Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z IZABELĄ JAGOSZ – projektantką, pisarką, konferansjerką, założycielką marki LGMP


PO NITCE DO KŁĘBKA..., SLOWLIFE, WEŁNOHOLICY, WOOLMASTERKI, WYWIADY / poniedziałek, Listopad 12th, 2018

Tym razem moim gościem jest piękna i niezwykle utalentowana (w wielu dziedzinach) „kobieta renesansu”- jak sama o sobie mówi 🙂 Jzabela Jagosz, która założyła markę La Gosh My Passion (LGMP), zdobywając serca kobiet na całym świecie – a to dopiero początek 😉 Jej swetry noszą osoby, które potrafią docenić jakość i niepowtarzalność ręcznej pracy, a ona sama nie tylko tworzy dla innych, ale także uczy jak własnymi rękami zrobić sweter, obok którego nikt nie przejdzie obojętnie 🙂

Poznaj Izę…

– Cześć Iza, tradycyjnie na początek, proszę powiedz coś o sobie, czym się zajmujesz na, co jest dla Ciebie ważne, kim jesteś 🙂

– Ze względu na mnogość zainteresowań bardzo często mówię o sobie, że jestem kobietą renesansu 🙂 W której dodatkowo ścierają się niemal wszystkie żywioły. Leniwym pracoholikiem – urodzonym w niedzielę nad ranem, podczas wesela swoich własnych rodziców. Piszę powieści dla kobiet (Kasia Grochola namaściła mnie nawet na pisarkę :)), teksty piosenek, śpiewam, gram na gitarze. Wiele lat spędziłam pracując na antenach kilku rozgłośni radiowych, prowadziłam agencję reklamowo-eventową, kocham scenę i czuję się na niej jak przysłowiowa „ryba w wodzie”, jestem managerem, trenerem, coachem, specjalistą od sprzedaży, finansów osobistych i wystąpień publicznych, uczę ludzi wielu rzeczy niezbędnych w życiu i biznesie, a od kilku miesięcy uczę też dziergania 🙂


W 2007 roku stworzyłam markę La Gosh My Passion. Początkowo była dla mnie odskocznią od korpo-świata, swego rodzaju tabletką uspokajającą, na koniec zaś stała się jedynym sposobem na życie.

– Wspaniałym sposobem na życie 🙂 Masz wiele zajęć i zainteresowań, to chyba charakterystyczne dla twórczych osób, ale cudownie się stało, że skupiłaś się na dzierganiu i że dzielisz się swoją wiedzą i doświadczeniem 🙂 Swetry z Twoich wzorów powstają jak grzyby po deszczu 🙂 

– No dobrze, ale na razie daj się nam lepiej poznać i powiedz, za co cenisz innych ludzi?

– Za lojalność, szczerość, przyzwoitość, za szacunek do drugiego człowieka. To dla mnie bardzo ważne i to właśnie w ludziach cenię najbardziej.

– A kto jest dla Ciebie autorytetem, jest ktoś, kogo mogłabyś wyróżnić?

Chyba nie ma nikogo takiego, kogo mogłabym nazwać autorytetem. Nie ma jednej takiej osoby, dwóch czy nawet trzech. Zresztą – podchodzę do autorytetów trochę jak żaba do jeża, bo wiele razy w życiu zderzałam się z ich upadkiem. Ludzie będący dla mnie źródłem inspiracji robili nagle coś, co kłóciło się z tym, co o nich myślałam i… no wiesz – spadali z piedestału 🙂 Dziś staram się korzystać z własnego rozumu i sumienia. Iść do kresu, mając przed oczami słowa Antoniego Słonimskiego: „Gdy nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie”.

– Tak, 🙂 To dobra rada, choć nie każdy zna to powiedzenie 😉 A czy możesz powiedzieć, że spełniasz się w życiu?

– Oj spełniam 🙂 BARDZO 🙂 Mam niemal wszystko, co jest mi potrzebne (no, może poza wnukami…) – robię to, co kocham. Moja praca jest moją pasją. Spełniam się w niej w stu procentach. I puchnę z dumy widząc jej owoce, chociaż to czym się zajmuję, to tak naprawdę start up. Świeżynka. Nowy twór na rynku.
W kilka miesięcy udało mi się zbudować taką społeczność wokół mojego biznesu, że serce rośnie, gdy patrzę na to wszystko. A to przecież dopiero początek…

– Cudownie słyszeć (czytać) takie słowa 🙂 Spełnienie w pracy i życiu 🙂 Ja też ku temu zmierzam, choć droga jest czasem wyboista 😀 Najważniejsze jednak to się nie poddawać i doceniać to, co się ma 🙂 A jeśli chodzi o Twoją społeczność, to rzeczywiście, sama zapisałam się do twojej grupy i obserwowałam Twoje live’y, widać, że robisz to co kochasz i z charyzmą ciągniesz za sobą tłumy (dziewiarek :D). Wygląda jakbyś robiła to latami 🙂 

– A jakie są 3 rzeczy, bez których nie wyobrażasz sobie życia?

– Nie wyobrażam sobie życia bez drutów, świętego spokoju i czekolady 🙂 Jestem uzależniona od każdej z tych rzeczy. Kiedyś dodałabym do tego jeszcze wino, ale to akurat zweryfikował Najwyższy i zesłał na mnie uczulenie 🙂

– Haha, to Cię załatwił 🙂

– Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z wełną i dzierganiem?

– Gdy miałam jakieś siedem, może dziewięć miesięcy, rodzice „wywieźli” mnie do babci mieszkającej pod Ostrem na Żywiecczyźnie. Oni musieli pracować, mną musiał się ktoś zająć, więc wylądowałam w pobliżu Skrzycznego i Hali Jaśkowej, upstrzonej wtedy bacówkami, jak świętomarciński rogal bakaliami. Spędziłam tam kilka pięknych lat, a potem, gdy trzeba było zameldować się w szkole i wrócić do Wadowic, w każdy możliwy weekend, każde ferie, wakacje uciekałam w góry.  Dziadek miał stado owiec, prababcia kołowrotek, na którym przędła wełnę, a babcia druty, którymi machała bez opamiętania. Ta wełna i te druty były ze mną od zawsze. Zafascynowana patrzyłam na babci palce, przesuwające szybko oczka z prawej na lewą stronę. Cieszyłam się z każdej pary skarpetek, z każdego sweterka. I marzyłam, że też będę robić to samo.

Umierałam ze szczęścia, gdy dostałam pierwszą, pokrzywioną jak czort parę metalowych drutów – z guzikami przytwierdzonymi na końcach w charakterze zatyczek 🙂 Pamiętam, z jakim nabożnym skupieniem przerabiałam pierwsze prawe i pierwsze lewe, zaplatałam pierwsze warkocze. Wydawało mi się, że tworzę coś, co zmieni świat 🙂 Ostatecznie chyba zmieniło, ale kilkadziesiąt lat później…
Babcia nauczyła mnie najprostszych ściegów, a potem już wszystko poszło z siłą wodospadu. Uczeń przerósł mistrza i zaczął szaleć z formą, wykorzystując wszystko, co było wtedy w sklepach dostępne, mierność z półek zastępując kreatywnością 🙂

– Czy Twój wełniany biznes ma znaczący udział w twoich dochodach, czy utrzymujesz się z innych działalności?

– Kiedy w czerwcu 2017 roku rzuciłam swoje ostatnie korpo, czyli Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, wróciłam z Warszawy na południe mając w planach stworzenie firmy szkoleniowej i pisanie powieści. Tworząc biznesplan dla swojej działalności uznałam, że włączę w to również LGMP. Jako odskocznię, mały smaczek, nagrodę dla siebie 🙂 Każdego dnia ktoś pisał do mnie na facebookowym fanpejdżu z pytaniem jak zrobić któryś z moich sweterków, jakiej użyć włóczki, czy mogę coś polecić i dlaczego moich projektów nie ma na Raverly. W miarę chęci i możliwości odpowiadałam, ale pytań przybywało więc uznałam, że skoro i tak to robię, to może czas zacząć podchodzić do tego profesjonalnie i zamiast odpisywać indywidualnie na wiadomości czy maile -stworzyć stronę na której każdy, kto będzie chciał, będzie mógł się czegoś nauczyć i znaleźć przepis na swój ulubiony dzianinowy ciuch.

Tak powstała grupa Knitting Academy by LGMP i strona www.lgmp.pl, odwiedzana każdego dnia przez setki osób z całego niemal świata 🙂 I tak powstało główne dziś dla mnie źródło dochodu. Przez cały czas jeszcze szkolę, prowadzę różnego rodzaju imprezy – jestem aktywnym prezenterem, konferansjerem, ale prawda jest taka, że mam na tę, w zamierzeniu główną, działalność coraz mniej czasu. Bo rośnie sterta projektów do opisania, w głowie każdego dnia pojawiają się nowe pomysły i każdego dnia atakują mnie knitterki i knitterzy posługujący się obcymi narzeczami, prosząc o tłumaczenie tekstów i filmów na angielski, rosyjski, niemiecki czy hiszpański 🙂 A w kolejce cały czekają jeszcze kursy on-line, poradniki i kolejna powieść…

– Skąd ja to znam 😀 Mnóstwo planów, mało czasu 🙂 A czy uważasz, że jest możliwe całkowite utrzymywanie się z wełny czy dziergania?

– Kiedyś dziergałam gotowe rzeczy i sprzedawałam znajomym, znajomym znajomych itd. Najczęściej za granicą – w Szwajcarii, Niemczech, Skandynawii, Kanadzie czy USA. W Polsce moje sweterki noszą: Dorota Szelągowska, Kasia Grochola, Kasia Klich, Dominika Tajner-Wiśniewska – ich polecenia również dostarczały mi klientów gotowych zapłacić odpowiednio za moją pracę. Ale gdybym miała odpowiedzieć na pytanie „czy z tego można żyć?” – opowiedziałabym „tak, ale tylko pod warunkiem, że masz na to pomysł inny, niż siedzenie w domu i dzierganie”. Bo rękodzieło samo się nie sprzeda. Znalezienie klientów, którzy nie będą uważali twojej pracy za coś gorszego, niż maszynowa robota z Azji, wcale nie jest takie łatwe. Ja sama nie raz spotykałam się ze świętym oburzeniem potencjalnych klientek, które przychodząc do mnie z gotowym zamówieniem treści „widziałam taki sweterek w… (i tutaj padała nazwa sieciówki) – zrobi pani podobny?” słyszały: „nie robię cudzych projektów, ale nawet gdybym robiła, to u mnie musiał by być jakieś cztery razy droższy”.
Polecałam im tańszą wersję – czyli zakup drutów, wełny i samodzielne zrobienie czegoś dla siebie 🙂 W taki właśnie sposób powstał mój pomysł na biznes 🙂
Swego czasu na fanpejdżu La Gosh My Passion zamieściłam post, w którym bardzo konkretnie wytłumaczyłam ceny moich swetrów. Spotkał się z nieprawdopodobnie ciepłą reakcją – wiele osób udostępniało go, pisało do mnie, że mają dokładnie takie samo zdanie i boli je, gdy ktoś zaniża wartość ich pracy. Uważając, że powinniśmy dziergać za przysłowiową „czapkę gruszek” i cieszyć się, że ktoś chce w ogóle, w natłoku ciuchów wszelakich zalewających sklepy, nasze rzeczy nosić. Ja twierdzić będę zawsze, że ręczna robota jest wyjątkowa, unikalna i dla koneserów. Jeżeli jednak chcemy na niej zarabiać, to musimy nauczyć się tych koneserów znajdować lub do siebie przyciągać 🙂

– No Ty zdecydowanie masz do tego talent 😀 


Zainteresowanym wklejam fragment postu:
Dziś będzie o wartości ręcznej roboty. Najkrócej rzecz ujmując zaraz napiszę ILE KOSZTUJĄ moje swetry:)
Zanim jednak o tym, muszę zacząć od czegoś innego. Muszę powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo mi miło, kiedy dostaję od Was tyle ciepłych słów. I ogromnie się cieszę z każdego wyrazu uznania. Cieszy mnie, że podoba się Wam moja twórczość. Cieszę się, że czasami się nią inspirujecie. Cieszę się również, że niektóre z Was chcą bardzo moje swetry nosić.
Bardzo rzadko sprzedaję swoje wzory i zdecydowanie nigdy nie robię na zamówienie. Dlaczego? Bo z zasady każdy mój sweter występuje w jednym, jedynym egzemplarzu i ja nigdy nie wiem, jak ostatecznie będzie wyglądał. A takiej roboty niestety nie da się pozwężać, pociąć. Można tylko pruć i robić na nowo, a tego nie lubię:)
Tak, jak napisałam – bardzo rzadko sprzedaję swoje wzory, ale kiedy już to robię, to cena takiego swetra zaczyna się od 1000 zł i idzie sobie w górę. Przepraszam wszystkie Panie, które znalazły coś w sieciówce i myślą, że ja zrobię to taniej. Nie, niestety nie zrobię. Po pierwsze dlatego, że dziergam wyłącznie z dobrych jakościowo włóczek (dla moich palców nie ma znaczenia czy dziergam z podłego akrylu, czy z alpaki lub kaszmiru – muszę tyle samo pracy włożyć, a efekt nieporównywalny) i cena samego materiału na takie moje swetrzysko to od 150 do nawet 400-500 zł. Po drugie – poświęcam na to ok.30-35 godzin. Więc gdybym policzyła najniższą stawkę godzinową, to wyszłoby 360-420 zł za robotę. Nie chcę nikogo obrazić i nie chcę wyjść na zadufaną w sobie pannicę, ale swoje umiejętności i talent wyceniam na więcej niż minimalna stawka określona prawem. Bo tego co robię nie potrafi zrobić każdy. I jeżeli już mam robić za darmo lub prawie za darmo to, kochane moje kobiety, mam tak dużą rodzinę i tyle przyjaciółek, że… no wiecie…:)
Ponieważ w ostatnim czasie dostaję bardzo dużo pytań dotyczących możliwości zakupu swetrów ze zdjęć, chciałam tym postem z góry uprzedzić pytania o cenę. Tak. To zdecydowanie nie jest produkt dla każdego. Za to zdecydowanie jest dla kogoś, kto chce nosić rzeczy niepowtarzalne, występujące w jednym egzemplarzu, ale i – kto jest gotowy za to zapłacić.
Pamiętajcie jednak, że istnieje tańsza opcja:) Zawsze można zainwestować w druty, kupić wełnę i zacząć robić samemu. Taka chociażby Kasia… Napisała dziś do mnie, że podjęła wyzwanie i będzie się mierzyć z warkoczowym grubasem. Trzymam za nią kciuki i zamierzam jej w realizacji tego zadania pomóc. Jeżeli ktoś jeszcze będzie chętny – zapraszam:)

– Popieram, zgadzam się w 100 procentach i uważam, że należy edukować społeczeństwo jaką wartość ma rękodzieło.  Mamy nadmiar „badziewia” i czas ograniczać to co posiadamy, do przedmiotów potrzebnych i wartościowych. Oczywiście wełna i druty, to rzeczy niezbędne ;), warto też posiadać w swojej garderobie takie perełki jak Twoje swetry 🙂

– A Ty lubisz wełnę? Jakie Twoim zdaniem ma zalety, a jakie wady, w porównaniu do innych dostępnych
przędzy?

– Wełna jest cudowna. Ma niesamowite właściwości. Zimą grzeje, latem chłodzi – czegóż chcieć więcej. Australia, Islandia, Norwegia pokazały całemu światu jak można wykorzystać wełnę. Nasze góralskie wzory i nasza rodzima wełna też zachwyciły wielu. Ale z wełną trzeba umieć się obchodzić w odpowiedni sposób, żeby po zrobieniu swojego cuda na drutach, nie okazało się w praniu, że to już tylko cudo dla lalki lub misia 🙂 Jak mówiłam – jestem leniem, urodzonym w niedzielę, dlatego do swoich projektów wybieram raczej mieszanki wełny/alpaki/kaszmiru z akrylem. Po to, żeby można było potem prać je w pralce, nie martwiąc o ich los 🙂

– To prawda, wełna jest wymagająca, ale tym, którzy o nią dbają potrafi się odwdzięczyć 🙂

– A masz jakieś autorytety wełniane, dziewiarskie? Jest ktoś od kogo chciałabyś
się uczyć? Kto Cię inspiruje i dlaczego?

– W zasadzie to nie do końca autorytety wełniane czy dziewiarskie, bardziej modowe, ale mam dwa – Donnę Karan i Wivienne Westwood 🙂 Z tą pierwszą zresztą mam plan kiedyś pokooperować 🙂 Uwielbiam ich styl. Bardziej niż bardzo się z nim identyfikuję.

– Jesteś niesamowita 🙂 Co zawdzięczasz dzierganiu/wełnie, czy zmieniło to coś w Twoim
życiu?

– Ojej – zawdzięczam BARDZO dużo 🙂 Przez lata dzierganie było dla mnie terapią uspokajającą, pozwalało mi odstresować się po ciężkich dniach spędzanych w korporzeczywistości. Gdy byłam młodą studentką zapewniało mi utrzymanie (w czasach komuny i, oględnie mówiąc, miernej wartości złotówki w stosunku do marki zachodnioniemieckiej, zarabiałam krocie sprzedając swetry w Berlinie Zachodnim). Dziergając w podróży, samolocie, na ławce w parku, czy na hotelowym leżaku przy basenie nawiązałam wiele nowych znajomości, bo ludzie na całym świecie odruchowo uśmiechają się i zagadują osoby robiące na drutach. Jedną z dwóch moich najlepszych przyjaciółek, współautorkę nazwy La Gosh My Passion (wymyśliła pierwszy człon), redaktorkę mojej drugiej powieści poznałam właśnie dzięki tej mojej pasji 🙂 No i na koniec dzierganie dało mi to, kim dzisiaj jestem – fanów na obu półkulach, punkt wyjścia do realizacji kolejnych marzeń, podwaliny społeczności, która mam nadzieję za rok, dwa będzie skupiała nie tylko polskie knitterki i knitterów, nie tylko polonię rozrzuconą po świecie, ale też miłośników dziergania posługujących się na co dzień innymi językami. Wiesz jak to miło, tworząc opisy i filmy w języku polskim, dostawać zamówienia z Brazylii, Hiszpanii, USA i Rosji i czytać „to nic, że materiał jest po polsku, mamy Google Translator – nie chcemy czekać na tłumaczenie, chcemy już”? Myślę, że wiesz 🙂

–  Mogę się tylko domyślać 🙂

– Twój największy wełniany/wydziergany sukces i największa
wełniana/wydziergana porażka?

– Dla mnie sukcesem jest każdy sweter wydziergany według mojego przepisu. Każde piękne zdjęcie, które potem oglądam. Każdy mail o treści: „dziergam od lat, ale dopiero kiedy zaczęłam robić twoje swetry, ludzie zaczęli zaczepiać mnie na ulicy i pytać skąd mam takie cudo”, czy: „nigdy nie wierzyłam, że zrobię coś sama – dzięki tobie mi się udało”. Dwa tysiące projektów płatnych i bezpłatnych zrobionych przez ostatnie pół roku (tyle udało mi się policzyć) to jest mój największy sukces. Bo przecież jako knittrener dopiero zaczynam… 🙂

A porażka? Hmmm…. Mam wiele takich na koncie 🙂 Nazywam je „zemstą designera” 😀 Często kombinuję z formą. Wymyślam jakieś kształty i… no, nie zawsze efekt końcowy jest taki, jak chciałam 🙂

– Gdyby wszystko było możliwe, to jaki wynalazek ułatwiłby Ci życie?

– Zdecydowanie maszyna do produkcji czasu 🙂 Bo to jedyne czego mi dziś brakuje. Zasuwam jak mały samochodzik. Publikuję projekty jeden po drugim. Ale ciągle mam poczucie, że gdyby nie czas, to mogłabym być już dużo dalej 🙂

– A gdybyś mogła spędzić jeden wymarzony dzień, bez żadnych ograniczeń,
jakby wyglądał?

– A wiesz, że ja mam już za sobą wiele takich dni 🙂 Bo mnie dużo do szczęścia nie trzeba. Wystarczy mi weranda, piękna pogoda, święty spokój, druty i kilka kłębków wełny 🙂

– Brzmi jak mój wymarzony dzień 😀

– Gdybyś mogła zmienić 3 rzeczy na tym świecie, to co by to było?

– Mnie tak naprawdę wystarczyłaby jedna rzecz – zmiana mentalności ludzi, którzy nie potrafią patrzeć dalej, niż sięga czubek ich własnego nosa. Myślę, że to zmieniłoby świat. W wielu jego wymiarach. Skończyła by się agresja, konflikty, skończyło niszczenie planety. Myślę, że dzięki temu nie doszłoby do wielu nieszczęść…

– Gdybyś mogła odbyć spotkanie z kimś zupełnie niedostępnym,
wymarzonym, bez żadnych ograniczeń, kto by to był? I o co byś go/ją
zapytała?

– Chyba nie ma nikogo takiego 🙂 Ja naprawdę wyznaję zasadę „sky is the limit” i jeżeli tylko się chce, to można dotrzeć do każdego i z każdym porozmawiać 🙂 No, chyba, że ten ktoś nie żyje… wtedy sprawy mają się inaczej.

– Co było najbardziej szaloną rzeczą jaką do tej pory zrobiłaś w
życiu?

– Opisałam to w „Uczulonej na wino” :D:D:D Najbardziej szalony był pomysł zostania kimś w rodzaju „korespondentki wojennej”:) I wyjazd do Mostaru w czasie, kiedy wojna co prawda już się prawie skończyła, ale nie do końca było tam bezpiecznie 🙂 Brrrrr, aż mi zimno gdy o tym pomyślę…

– Musimy przeczytać Twoją powieść, aby poznać szczegóły 🙂 Zapowiada się interesująco… 🙂

– A co chciałabyś zrobić?

– Chciałabym znaleźć w sobie siłę na pokonanie lęku wysokości i skoczyć jednak na bungee 🙂 Stałam już kiedyś, niemal gotowa, na moście łączącym Zambię z Zimbabwe,111 metrów nad lustrem rzeki… Ale stchórzyłam 🙂

– Jaki dzień z dzieciństwa pamiętasz najlepiej?

– Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie… Ja zadziwiająco dobrze pamiętam niemal całe swoje dzieciństwo. Łącznie z takim jego okresem, którego podobno pamiętać nie powinnam, bo byłam za mała. Ale nie ma jakiegoś jednego, szczególnego dnia. Było ich bardzo wiele.

– Jaka jest największa mądrość, którą podzieliłabyś się z innymi?

– Moje życiowe motto i jednocześnie największa mądrość brzmi: „Każdy ma prawo do wolności. Jego wolność ogranicza jednak wolność drugiego człowieka”. Myślę, że świat byłby dużo lepszy, gdyby ludzie o tym pamiętali.

– Czy zdradzisz mi jakiś sekret? 😉

– Nigdy w życiu 🙂 Sekrety, aby mogły nimi być, muszą pozostać sekretami :):):)

– Gdzie można Cię znaleźć w sieci i w realu?

– W realu można mnie spotkać na warsztatach, szkoleniach, koncertach, konferencjach 🙂 Ale nie ma jednego adresu, jednego miejsca. Natomiast w sieci jest ich sporo 🙂 Bo to nie tylko moja strona www.lgmp.pl, ale też kanał YTB La Gosh My Passion, fanpejdż na Facebooku i konto na Instagramie (wszystkie o takiej samej nazwie). I nieustannie wszystkich do odwiedzania oraz zostawiania śladu po sobie serdecznie zapraszam 🙂

– Iza, dziękuję Ci bardzo, jesteś niesamowicie inspirującą osobą, ja na pewno będę zaglądać do Ciebie w sieci, a być może nawet skuszę się niebawem, aby wydziergać mój pierwszy sweter 🙂 Na pewno skorzystam wtedy z Twoich porad i wzorów, bo swetry, które projektujesz i dziergasz, są po prostu niesamowite 🙂 

– Dziękuję również i zapraszam 🙂

10 Replies to “Z serii po nitce do kłębka… – WYWIAD Z IZABELĄ JAGOSZ – projektantką, pisarką, konferansjerką, założycielką marki LGMP”

  1. Nie wiem co mną szarpie bardziej – wstyd czy niedowierzanie, ale muszę się przyzna – nigdy wcześniej nie trafiłam na Izę!!!
    Jak to możliwe – pojęcia nie mam – w końcu też dziergam od dziecka i w sieci trochę bywam. A jej swetry są tak bardzo w moim typie, że żeby nawet przypadkiem nie wpadły mi w oko??
    Dziękuję 🙂
    I pozdrawiam i Ciebie i Izę!

  2. Jestem pod wrażeniem, cieszę sie że dowiedziałam sie o Pani Izie…
    Gratuluję odwagi, radości tworzenia i konsekwencji w rozwijaniu Pani talentu… Ta lektura była dla ogromną inspiracja…Z serca pozdrawiam i do zobaczenia….

  3. Uwielbiam was obie ❤ Iza ty wiesz że jesteś moim dziewiarskim guru,to dzięki LaGoshMyPassion po 30latach złapałam znowu za druty i zrobiłam swój pierwszy sweter od tamtego czasu(czyli od marca tego roku) robię już 10 sweter. Iza jest wspaniałą osobą, zaraża entuzjazmem,pozytywną energią i ma bardzo dobre serce,oraz mnóstwo cierpliwości do nas 😉

  4. Iza Jagosz jest kobieta pełna optymistycznej charyzmy,potrafi zarazic swoja pasja ,energią do zycia,dająca siebie w 100%.
    Kobieta o wielkim sercu,inspirująca i dajaca siłe,pokazujaca to w swoich ksiazkach tym ktorzy są na zakretach zyciowych i nie tylko.
    Jest wzorem do nasladowania
    ze wzgledu na szczerosc,lojalnosc i szacunek do drugiej osoby.Osoba o pięknym usmiechu i smiejąca sie niemal bez przerwy.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem tego co robi Iza i daże Ją ogromnym szacunkiem bo wiem ile sily,serca,energii i czasu poswieca swojej OGROMNEJ PASJI jakim jest dzierganie.
    Gratulacje za całokształt Izo.

  5. Trafiłam na Izę w maju tego roku i zostałam fanką. Wszystkie książki przeczytane, kanały medialne obserwowane (hihiii jak stalker jakiś). Poznałam osobiście i zachwyt pozostał. Rzadko zdarza się, że osoba medialna, prywatnie pozostaje tą samą osoba. Iza jest tak autentyczna w swoim jestestwie, w relacjach międzyludzkich, że odnosi się wrażenie, jakby znało się ją od wieków. Oczywiście, że swetry spod jej instrukcji wychodzą wspaniałe. Wszystkich doceniająch rękodzieło zachęcam do kontaktu z Izą Jagosz LGMP

  6. Ja trafilam na Izę pół roku temu, od razu zamarzył się mi blezer ananas. Doczekałam się na projekt i mam mój własny. Dwa dni temu poznala Izę osobiście . Jest cudowna! Przymierzam się do kolejnych projektów.

  7. P.Izo jesteś wspaniała ,pełna serdeczności kobietką,dziękuję za to że mogłam Ciebie poznać ,podziwiać Troje projekty a zarazem podobnie jak i u Ciebie to było znów druty stały się dla mnie jak tabletka uspakajająca w tym szalonym świecie .

  8. Izo, dzięki Twoim projektom i radom wiele się nauczyłam chociaż dziergałam wcześniej ale zawsze coś mi nie pasowało. Obecnie kiedy dziergam sweterek z projektu Izy LGMP nie ma takiego który by nie wyszedł. Dziękuję Ci za to Izo, jesteś moją inspiracją. Pozdrawiam serdecznie.

  9. Szukałam wzoru na czapkę, łatwego wzoru ,bo nie jestem mistrzynią i wpadłam na Izę. Jestem pod wrażeniem. Wiem , że zostanę w „kontakcie”na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *