną chustę i żeby nie było nudno, to będzie z 3 kolorów włóczki. Kupiłam motki, poczekałam aż przyjdą, a w międzyczasie zrobiłam próbki, żeby uzyskać odpowiedni kształt i zaczęłam luźno myśleć, co chciałabym zawrzeć w tym projekcie. Zaczęłam dziergać, ale wymyśliłam sobie podwójną nitkę i materiał wyszedł zbyt gruby i sztywny jak na chustę. Sprułam.

Zaczęłam drugi raz pojedynczą nitką i cieszyłam się, że przybywa i łatwo się dzierga, bo to same prawe. Po pewnym czasie zaczęłam się jednak nudzić. Pomyślałam, że czas na wzór, więc zaczęłam brioszkę, którą ostatnio uwielbiam i najchętniej stosowałabym ją wszędzie. Źle policzyłam oczka, więc musiałam zacząć ten kawałek jeszcze raz. Na szczęście prucia nie było dużo. Po jakimś czasie znów zaczęło mi się nudzić robienie tego samego, więc skończyłam tą sekcję wcześniej niż planowałam w międzyczasie przeglądając moje książki z wzorami, żeby znaleźć jakiś fajny wzór strukturalny. Potem 2 czy 3 próbki, żeby mieć płynne przejście między wzorami.

Dziergałam sobie spokojnie dalej, skończyłam teksturę, w międzyczasie zrezygnowałam z kluczowego dla tego wzoru pomysłu, który był ze mną od początku, ale w praktyce okazał się zbyt trudny do realizacji i opisania tak, by udało się go bezproblemowo powtórzyć. No nic, na pocieszenie zrobiłam sobie drugą sekcję z brioszką. Dzierga się super, ale już wiem, że zabraknie mi włóczki na jedno powtórzenie wzoru, więc domawiam brakujący kolor, a cały wieczór poświęcam, żeby poprawić obliczenia, a i tak nie jestem ich pewna na 1000% i testerki będą musiały liczyć dla mnie oczka w trakcie dziergania.

Chusta jest już w tym momencie zaplanowana do samego końca, pozostaje mi ją tylko wydziergać i dopisać końcowe instrukcje. Razem wszystkie te przygody i przeliczenia zajmą mi około miesiąca i pochłoną praktycznie cały mój czas przy drutach, jaki mam do dyspozycji. Oczywiście jak chustę skończę, to muszę ja zablokować, pochować nitki, znaleźć osoby chętne do przetestowania wzoru, nanieść ewentualne poprawki, jeśli znajdą jakieś błędy lub niedociągnięcia, przygotować sesję zdjęciową i obrobić materiał z niej do publikacji. No i jeszcze przygotować i zaplanować wszystkie działania marketingowe przed i po premierze wzoru.

W trakcie pracy robię notatki po angielsku, a tak naprawdę w „drutowym angielskim”, o którym rozmawiałyśmy wcześniej, bo tam oznaczenia są jasne i precyzyjne – gdy widzę brk albo k2tog, to dokładnie wiem, co mam zrobić, a jak nie wiem to wystarczy wrzucić skrót w wyszukiwarkę na Youtube i zaraz mam filmik, w którym ktoś mi to pokazuje. To dlatego publikuję wzory w tym języku, wcale nie wynika to z lekceważenia rodzimych dziewiarek, tylko ze względów praktycznych i moich czasowych ograniczeń, jako że projektowanie to moja poboczna działalność. 

Oczywiście niektóre wzory wymagają więcej pracy, a inne mniej, ale zawsze jest tam sporo liczenia, dopasowywania. Na razie projektuję wzory w jednym rozmiarze, takie jak czapki czy chusty, bo przy gradacji (czyli tworzeniu wielu rozmiarów) problemy, o których pisałam wcześniej, jeszcze się multiplikują. To naprawdę wyższa szkoła jazdy.

Wow! To katorga  Ale efekt końcowy wynagradza ciężką pracę?

Projektowanie to nie jest droga usłana różami, ale daje mi ogromną satysfakcję. Wydaje mi się, że to jest to wełniane zajęcie, którym powinnam się zajmować. Trochę trwało zanim to odkryłam, ale teraz już nie zejdę z raz obranej drogi.

Myślę, że po tak dogłębnym opisie procesu twórczego, czytelniczkom łatwiej będzie wydawać pieniądze na wzory, które wydają się być kartką papieru z „kilkoma” znaczkami, cyferkami, słowami. Tak naprawdę za efektem końcowym stoi ciężka praca projektanta, unikalny pomysł, godziny poświęcone na wykonanie, a wszystko to po to, aby osobie wykonującej gotowy wzór, maksymalnie ułatwić pracę ☺

Warto myśleć o zakupie wzorów dziewiarskich jako o oszczędności czasu – oczywiście, że można znaleźć sobie wzorek w internecie, zrobić próbkę, wszystko samemu policzyć, zgłębić konstrukcyjne detale we własnym zakresie i zrobić sobie sweter, czapkę czy chustę. Tylko każdy z tych etapów trwa, zajmuje czas, wymaga poświęcenia energii. Kupując wzór płacimy nie za kombinację oczek, którą ktoś wymyślił, tylko za czas, który projektant i testerki poświęcili, żeby później nasza praca szła gładko i bezproblemowo.

Sama chętnie płacę za wzory, szczególnie za projekty ubrań, bo w ten sposób zamiast niekończącego się przeliczania i poprawek mam czystą przyjemność dziergania. Ktoś już wymyślił to wszystko za mnie, nie muszę wyważać otwartych drzwi. To dlatego zazwyczaj wybieram wzory płatne, albo takie, gdzie jest dużo projektów, bo to właściwie gwarancja, że wzór jest poprawny. Najbardziej lubię, gdy wzór odpowiada mi w 100% i nie muszę wprowadzać żadnych modyfikacji. Czas z drutami to dla mnie luksus i po prostu nienawidzę, kiedy muszę pruć moją robótkę, bo ktoś się pomylił i źle rozpisał wzór. Na szczęście nie zdarza się to prawie nigdy.

Kto Cię inspiruje?

Moim dziewiarskim autorytetem jest Stephen West. To niezwykły człowiek i jeszcze bardziej wyjątkowy projektant, który znalazł swoją drogę w wełnianym świecie na przekór wszystkiemu i pociągnął za sobą rzesze wielbicieli. Mogłoby się wydawać, że jest skazany na porażkę, bo jest facetem w babskim świecie, emigrantem, do tego homoseksualistą, ale jego spojrzenie na dzianinę, jej możliwości i wygląd jest zupełnie wyjątkowe, a jego projekty są tak charakterystyczne, że od razu wiesz spod czyich drutów wyszły. Nie ma tu mowy o pomyłce

Zdjęcia: Instagram #westknitsarethebestknits oraz profil Stephena Westa (linki na dole)

O tak… #westknitsarethebestknits ☺ Znam i lubię 🙂

Jakie są 3 rzeczy, bez których nie wyobrażasz sobie życia?

Rodzina, kawa, druty

Twój największy wełniany sukces i największa wydziergana porażka?

Moja największa porażka to pierwsze skarpetki – wyglądały jakby były zrobione z kupy, bo były w takim bliżej nieokreślonym brązowym kolorze. To jeden z tych projektów, gdzie włóczka kompletnie nie zgrała się ze wzorem i wszystko poszło tak źle, jak tylko mogło.

Jeśli chodzi o największy sukces, to w te chwili uważam, że są nim moje autorskie wzory – nie mogę doczekać się jesieni, żeby wreszcie w nich pochodzić. Jestem dumna, że pomysły, które zrodziły się w moje głowie przeszły do świata rzeczywistego, że inni ludzie chcą je dziergać, że emocjonują się nimi, co wyraźnie widzę teraz, w przededniu publikacji nowego, ważnego dla mnie wzoru, w który włożyłam dużo pracy.

Jeśli chodzi o moje dotychczasowe drutowe projekty, to szczególnie dumna jestem z kilku z nich – najbardziej chyba z dwustronnego szala z wzorem Star Wars dla mojego męża, który powstawał w żółwim tempie, ale gdy już jest gotowy, to efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

https://www.ravelry.com/projects/Yadis/star-wars-double-knit-scarf

Jestem też superzadowolona z letniego topu, przy którym idealnie trafiłam z rozmiarem – noszę go ciągle odkąd go zrobiłam, bo świetnie się w nim czuję.

https://www.ravelry.com/projects/Yadis/175-32-petronella-top

Dużo masz czasu na dzierganie? Jesteś mamą, pracujesz, masz obowiązki domowe… Jak to godzisz?

Odkąd synek skończył 10 miesięcy pomaga nam na co dzień niania. Oboje z mężem prowadzimy firmy i pracujemy w domu, a godzenie opieki na dzieckiem z pracą, w pewnym momencie stało się nierealne. Efekt był taki, że to na mnie spadła opieka, bo mąż ma bardziej wymagającą pracę, więc żyłam w ciągłym stresie, z wiecznym niedoczasem, pracowałam w czasie dziecięcych drzemek, albo nocami nadganiając co mogłam i taki stan rzeczy po prostu był niemożliwy do utrzymania. Teraz mam czas w ciągu dnia na pracę, a wieczorami, gdy synek śpi, mogę podziergać – zazwyczaj 2 lub 3 godziny dziennie. Czasem, gdy uda mi się wcześniej uporać z zadaniami na dany dzień, to mogę jeszcze przerobić kilka rządków, gdy niania opiekuje się maluchem.

Rodzicielstwo to istne szaleństwo ☺ A powiedz, co było najbardziej szaloną rzeczą, którą zrobiłaś w życiu, zanim urodziłaś dziecko 😉 ?

Najbardziej szaloną rzeczą, jaką zrobiłam była 9-dniowa majówka w Paryżu, w której nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zaczęła się na lotnisku im. Robina Hooda w samym środku Wielkiej Brytanii  Mieliśmy z moim, wtedy chłopakiem, a teraz już mężem,  po dwadzieścia kilka lat, pstro w głowach i wymyśliliśmy sobie, że przejedziemy autostopem przez Anglię, kanał La Manche i sporą część Francji, aż do Paryża. Udało się, a na dodatek załapaliśmy się na nocleg u ludzi, którzy nas zabrali po drodze. Cała wyprawa był fantastyczna, chociaż Paryż okazał się całkiem inny niż się spodziewałam. Jednak nigdy nie zapomnę smaku kawy i croissanta na jednej z paryskich stacji metra – tak smakuje szczęście…

Brzmi cudownie ☺

Asiu, jesteś niesamowitą kobietą… Radzisz sobie z macierzyństwem, prowadzisz firmę i rozwijasz swoją pasję. Powiedz, jaka jest największa mądrość, którą chciałabyś się z nami podzielić?

Nie odkładaj planów na później! Lepiej robić coś o czym marzysz nawet powoli i mozolnie, ale jednak przybliżać się do tego z każdym dniem i tygodniem. Łatwo sobie odpuścić, życie jest wymagające i czasem nie mamy już sił, ale warto ciągle próbować, wykroić 5 czy 10 minut każdego dnia na to co ważne. Bo za 10 lat nie będziesz pamiętać, że któregoś dnia nie zrobiłaś prania czy okna były brudne, za to będziesz wyraźnie widzieć, czy jesteś w tym miejscu, w którym chcesz być. Nie jestem w stanie powiedzieć co mnie powstrzymywało przez 5 lat przed pisaniem i publikowaniem wzorów, na prawdę nie potrafię – jednak teraz gdy zaczęłam, to już wiem, że nie dam się zatrzymać 🙂

Będę obserwować Twoje poczynania 🙂 Dziękuję Ci bardzo, że podzieliłaś się swoją historią. A teraz powiedz, gdzie możemy Cię znaleźć w sieci i gdzie możemy kupić Twoje wzory.

Znaleźć mnie i kupić wzory można na Ravelery:

TUTAJ znajdziesz moje wzory

a TUTAJ dowiesz się o mnie więcej

Można mnie podglądać również na Instagramie 🙂

TUTAJ

Zapraszam również na moją nową stronę, choć jeszcze jest w budowie 🙂

www.fiberro.com

Zapraszamy 🙂

A Stephena Westa znajdziesz TU i TU

Przeczytałaś, podobało Ci się? Skomentuj. Podziel się proszę z innymi, którym lektura tego wywiadu może sprawić przyjemność. Udostępnij 🙂

A jeśli umknęła Ci jakaś historia z poprzednich wywiadów, to wszystkie je znajdziesz TUTAJ. Zachęcam poczytaj sobie, bo przepytałam wspaniałe i zakręcone na punkcie dziergania babki 🙂 Do tej pory gościłam już 11 inspirujących kobiet, a przed nami kolejne…

Jeśli chcesz być na bieżąco zostaw namiary, a ja poinformuję Cię o następnym wywiadzie 🙂

One Reply to “Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z JOANNĄ COSEL – blogerką, dziewiarką, tkaczką, farbiarką i świeżo upieczoną projektantką wzorów dziewiarskich, a do tego minimalistką, młodą mamą i właścicielką firmy ☺”

  1. Chusta jest przepiękna. Życzę Joannie wielu cudownych pomysłów na wzory dziewiarskie oraz sukcesów farbiarskich. Ja chętnie korzystam ze wzorów polskich projektantem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *