Maria Różańska – NAD WEŁNEM – Rozdział 17 – 1/2


NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, Uncategorized, ZWOOLNIJ / wtorek, 22 lutego, 2022

Dziś o nauce babcinych kwadratów, znaczącej biżuterii i życzeniach przez łzy

Rozdział 17 – 1/2

Ciotka Emilia i Lena zauważyły oczywiście pewną zmianę w Justynie, która promieniała od wewnątrz, ale dziewczyna nie zwierzała im się ze swoich spraw. Wtajemniczony został tylko wuj Benedykt, zresztą musiałby być ślepy i głuchy, żeby niczego nie zauważyć, gdyż Jan często odwiedzał ​Woolove. Chociaż powstrzymywali się od większych oznak czułości w miejscach publicznych, ich spojrzenia i gesty, pełne miłości i szczęścia, nie mogły za bardzo umknąć niczyjej uwadze. Wuj był zresztą z takiego obrotu rzeczy zadowolony, polubił malarza i uważał go​ ​za​ ​porządnego,​ ​pracowitego​ ​człowieka,​ ​miłą​ ​odmianę​ ​po​ ​Zygmuncie.  Justyna bywała teraz częstym gościem w Ashton u Tyrowiczów, poznała lepiej stryja Antoniego i bardzo go polubiła. To był cichy człowiek, nikomu się nienarzucający, a jednak w tej spokojnej postaci tkwiła jakaś siła charakteru, zagłuszana tylko epizodami pogorszenia depresji, napadami sposępnienia oraz zobojętnienia na wszystko i wszystkich. Czasem, w przypływie dobrego humoru, opowiadał różne historie z czasów swojej młodości, anegdoty i absurdy świata PRL-u,​ ​a​ ​że​ ​robił​ ​to​ ​umiejętnie,​ ​Justyna​ ​zawsze​ ​słuchała​ ​z​ ​zaciekawieniem. 

Teraz jednak siedziała nie w salonie, gdyż pozostałych domowników nie było, ale u Jana w jego pokoju. Było to dość niewielkie pomieszczenie, na jego skromne umeblowanie składało się pojedyncze łóżko, przykryte wydzierganą przez Justynę narzutą w róże, szafa i komoda – na kawalerskie potrzeby jednak wystarczało. Błękitne ściany ozdabiało kilka wydruków malarskich dzieł van Gogha, Turnera i Renoira. Jan przyznał się kiedyś Justynie, że lubi sztukę, ale nie wiązałby z tym przyszłości, ze względu na swoje praktyczne podejście do życia. Woli wyładowywać się artystycznie w tworzeniu             ładnych przedmiotów codziennego użytku, na przykład szydełkiem. Teraz siedzieli niewinnie na łóżku w jego pokoju, a Justyna uczyła go robienia ​granny squares. Uparł się zrobić coś dla niej w rewanżu za narzutę i uznała, że koc z jednego dużego kwadratu jest tym, co by chciała. Nie jest to projekt trudny ani czasochłonny, jak taki pozszywany z mniejszych kwadratów albo zrobiony techniką c2c ​– nie chciała sprawiać Janowi zbyt wiele kłopotu. Co chwila przykrywała jego duże dłonie swoimi, o wiele mniejszymi, pomagając mu w naprowadzeniu szydełka i włóczki na właściwy​ ​tor. 

– Justyna ​– odezwał się nagle mężczyzna, odkładając robótkę.

“Kolejny facet bez podzielności uwagi” ​– pomyślała, ale z czułością, patrząc na jego nagle poważną i jakby zakłopotaną​ ​twarz. 

–​​ ​Tak?​ ​​–​​ ​spytała​ ​zachęcająco.

– ​Wiesz, że ja jestem tradycjonalistą, chcę mieć rodzinę, żonę i dzieci. I chciałem cię spytać…

–​​ ​Tak?​ ​​–​​ ​powtórzyła​ ​Justyna,​ ​z​ ​nagle​ ​szybciej​ ​bijącym​ ​sercem. 

– Wybacz, chciałem czekać na lepszy moment, księżyc, słowiki, te sprawy, ale chyba jestem zbyt mało romantyczny, a za bardzo praktyczny. Powiedz, kochanie… A nie, zaczekaj jeszcze chwilę… ​– z tymi słowami przechylił się przez łóżko, prawie się na nim kładąc, żeby sięgnąć do górnej szuflady stojącej blisko komody. Wyciągnął z niej coś małego, co całkowicie zniknęło w zamknięciu jego dużej dłoni i zwrócił się z powrotem do Justyny, której serce w oczekiwaniu​ ​tłukło​ ​się​ ​z​ ​częstotliwością​ ​młota​ ​pneumatycznego.  – Powiem po prostu, czy wyjdziesz za mnie? ​– spytał, patrząc jej w oczy z miłością i odrobiną​ ​niepewności.

– Tak… Tak. Tak! ​– odpowiedziała, śmiejąc się ze szczęścia i czując jednocześnie wsuwający​ ​się​ ​jej​ ​na​ ​palec​ ​chłodny​ ​krążek​ ​metalu. 

– Bałem się, że uznasz to za zbyt szybko​– wyznał z ulgą.​– Ale ja nie chcę takiego życia “na próbę”, związek na próbę, małżeństwo na próbę, wszystko to można bardzo łatwo zakończyć, gdy ktoś zwyczajnie się znudzi. Uważam, że człowiek sam w głębi siebie wie, czy to co czuje jest prawdziwe, czy nie. A to, co ja czuję do ciebie, to nie zauroczenie, które przejdzie po kilku miesiącach. Ja chcę być z tobą na stałe, w lepszych i gorszych chwilach, bo życie nie zawsze jest łatwe, ale jeśli dwoje ludzi trzyma się razem, to każdym przeciwnościom, czy nawet porażkom,​ ​dadzą​ ​radę​ ​we​ ​dwoje.​ ​I​ ​tak​ ​chcę​ ​iść​ ​przez​ ​życie​ ​razem​ ​z​ ​tobą. 

Justyna​ ​nagle​ ​poczuła,​ ​że​ ​oczy​ ​jej​ ​wilgotnieją. 

–​​ ​I​ ​ty​ ​mówisz,​ ​że​ ​nie​ ​jesteś​ ​romantyczny?​ ​​–​​ ​roześmiała​ ​się​ ​przez​ ​łzy. 

–​​ ​Nie​ ​jestem​ ​dobry​ ​w​ ​słodkich​ ​słówkach​ ​i​ ​tak​ ​dalej​ ​​–​​ ​odpowiedział,​ ​odrobinę​ ​zmieszany. 

– Miłość to dla mnie nie słowa, tylko czyny​– powiedziała, patrząc na niego poważnie.​– I to nie jakieś wielkie, tylko takie zwykłe, codzienne, jak upranie komuś skarpet, czy zrobienie ulubionej​ ​kanapki. 

– Jak ja cię kocham! ​– zakrzyknął Jan porywczo, biorąc ją w objęcia, po czym jego usta zamilkły i zabrały się do czynu udowadniającego uczucie, ale bardziej romantycznego niż upranie​ ​skarpet.

***

Po odwiezieniu Justyny do domu, Jan siedział sam w swoim pokoju. Pozornemu obserwatorowi wydawałoby się, że nie robił nic, gdyż rozłożony w swobodnej pozie na łóżku nie wyglądał na zajętego. W rzeczywistości jednak jego umysł zajmował się słodkim planowaniem przyszłości, z kobietą którą kochał. Przypominał sobie też, jak to wszystko się zaczęło. Aneta pokazała mu blog, który czytała, gdy zainteresował się jej robótkami. Zwrócił wtedy uwagę na zdjęcie profilowe ślicznej autorki. Bardzo się zdziwił, gdy w grudniu rozpoznał ją, kiedy czekali na taksówkę, starał się jednak tego nie okazać. I tak wtedy wyglądała na dość wystraszoną, nie chciał jej straszyć bardziej, wręcz przeciwnie, już wtedy poczuł, że chciałby ją bronić przed światem. Zniknęła mu z oczu na kilka miesięcy, w czasie których często o niej myślał i stale czytał bloga, tym większa była jego radość i zdziwienie, gdy zobaczył ją w postaci swojej klientki. Chyba tamtego dnia przepadł całkowicie, a im więcej ją poznawał, tym bardziej się po prostu​ ​zakochiwał.  Te miłe wspomnienia przerwało nagle ciche pukanie do jego drzwi, a po chwili wsunięcie się​ ​do​ ​środka​ ​Anety.

– O, już wróciłaś? ​– uśmiechnął się Jan. ​– Słuchaj, mam dla ciebie wiadomość ​– powiedział nagle, zrywając się z pozycji leżącej do siedzącej. ​ – Spytałem dziś Justynę i powiedziała​ ​”tak”!

– Spodziewam się, iż to oznacza, że się oświadczyłeś? Super, już myślałam, że nigdy tego​ ​nie​ ​​ ​zrobisz. 

– Nie marudź, ludzie zaręczają się po latach, i tak byłem szybki. Bo wiesz, ja tak nie chcę, kilka lat związku, kilka po zaręczynach i dopiero ślub. Kiedy się wie, że znalazło się swoją drugą połówkę, jeśli pozwolisz użyć tego banalnego określenia, to po co czekać? Patrz, jaką my mamy połataną rodzinę. Chcę założyć swoją, od podstaw, być mężem i ojcem, najlepszym jakim​ ​potrafię. 

Nagle coś mu przyszło do głowy, i spojrzał na siostrę siedzącą teraz obok niego trochę podejrzliwie.

– To, co właśnie powiedziałem o drugiej połówce odnosi się do takich starych ludzi jak ja, nie myśl sobie za wiele. Ja tego twojego Michała mam na oku ​– miało to zabrzmieć jak groźba,​ ​ale​ ​Aneta​ ​jakoś​ ​nie​ ​wyglądała​ ​na​ ​specjalnie​ ​przestraszoną.

– Jaki on tam mój ​– wzruszyła ramionami. ​– Lata za mną, owszem, ale ja jeszcze nie wiem,​ ​czy​ ​go​ ​chcę,​ ​czy​ ​nie. 

Odpowiedź​ ​nie​ ​bardzo​ ​uspokoiła​ ​jej​ ​brata,​ ​więc​ ​szybko​ ​zmieniła​ ​temat.

–​​ ​Słuchaj,​ ​my​ ​tu​ ​gadamy,​ ​a​ ​ona​ ​tam​ ​czeka​ ​na​ ​audiencję.

–​​ ​Kto?​ ​Justyna?

–​​ ​Nie,​ ​Jadźka. 

Jego przez chwilę rozjaśniona nadzieją twarz natychmiast lekko się zachmurzyła, ale po chwili​ ​znów​ ​przybrała​ ​swój​ ​zwykły,​ ​pogodny​ ​wyraz.

–​​ ​Jest​ ​w​ ​salonie,​ ​tak?​ ​Już​ ​idę.​ ​Nie​ ​wiesz,​ ​o​ ​co​ ​chodzi?

– Nie, tylko mówiła, że musi z tobą pogadać i wyglądała przy tym bardzo poważnie. Nawet make-upu ma dziś o połowę mniej ​– odpowiedziała Aneta i udała się wprost do swojego pokoju,​ ​żeby​ ​nie​ ​przeszkadzać​ ​w​ ​rozmowie. 

Jadwiga siedziała na fotelu w salonie. Faktycznie, Jan od razu zauważył, że wyglądała nieco inaczej niż zwykle. Ubiór elegancki jak zawsze, ale kasztanowe włosy miała dziś nie misternie ułożone, tylko związane w zwykły kucyk i rzeczywiście, mniej makijażu na twarzy. Mężczyzna ze zdziwieniem spostrzegł, że dziewczyna wygląda po prostu bardzo ładnie. No, ale wygląd​ ​to​ ​przecież​ ​nie​ ​wszystko. 

–​​ ​Cześć​ ​​–​​ ​przywitał​ ​się,​ ​podchodząc​ ​do​ ​niej​ ​z​ ​uśmiechem. 

– Cześć ​– odpowiedziała, patrząc na niego zupełnie inaczej niż zwykle, jakby z lekką nieśmiałością. 

–​​ ​Co​ ​tam?​ ​Wszystko​ ​w​ ​porządku?​ ​​–​​ ​spytał,​ ​siadając​ ​na​ ​kanapie.

– Tak… ​– zawahała się na moment. ​– Przyszłam ​– podjęła po chwili ​– żeby ci powiedzieć, że wiem, że kogoś znalazłeś, wygląda na porządną dziewczynę i chcę wam… życzyć… szczęścia… ​– ostatnie słowa wymawiała gardłem najwyraźniej ściśniętym przez hamowane​ ​łzy. 

–​​ ​Dziękuję​ ​​–​​ ​machinalnie​ ​odpowiedział,​ ​zaskoczony.

– I już nie będę ci się narzucać, serce nie sługa i tak dalej. Ani twoje, ani moje ​– tym słowom​ ​towarzyszyły​ ​już​ ​stojące​ ​w​ ​oczach​ ​duże​ ​łzy. 

– Jadwiga ​– powiedział wzruszony, wstając z kanapy i podchodząc bliżej niej ​– jesteś świetną​ ​dziewczyną​ ​i​ ​z​ ​całego​ ​serca​ ​życzę​ ​ci​ ​kogoś​ ​o​ ​wiele​ ​lepszego​ ​niż​ ​ja. 

Nie odpowiedziała, tylko wyciągniętą z kieszeni chusteczką przetarła oczy. Niewiele to dało,​ ​gdyż​ ​na​ ​miejsce​ ​wysuszonych​ ​łez​ ​natychmiast​ ​pojawiły​ ​się​ ​kolejne. 

– Pamiętaj proszę, że w razie potrzeby zawsze masz we mnie przyjaciela ​– dodał jeszcze. 

Chwilę milczała, ze wzrokiem utkwionym w dywan, mnąc w dłoniach chusteczkę higieniczną​ ​i​ ​bezwiednie​ ​rozdzierając​ ​ją​ ​na​ ​strzępki. 

– Dziękuję. Pójdę już ​– powiedziała wreszcie, wstając z fotela. ​– Naprawdę życzę ci  wszystkiego,​ ​co​ ​najlepsze. 

–​​ ​A​ ​ja​ ​tobie. 

Wyszła sama, a Jan jeszcze dobrą chwilę tkwił w salonie zamyślony. Potem spojrzał na leżący obok fotela stosik rozczłonkowanych zwłok chusteczki i z westchnieniem poszedł do kuchni​ ​po​ ​szufelkę. 

 

Szydełkiem w oczko

Kiedy wełna jest obsesją

Po co złoto
Po co diament
Kiedy z wełny
Masz ornament

Właśnie dostałam pierścionkowy ornament, chociaż nie z wełny. Tak, to o czym myślicie 😉 Zaręczynowy :))) <3 <3 Siedzę teraz z uśmiechem nieschodzącym z twarzy i szydełkuję małe słitaśne pierścionki, do nabycia drogą kupna w moim sklepie. Autorką wzoru jest Maria Isabela z Meksyku, oryginalny wzór ziestety nie jest już dostępny, ale poniżej macie moje tłumaczenie.

J.

Potrzebne będą:

Szydełko 3.5 mm
Włoczka sportweight

A) Pierścionek

1) Zrób 12 oczek łańcuszka, 1 półsłupek w pierwsze oczko od końca (żeby zamknąć kółko), 1 półsłupek w każde z następnych 11 oczek łańcuszka.
2) 1 półsłupek w każde z 12 oczek.
3) 1 półsłupek w każde z 12 oczek, połącz oczkiem ścisłym z pierwszym oczkiem tej rundy,
zakończ.

B) Kokarda

1) Zrób 18 oczek łańcuszka, 1 półsłupek w pierwsze oczko od końca (żeby zamknąć kółko), 1 półsłupek w każde z następnych 17 oczek łańcuszka.
2) 1 półsłupek w każde z 18 oczek.
3) 1 półsłupek w każde z 18 oczek, połącz oczkiem ścisłym z pierwszym oczkiem tej rundy, zakończ zostawiając około 35cm włóczki.
4) Połóż kokardę na pierścionku i owiń kilkakrotnie zostawioną wcześniej nitką kokardę razem z
pierścionkiem na środku (aby uformować kokardę i przyczepić ją do pierścionka). Zakończ.

Poprzednie części znajdziesz tutaj: 

Rozdział 1 

Rozdział 2 

Rozdział 3 - 1/2 

Rozdział 3 - 2/2 

Rozdział 4 

Rozdział 5 

Rozdział 6 

Rozdział 7  

Rozdział 8 - 1/2 

Rozdział 8 - 2/2

Rozdział 09

Rozdział 10 - 1/2

Rozdział 10 - 2/2

Rozdział 11

Rozdział 12 - 1/2

Rozdział 12 - 2/2

Rozdział 13 - 1/2

Rozdział 13 - 2/2

Rozdział 14 - 1/3

Rozdział 14 - 2/3
Rozdział 14 - 3/3

Rozdział 15 

Rozdział 16 - 1/2

Rozdział 16 - 2/2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.