Maria Różańska – NAD WEŁNEM – Rozdział 12-2/2- historia miłości z wełną w tle :)


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNA, ZWOOLNIJ / wtorek, 12 października, 2021

Dziś o zawstydzaniu przez rodziców, najeździe zazdrośnicy i – bonus – darmowy wzór na szybką, szydełkową torebeczkę 🙂

Rozdział 12 – 2/2

– Widzisz, słonko, martwię się tym moim Jankiem​– wyznała pod jego nieobecność pani Celina,​ ​mieszając​ ​w​ ​wielkiej​ ​misie​ ​mąkę​ ​i​ ​cukier.

–​​ ​Czemu?​ ​​–​ ​​spytała​ ​Justyna,​ ​zajęta​ ​siekaniem​ ​bakalii. 

– A bo w tym roku trzydzieści lat już kończy, a jeszcze się nawet nie ożenił. Ja bym chciała mieć wnuki, wszyscy dawno mają, no i to nie za dobrze dla mężczyzny, jak tyle czasu jest sam. A on mi na to, że jeszcze nie znalazł takiej, z którą by chciał spędzić całe życie. A bo to tak trudno znaleźć? “Synek, a co z tą Jadzią?”​– pytam go.​– “Przecież ona świata poza tobą nie widzi, ładna, wykształcona, co ty jeszcze chcesz?”. A on się wtedy denerwuje i wychodzi. I weź​ ​tu​ ​gadaj​ ​z​ ​takim.​ ​Ale​ ​ja​ ​go​ ​w​ ​końcu​ ​przekonam,​ ​zobaczysz.  

Justyna nie wiedziała co odpowiedzieć, tylko nie wiedzieć czemu nóż drgnął jej w ręce i mało się nie skaleczyła. Nagle odechciało jej się ciast, pierogów, wizyt i świąt w ogóle, najchętniej odwołałaby je całe, gdyby mogła. W tym momencie wszedł po coś do kuchni sam obiekt ich rozmowy. Natychmiast dostrzegł zmianę w nastroju Justyny i spytał, co się stało. Po jej​ ​zdawkowej​ ​odpowiedzi,​ ​spojrzał​ ​podejrzliwie​ ​na​ ​matkę. 

–​​ ​Mama,​ ​co​ ​ty​ ​naopowiadałaś​ ​pani​ ​Justynie? – mruknął niezbyt przyjaźnie.  

– Nic takiego, samą prawdę. Że syn nie chce mi dać wnuków i ciągle sam jak palec, a tu taka​ ​dziewczyna​ ​jak​ ​Jadzia,​ ​z​ ​pocałowaniem​ ​ręki​ ​by​ ​go​ ​wzięła​ ​na​ ​męża.

Justyna dostrzegła na twarzy Jana powstrzymywaną złość i niedowierzanie, udało mu się​ ​jednak​ ​opanować. 

– Niech pani nie słucha, co mama czasem gada, nie wie wszystkiego ​– przy tych słowach​ ​spojrzał​ ​dziewczynie​ ​prosto​ ​w​ ​oczy. 

–​​ ​A​ ​co​ ​mam​ ​wiedzieć​ ​czy​ ​nie​ ​wiedzieć,​ ​wystarczy,​ ​że​ ​widzę​ ​​–​​ ​obruszyła​ ​się​ ​Darzyńska. Anetka nie skomentowała dyskusji tylko za plecami matki przewróciła oczami i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z bratem. Ten wyszedł znów z kuchni, ale ku uldze Justyny​ ​jego​ ​temat​ ​już​ ​nie​ ​powrócił.​ ​I​ ​bez​ ​tego​ ​miała​ ​spory​ ​mętlik​ ​w​ ​głowie.  

***

Popołudnie upływało, mimo niefortunnej rozmowy, bardzo miło. Wiedza kulinarna Justyny bardzo się wzbogaciła tego dnia. Pod wieczór, gdy wszystko było już ugotowane, upieczone i usmażone, a kuchnia sprzątnięta, towarzystwo zmęczone, ale z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, przeniosło się do salonu, odpocząć przy herbacie i kawałku ciasta.  Atmosfera zrobiła się rodzinna, Justyna świetnie się tam czuła, tym bardziej, że dzięki namowie Celiny​ ​wszyscy​ ​wreszcie​ ​przeszli​ ​z​ ​nią​ ​na​ ​”ty”,​ ​nawet​ ​Aneta.  

– To śmieszne, żebyście sobie tak “paniowali”, czuję się przy was staro ​– śmiała się Darzyńska. I kiedy tylko dziewczyna pomyślała, że ma kolejny “moment idealny” do kolekcji, zgodnie z prawem wszechświata coś musiało go popsuć. 

Do salonu weszła, zapewne dostawszy się do domu przez wciąż niezamknięte na zamek drzwi, wysoka, elegancka i dość mocno umalowana, ładna dziewczyna. Justyna w mgnieniu oka poznała w niej tę, widzianą przez szybę Costy tamtego pamiętnego wieczoru. Od razu wiedziała, że nie może się po nowo  przybyłej spodziewać niczego dobrego. Ta zwróciła się najpierw w stronę pani Darzyńskiej, która​ ​wstała​ ​z​ ​krzesła​ ​na​ ​jej​ ​widok​ ​i​ ​przywitała​ ​z​ ​nią​ ​wylewnie. 

– Jak się cieszę, że panią widzę. Słyszałam, że przyjechała pani dziś rano i musiałam wpaść się przywitać. Co u pana, panie Antoni? Anetka, co u ciebie? A u ciebie, Janek?​– witała się po kolei ze wszystkimi, Jana zostawiając na koniec. I trzeba by było być wręcz ślepym, żeby nie dostrzec tęsknego spojrzenia, jakie mu przy tym rzuciła. Obecność Justyny po prostu zignorowała,​ ​ku​ ​lekkiej​ ​konsternacji​ ​obecnych.  

– Jadziu, siadaj, może napijesz się z nami herbaty? ​– zaproponowała ucieszona obecnością​ ​gościa​ ​Darzyńska.  

– Nie, dziękuję, może wpadnę na dłużej jutro, widzę że macie gościa​– jak to zrobiła, nie wiadomo,​ ​ale​ ​udało​ ​jej​ ​się​ ​wypowiedzieć​ ​to​ ​neutralne​ ​słowo​ ​jak​ ​najgorszą​ ​obelgę.  

–​​ ​Tak,​ ​to​ ​znajoma​ ​Janka​ ​i​ ​Anetki,​ ​Justyna​ ​​–​​ ​przedstawiła​ ​Celina.   

– Bliska znajoma? ​– spytała Jadwiga, z pozoru obojętnie, ale spojrzenie orzechowych oczu, utkwionych w siedzącej przy stole Justynie, wyrażało więcej niż tysiąc słów, z rodzaju tych powszechnie​ ​uznawanych​ ​za​ ​obelżywe.  

– Nie, dość krótko się znamy ​– odpowiedziała sama Justyna, patrząc rozmówczyni w oczy i natychmiast prawie tego pożałowała, gdyż została w odpowiedzi otaksowana wzrokiem z rodzaju “100% skoncentrowana nienawiść”. Przez ułamek sekundy rozważała, czy jakby doszło do rękoczynów będzie miała czym się bronić? W torebce spoczywało wierne szydełko 5,5 mm, od​ ​biedy​ ​mogłoby​ ​posłużyć​ ​do​ ​przebicia​ ​serca​ wymalowanej ​wampirzycy.  

– Cóż, nie lubię tłoku ​– uśmiechnęła się Jadwiga do Darzyńskiej, zapinając żakiet i biorąc​ ​do​ ​ręki​ ​postawioną​ ​przed​ ​chwilą​ ​na​ ​stole​ ​torebkę.​ ​Markową,​ ​jak​ ​zauważyła​ ​Justyna.  

– Przyjdę, gdy nie będzie tu obcych i nie będę na pewno nikomu przeszkadzać, ani nikt nie będzie przeszkadzał mnie ​– z tymi słowami skierowała się do wyjścia. Justyna zerknęła na Jana, który przez całą scenę siedział w milczeniu, z założonymi rękami, a nogami wyciągniętymi przed siebie, najwyraźniej powstrzymując się od odezwania. Nagle naszła ją ochota, żeby podejść do niego i… dać tej nieznajomej prawdziwy powód do zazdrości i nienawiści, tu i teraz, przy wszystkich! Niestety powstrzymała ją od takiej akcji wrodzona nieśmiałość.

Gdy Jadwiga wyszła z pokoju, Jan poderwał się nagle i poszedł za nią. Reszta​ ​towarzystwa​ ​w​ ​salonie​ ​usłyszała​ ​tylko​ ​przyciszone​ ​głosy​ ​i​ ​trzaśnięcie​ ​drzwi​ ​wejściowych.  

– Musimy zacząć zamykać te drzwi na zamek​– odpowiedział po powrocie do pokoju Jan na pytające spojrzenia obecnych. ​

– Mam nadzieję, ​– tu zwrócił się do Justyny, patrząc jej znów prosto w oczy ​– że nie obraziłaś się za to przed chwilą? Jadźka nie jest zła, tylko ​– tu się  nieznacznie​ ​zawahał​ ​​–​​ ​tylko​ ​charakter​ ​ma​ ​taki​ ​​–​​ ​dokończył.  

– Skąd! ​– odpowiedziała Justyna uśmiechając się, ale jej oczy utkwione w jego błękitnych tęczówkach nabrały stalowego spojrzenia. ​– Czemu miałabym się przejmować tym, co wyrabiają twoje ​– specjalnie zrobiła lekką pauzę ​– koleżanki ​– dokończyła.

Przez chwilę patrzyli na siebie ale Jan spuścił wzrok pierwszy, zmieszał się i poszedł pod jakimś pretekstem do​ ​kuchni.​ ​Mimo​ ​pozornego​ ​powrotu​ ​do​ ​rozmowy​ ​sprzed​ ​najścia,​ ​napięcie​ ​wisiało​ ​w​ ​powietrzu. W końcu Justyna miała dość i postanowiła wracać do domu. Jutro cały dzień poświęci na naukę marketingu z książek które kupiła i ebooków z poradami przesłanych od ​Keerwood Marketing jako część pakietu. Odmówiła propozycji odwiezienia przez Jana i zamówiła taksówkę. Owszem, wykosztuje się, ale nie będzie dzwonić i kłopotać wujka ani kuzyna, a z tym facetem nie wytrzyma w aucie nawet pięciu minut! Nie, nie była na niego zła, nic jej przecież nie  zrobił. Była wściekła na samą siebie, za uporczywe pchanie się na niepewny grunt, na którym może się zranić i za łamanie postawionych sobie zasad. Pożegnała się ze wszystkimi uprzejmie, podziękowała za miły dzień, obiecała wpaść znowu (skłamała), wsiadła do taksówki i pojechała do domu. Wieczorem nie mogła sobie znaleźć miejsca, próbowała trochę szydełkować, ale nawet to jej nie szło. Poddała się w końcu i poszła wcześniej do łóżka. Litościwy sen przyszedł jednak dopiero po godzinie – najpierw mózg i serce, zgodnie i uparcie, torturowały ją analizą minionego dnia. 

 

***

 

 Szydełkiem w oczko 

Kiedy wełna jest obsesją

Hej!
Nastrój dziś trochę gorszy, delikatnie mówiąc. Człowiek nic nie uczy się na błędach i sam sobie
robi krzywdę. Pogoda też nas ostatnio nie rozpieszcza, już było tak ładnie, a teraz znów zimno
i pochmurno. Ale od czego są szydełko i włóczka? One nie zadają pytań, one rozumieją!

Buszując po internecie w poszukiwaniu szybkiego projektu, odkryłam świetny i co ważniejsze
super łatwy wzór na portmonetkę, małą torebkę lub schowek na drobiazgi – wszystko zależy
od użytych materiałów i Waszej wyobraźni. Składa się tylko z sześciu, TAK, SZEŚCIU, rundek,
plus zszycie. Nie mogłabym się nim nie podzielić. Oryginalny wzór można znaleźć na stronie:
http://www.sharalambethdesigns.com/2012/10/little-treasures-envelope.html a poniżej
moje tłumaczenie.
J.

Potrzebne będą:

Szydełko i włóczka dowolne, zależnie od rodzaju i grubości, jakie chcemy otrzymać. Poniższe
zrobiłam szydełkiem 3.5 mm i włóczką DK.

Sposób wykonania:

1) Zrób 35 oczek łańcuszka, 1 słupek w czwarte oczko od szydełka, 1 słupek w każde oczko prócz
ostatniego, 6 słupków w ostatnie oczko. Teraz po spodniej stronie początkowego łańcuszka: 1
słupek w każde oczko do końca, obróć.

2) 2 oczka łańcuszka (liczy się jako słupek, tu i przez cały wzór), 1 słupek w każde z następnych

31 oczek, po 2 słupki w każde z następnych sześciu oczek, 1 słupek w każde następne oczko, do
końca, obróć.

3) 2 oczka łańcuszka, 1 słupek w każde z następnych 31 oczek, 2 słupki w następne oczko, (1
słupek w następne oczko, 2 słupki w następne oczko) x5, 1 słupek w każde następne oczko, do
końca, obróć.

4) 2 oczka łańcuszka, 1 słupek w każde z następnych 31 oczek, 2 słupki w następne oczko, (po 1
słupku w następne 2 oczka, 2 słupki w następne oczko) x5, 1 słupek w każde następne oczko, do
końca, obróć.

5) 1 oczko łańcuszka (liczy się jako półsłupek), 1 słupek w każde z następnych 42 oczek, 2 oczka
łańcuszka, pomiń 2 oczka z poprzedniego rzędu, 1 półsłupek w każde oczko do końca (mamy
dziurę na guzik).

5) 2 oczka łańcuszka, 1 słupek w każde z następnych 31 oczek, 2 słupki w następne oczko, (po 1
słupku w następne 3 oczka, 2 słupki w następne oczko) x5, 1 słupek w każde następne oczko, do
końca, zakończ.

6) Złóż tak, żeby utworzyć torebkę, doczep oczkiem ścisłym włóczkę do dolnego rogu, zszyj oba
brzegi półsłupkami, przejdź półsłupkami przez półokrągłą klapę na drugą stronę i ponownie za
pomocą półsłupków zszyj brzegi. Ładnie wygląda, gdy tę część robi się włóczką w kontrastowym
kolorze. Doszyj guzik i gotowe.

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj: 

Rozdział 1 

Rozdział 2 

Rozdział 3 - 1/2 

Rozdział 3 - 2/2 

Rozdział 4 

Rozdział 5 

Rozdział 6 

Rozdział 7  

Rozdział 8 - 1/2 

Rozdział 8 - 2/2

Rozdział 09

Rozdział 10 - 1/2

Rozdział 10 - 2/2

Rozdział 11

Rozdział 12 - 1/2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *