Maria Różańska – NAD WEŁNEM – Rozdział 12 – 1/2 – Historia miłości z wełną w tle :)


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNA, ZWOOLNIJ / wtorek, 28 września, 2021

Dziś o świątecznych przygotowaniach, mylących pozorach i iskrach przy myciu rąk 😉


 Rozdział 12 – 1/2

Tydzień przed Wielkanocą Justyna spędziła o wiele bardziej pracowicie, niż dwa poprzednie. Zrobiła mnóstwo kurczaczkowych i jajecznych dekoracji, które ułożyła malowniczo na wystawie wuja, wśród broni i wędek, jako wabik na klientów. Sporo też tych włóczkowych ozdóbek sprzedała. Poza tym pracowała nad nową stroną internetową sklepu, zrobioną dla niej przez ​Keerwood Marketing, i nad profilem facebookowym ​– wszystko według wskazówek Mary. Przy okazji wzięła się za odkurzenie swojego bloga, zmieniła całkiem jego szatę graficzną, czcionkę i wstawiła podrasowane zdjęcia (znów pomoc ludzi z K.M.). Przy okazji przesyłania fotek do poprawy trafiła na jedną ilustrującą wpis ze wzorem na proste szydełkowe kwiatki. Zdjęcie przedstawiało na pierwszym planie gałąź drzewa z soczyście zielonymi liśćmi, ozdobioną włóczkowymi kwiatkami, a w tle szumiało złote pole pszenicy. Zrobiła to zdjęcie na jakiejś wycieczce za miasto z Zygmuntem, dziwne, że o tym zapomniała, zawsze bardzo je lubiła. Widocznie i Jan je widział i stąd wziął inspirację do udekorowania ścian jej sklepu. Nagłe przypomnienie obu mężczyzn w jednym ciągu myśli dało dziwny efekt. Justyna zdenerwowała się, zamknęła ze złością laptopa i wróciła do szydełkowania słitaśnych kurczaczków i obwieszania​ ​nimi​ ​strzelb. 

Ani Zygmunt ani Jan nie dali jednak o sobie zapomnieć, pierwszy pośrednio, drugi bardziej bezpośrednio. W czwartek Justyna dostała smsa z nieznanego numeru, po treści jednak i podpisie zrozumiała, że to oficjalne życzenia świąteczne od Anny Kulczyńskiej. Nieco skołowana grzecznie odpowiedziała jakąś zdawkową formułką, zastanawiając się, czym zasłużyła na ten zaszczyt i dochodząc do wniosku, że matka Zygmunta musiała wciąż mieć ją w liście kontaktów i wysyłać zbiorczego smsa do wszystkich znajomych. Jan natomiast sam zadzwonił w piątek z życzeniami i życzeniem. Spytał, czy Justyna nie chciałaby do nich wpaść poznać jego i Anety matkę. Wyznał, że trochę mu leży na sercu, iż po wszystkim, co od nich na jej temat usłyszała, Justyna mogła wyrobić sobie o Celinie Darzyńskiej złe zdanie, a wolałby, żeby uformowała opinię na podstawie własnego z nią kontaktu. Co Justyna naprawdę myślała o pani Darzyńskiej, do tego za nic by się jej synowi nie przyznała i bardzo wątpiła, żeby spotkanie                 cokolwiek​ ​zmieniło,​ ​ale​ ​zgodziła​ ​się​ ​spełnić​ ​prośbę​ ​malarza. 

Ponieważ w Anglii Wielki Piątek jest dniem wolnym i większość sklepów, w tym jej i wujka, była pozamykana, siedziała akurat w domu i nie miała żadnych większych planów. W kuchni panował wuj Benedykt i nie dopuszczał nikogo do swojego królestwa. Ciocia Emilia i Lena robiły porządki, ale nie dały Justynie pomóc, gdyż mogłaby “nieświadomie zaburzyć układ feng shui” jak wyjaśniła ciotunia. Dziewczyna czuła się bezużyteczna, więc tym chętniej przygotowała się i wyszła z domu. Pogoda robiła się już wiosenna, na drzewach pojawiały się zalążki listków, słońce może jeszcze nie przygrzewało, ale ładnie przyświecało. Idąc na przystanek Justyna czuła się lekka i radosna, czując wręcz wlewającą jej się w żyły wiosnę i optymizm.  Drogę już znała, dotarła więc do domu Jana bez problemu. Zadzwoniła, ale nikt nie  otwierał. Po chwili wahania dostrzegła, że drzwi są odrobinę uchylone, pchnęła je więc i niepewnie weszła do środka. Podążyła w stronę dźwięków i po chwili znalazła się w jasnej i przestronnej kuchni, po której kręciły się cztery osoby.

 Jan stał przy zlewie, tyłem do wejścia, z podwiniętymi wysoko rękawami kraciastej koszuli, i zmywał naczynia. Miejsce przy niewielkim stole kuchennym zajmował szczupły mężczyzna w średnim wieku, z siwymi włosami, poważną twarzą i ubrany w gruby sweter, mimo że w pomieszczeniu było dość gorąco. Kroił w kostkę i wrzucał do dużej miski warzywa, prawdopodobnie na sałatkę. Przy blacie uwijały się Aneta, ubrana w dżinsy i obszerny t-shirt, oraz kobieta o energicznych ruchach, która musiała być jej matką, gdyż podobieństwo było uderzające. Wszyscy obecni głośno rozmawiali i często  wybuchali śmiechem, przekrzykując ryczące głośno radio. Nic dziwnego, że nikt nie usłyszał dzwonka w takim hałasie. Justyna stała przez chwilę na progu, chłonąc ten rodzinny obrazek i czując się nagle jak niepotrzebny intruz. Rozważała nawet, czy by nie wyjść po cichu, póki   jeszcze ma szansę, ale wtedy właśnie dostrzegła ją Anetka i wyłączywszy najpierw umączoną ręką​ ​radio,​ ​pobiegła​ ​się​ ​przywitać.  Zaraz Justyna została wciągnięta do kuchni i przedstawiona wujkowi Antoniemu (mężczyzna przy stoliku) i Celinie Darzyńskiej, mamie Anety i Jana. Kobieta ta musiała mieć około pięćdziesięciu lat, jednak makijaż trochę jej ich ujmował, tak samo jak rozjaśniający twarz uśmiech, który najwyraźniej dzieci odziedziczyły po niej, razem z jasnymi włosami i wysokim wzrostem. Ubrana była podobnie jak córka ​– dżinsy i koszulka, a swoim wejściem Justyna widocznie oderwała ją od robienia pierogów, na co wskazywały umączone prawie do łokci ręce, rzędy leżących na blacie “ruskich”, czekających na ugotowanie i zapach tych, które wypływały już na wierzch w wielkim garze, stojącym na kuchence. Wszyscy wydawali się ucieszeni wizytą dziewczyny a najbardziej Jan, ale nie dane mu było zbyt wiele porozmawiać z gościem, gdyż matka i siostra zapędziły go z powrotem do zmywania. Ku zaskoczeniu Justyny, która szczerze mówiąc spodziewała się po Darzyńskiej zimnego i wyniosłego babsztyla, poznała bardzo miłą, ciepłą i bezpośrednią kobietę, która zresztą jedyna w tym towarzystwie nie nazywała nowo przybyłej “panią”, tylko mówiła jej po imieniu. Rozmawiając, kobieta wciąż lepiła pierogi, a Justyna siedziała na krześle, ale wydało jej się to nagle niewłaściwe, siedzieć gdy wszyscy dookoła pracują. 

–​​ ​Może​ ​ja​ ​coś​ ​pomogę?​ ​​–​​ ​zaproponowała​ ​nieśmiało.  

– Siedź sobie słonko, odpoczywaj ​– odpowiedziała Darzyńska. ​– Jan mówił mi, że założyłaś​ ​i​ ​sama​ ​prowadzisz​ ​sklep,​ ​to​ ​musi​ ​być​ ​męczące.  

– Ale w sklepie też większość czasu siedzę​– zaoponowała Justyna​– a głupio mi nic nie robić,​ ​gdy​ ​każdy​ ​pracuje.  

– A to dobrze o tobie świadczy ​– przyznała matka Anety. ​– Z pierogami już skończyłyśmy,​ ​ale​ ​zaraz​ ​bierzemy​ ​się​ ​za​ ​makowce,​ ​pomożesz? 

– Chętnie, tylko nie wiem, czy umiem, nigdy nie robiłam makowca ​– wyznała dziewczyna.  

– O, to się od razu nauczysz ​– uśmiechnęła się Darzyńska. ​– Idź umyj ręce, nie, nie do łazienki,​ ​tu​ ​w​ ​zlewie​ ​sobie​ ​umyj,​ ​mydło​ ​jest.  

Justyna podeszła do zlewu i stanęła obok Jana, przez jego wysoki wzrost sięgała mu zaledwie do ramienia. Przez szum wody lub zamyślenie spostrzegł ją dopiero, gdy prawie się zetknęli.​ ​Zmieszał​ ​się​ ​lekko​ ​i​ ​spojrzał​ ​na​ ​nią​ ​pytająco. 

–​​ ​Ręce​ ​​–​​ ​wyjaśniła​ ​z​ ​uśmiechem,​ ​patrząc​ ​na​ ​niego​ ​i​ ​biorąc​ ​do​ ​ręki​ ​mydło. 

– A, proszę bardzo ​– usunął się i, zabierając gąbkę, musnął przypadkiem mokrą dłoń dziewczyny. Czy tylko ona poczuła tę iskrę, jakby ich ręce stały się nagle przewodnikami prądu?                

On chyba też, gdyż nagle odkaszlnął z zakłopotaniem i odwrócił się, poprawiać leżące na suszarce talerze.

Justynie nie dane było jednak nawet zastanowić się nad tym co zaszło ani nad własnymi uczuciami, gdyż energiczna pani Darzyńska już szykowała składniki na ciasto i wołała ją do siebie. Jan, skończywszy zmywanie, został oddelegowany do odkurzania, choć widać było,​ ​że​ ​opuszcza​ ​kuchnię​ ​z​ ​ociąganiem.  

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj: 

Rozdział 1 

Rozdział 2 

Rozdział 3 - 1/2 

Rozdział 3 - 2/2 

Rozdział 4 

Rozdział 5 

Rozdział 6 

Rozdział 7  

Rozdział 8 - 1/2 

Rozdział 8 - 2/2

Rozdział 09

Rozdział 10 - 1/2

Rozdział 10 - 2/2

Rozdział 11

2 Replies to “Maria Różańska – NAD WEŁNEM – Rozdział 12 – 1/2 – Historia miłości z wełną w tle :)”

  1. Tęskniłam!!

    Dziękuję za możliwość ponownego spotkania z Justyną 🙂
    Byłam tak zaczytana, że rodzina miała problem z kontaktem ze mną 😀 Odpowiadałam czytanym akurat zdaniem 😀
    Świetna lektura, brak mi słów, bo napisać co czuję, więc tylko jedno słowo.
    DZIĘKUJĘ
    teraz mogę spokojnie przejść do pozostałych tematów woolniej.pl – w pierwszej kolejności inspiracje 😛

    Trzymam kciuki za dalszy rozwój wełnianego świata 🙂
    Pozdrawiam
    krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *