Maria Różańska – NAD WEŁNEM – rozdział 11 – historia miłości z wełną w tle


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNA, ZWOOLNIJ / wtorek, 14 września, 2021

Dziś o kobietach w biznesie, oszukiwaniu własnego serca i zgubnych skutkach podsłuchiwania 😉

Rozdział 11

Po kolejnym tygodniu ubogim w klientów i większy zarobek, Justyna postanowiła poszukać pomocy profesjonalisty, choćby miała się na ten cel zapożyczyć. Przeglądając w internecie oferty firm marketingowych, zwróciła uwagę na manchesterską “​Keerwood Marketing, głównie dzięki ofercie “pierwszy miesiąc gratis”. Wypełniła podany na stronie firmy formularz i odpowiedź telefoniczną dostała po około dwóch godzinach. Miła dziewczyna w słuchawce umówiła​ ​ją​ ​na​ ​następny​ ​dzień​ ​w​ ​sklepie​ ​Justyny,​ ​​ ​z​ ​Mary​ ​Keerwood,​ ​menedżerką​ ​firmy.  W piątek po południu ​Woolove odwiedziła elegancko ubrana kobieta. Bardzo jasne blond włosy miała krótko przycięte, makijaż neutralny, ubrana była w szarą garsonkę. Podeszła pewnym            krokiem do lady i rozejrzała się po półkach tak, jakby samym wzrokiem chciała przejąć wszystko co​ ​na​ ​nich​ ​było.  

–​​ ​W​ ​czym​ ​mogę​ ​pomóc?​ ​​–​​ ​spytała​ ​lekko​ ​speszona​ ​Justyna.  Nieznajoma popatrzyła jeszcze przez chwilę i przedstawiła się, wyciągając dłoń na           powitanie: 

– Mary Keerwood z ​Keerwood Marketing. Ty jesteś właścicielką, prawda? Byłyśmy na dziś​ ​umówione. 

–​​ ​Tak,​ ​Justyna​ ​Chorzelska​ ​​–​​ ​potwierdziła​ ​zapytana.  

– Lubię przyjrzeć się osobiście biznesowi, który mamy promować, kiedy jest taka okazja – wyjaśniła Mary rzeczowym tonem. ​– Co skłoniło cię do skontaktowania się z nami i czego od nas​ ​oczekujesz?​ ​​–​ ​​spytała,​ ​siadając​ ​na​ ​zaoferowanym​ ​jej​ ​krześle. 

– Pierwszy raz korzystam z tego typu usług, więc sama nie do końca wiem ​– wyjaśniła Justyna. ​– To mój pierwszy sklep i nie bardzo sobie radzę z promowaniem go i przyciąganiem klientów​ ​​–​​ ​wyznała.  

– ​We’ve all been there​– pocieszyła ją Mary.​– Nikt nie wie od razu wszystkiego. Jeszcze pamiętam jak sama zaczynałam prowadzić firmę, ile błędów człowiek zrobił, ile razy dał się oszukać… I dlatego ​– podjęła po chwili ciszy z nową energią ​– ustaliłam tę promocję “pierwszy miesiąc​ ​gratis”,​ ​żeby​ ​pomagać​ ​takim​ ​początkującym​ ​przedsiębiorstwom​ ​jak​ ​twoje.  

– Uhmmm… ​– zawahała się Justyna, nie wiedząc jak taktownie o to spytać, w końcu jednak​ ​się​ ​zdecydowała.​ ​​–​​ ​To​ ​gdzie​ ​tkwi​ ​haczyk? 

– I bardzo dobrze, że o to pytasz, choć i tak wyjaśniłabym ci wszystkie warunki tej promocji ​– uśmiechnęła się Mary. ​– Jeden miesiąc darmowych konsultacji i prowadzenia medialnej reklamy przysługuje przy podpisaniu z nami kontraktu na co najmniej trzy miesiące. W podstawowym pakiecie mieści się promocja w mediach, czyli profil facebookowy, pozycjonowanie, reklama na stronach tematycznych. Do tego pomoc ze stroną internetową już istniejącą lub zniżka 50% na utworzenie nowej. W pakiecie powiększonym oferujemy również reklamę​ ​prasową​ ​i​ ​radiową.  

– Na prasę i radio mnie nie stać, a w internecie próbowałam sama i coś nie podziałało​– mruknęła​ ​sceptycznie​ ​Justyna.  

– Może nie zabrałaś się za to jak należy. Pokaż mi, co do tej pory zrobiłaś ​– zaproponowała Keerwood. Postawiła na ladzie swój laptop i podsunęła go zachęcająco w stronę Justyny. Ich dyskusję nad prowadzeniem profilu i strony z rzadka przerywało wejście kogoś żądnego włóczki. Mary Keerwood bacznie się wtedy przypatrywała sprzedającej dziewczynie, żeby, jak wyjaśniła, ocenić poziom obsługi klienta. Tu nie miała zbyt wielu             zastrzeżeń, natomiast poziom justynowej promocji w mediach wydał jej się “zatrważająco niski i naiwny”, jak sama określiła. Trochę podłamało to dziewczynę, ale z drugiej strony dawało nadzieję na przyszłość, jeśli weźmie się do tego bardziej profesjonalnie. Zdecydowała się podpisać umowę, a w równym stopniu przekonywało ją to, co Mary mówiła i jej wskazówki, jak i sama​ ​osobowość​ ​menedżerki,​ ​która​ ​sprawiała​ ​wrażenie​ ​osoby​ ​bezpośredniej​ ​i​ ​uczciwej.  

– Lubię, gdy kobiety nawet na przekór wszystkiemu próbują swoich sił w biznesie ​– wyznała pod koniec konsultacji. ​– Mamy o wiele więcej możliwości niż mężczyźni, ale wciąż mniej​ ​lub​ ​bardziej​ ​wmawia​ ​nam​ ​się,​ ​że​ ​to​ ​męska​ ​rzecz.  

–​​ ​A​ ​pani​ ​sama​ ​założyła​ ​​Keerwood Marketing?​ ​​–​​ ​spytała​ ​zaciekawiona​ ​Justyna.  

– Nie ja, mój mąż Bernie. Firma jest na niego, ale od lat ja ją prowadzę. Bernie ma słomiany zapał, bardzo się na coś nakręca a potem szybko nudzi i bierze za następny projekt. Tymczasem mnie zainteresował marketing i zaczęłam się trochę uczyć, czytać, dowiadywać, aż przejęłam zarządzanie firmą. Na początku nie było łatwo, ale jak widać wszystkiego można się nauczyć. Tobie też się uda, jeśli wiesz czego chcesz i nie zniechęcasz się łatwo​– pocieszyła na koniec.  

Po jej wyjściu Justyna miała lekki mętlik w głowie. Do końca pracy ulepszała w telefonie facebookowy profil sklepu, według porad Mary. Gdy zamknęła swoje stoisko, czuła się jednocześnie podekscytowana i oszołomiona pracą, jaka ją jeszcze czekała. Poczuła się też dość zmęczona tygodniem siedzenia w sklepie, mimo że przecież to kochała. Zeszłotygodniowy wypad do kina i na kolację wydał jej się odległy o lata świetlne. Przypomniała sobie o danej wtedy obietnicy rewanżu i szybko, jakby bojąc się, że sama siebie odwiedzie od tego pomysłu przy​ ​głębszym​ ​rozważeniu,​ ​zadzwoniła​ ​do​ ​Anetki.  

 

***

***

 

Aneta wydawała się szczerze ucieszona, gdy usłyszała głos Justyny w słuchawce, a jej radość jeszcze się zwiększyła, kiedy dowiedziała się, z jaką propozycją dzwoni. Po chwili jednak ​trochę​ ​się jakby​ ​zawahała: 

– Tylko widzi pani, Janek jeszcze nie skończył pracy. Dziś maluje tu, w Ashton, i jeszcze trochę mu zejdzie… Pewnie dopiero potem mógłby po panią przyjechać. Chyba że​ – wpadła na inny​ ​pomysł​ ​​–​​ ​pani​ ​przyjechałaby​ ​do​ ​nas,​ ​zaczekać​ ​na​ ​niego.  

–​​ ​Właściwie​ ​czemu​ ​nie,​ ​jeśli​ ​to​ ​nie​ ​problem​ ​​–​​ ​odpowiedziała​ ​Justyna.  

– Super! ​– ucieszyła się dziewczynka. 

​– Czym będzie pani jechać? Autobusem, tramwajem? 

–​ ​​Chyba​ ​wolę​ ​tramwaj. 

– To linia G do końca, a potem wyjdę po panią na przystanek, tylko proszę mi wysłać sygnał​, ​że​ ​jest​ ​pani​ ​blisko. 

– Świetnie, to jesteśmy umówione. Do zobaczenia​– uśmiechnęła się Justyna i wyłączyła się. Poszła na stację szybkim krokiem, wsiadła w tramwaj i dopiero wtedy pozwoliła sobie na przemyślenia. Nie powinna była dzwonić do młodej i umawiać się z nią. Owszem, bardzo ją polubiła, ale prawdą było, że jej brata jeszcze bardziej. I dlatego powinna się trzymać od nich z daleka,​ ​na​ ​wszelki​ ​wypadek,​ ​żeby​ ​nie​ ​zostać​ ​znów​ ​zranioną.  Tymczasem tramwaj przybliżał ją coraz bardziej do końcowej stacji i czekającego na nią, zapewne miłego, wieczoru. Jeszcze trzy przystanki, za późno, żeby odwoływać. “W porządku”​– zdecydowała się. ​– “Obiecałam ich zaprosić, więc spełnię obietnicę, nie rozczaruję małej, a potem żadnych spotkań, koniec.” Z tą myślą wysiadła z tramwaju i od razu spostrzegła czekającą na nią Anetę. Dziewczynka miała na sobie już nie mundurek szkolny, ale zwykłe dżinsy, tunikę i krótką, lekką kurtkę. Tylko jasne jak u brata włosy miała zaplecione w warkocz, tak​ ​samo​ ​jak​ ​poprzednim​ ​razem.​ ​Przywitały​ ​się​ ​ciepło​ ​i​ ​ruszyły​ ​w​ ​kierunku​ ​domu​ ​Anety.  Był to jeden z typowych brytyjskich domków jednorodzinnych, z małym, zadbanym ogródkiem od frontu i zapewne drugim, większym, na tyłach budynku. Po wejściu Aneta zaprowadziła gościa do prosto, ale ze smakiem urządzonego salonu, a sama poszła zrobić herbatę.  

Justyna usiadła na skórzanej kanapie i rozejrzała się ciekawie po pomieszczeniu. Na podłodze leżał dość już chyba stary, ale utrzymywany w czystości granatowy dywan. Oprócz kremowej kanapy, na której siedziała, znajdował się tu jeszcze podobny fotel, oba meble stały naprzeciw telewizora, odgrodzone od niego małym stolikiem do kawy, zrobionym z jasnego drewna. Pod oknem wychodzącym na ogród stał duży stół, nakryty błękitnym obrusem i otoczony sześcioma krzesłami, obitymi jasnym materiałem w róże. Na kominku i ścianach można było dostrzec kilka oprawionych zdjęć i obrazków. Justyna chciała wstać, żeby im się przyjrzeć, ale w tym momencie wróciła jej gospodyni z dwoma kubkami herbaty i talerzykiem              ciasteczek.  

– Wujek raczej nie przyjdzie się przywitać, ma “te dni” ​– powiedziała Aneta stawiając poczęstunek na stole, a widząc lekko zszokowane spojrzenie Justyny pospieszyła z wyjaśnieniami. ​– To znaczy tak z Jankiem mówimy między sobą na te dni, gdy depresja nie pozwala wujkowi w ogóle na wychodzenie do ludzi. Leczy się, jest spora poprawa, ale wciąż jeszcze zdarza mu się siedzieć cały dzień w pokoju i tylko spać, nie odzywać się i nie wychodzić do nikogo. Teraz już wiemy, że w takich przypadkach najlepiej jest zostawić go samemu sobie, wtedy najszybciej dochodzi do siebie. Mieli dziś pracować​ ​razem,​ ​ale​ ​w​ ​końcu​ ​Janek​ ​musiał​ ​jechać​ ​sam​ ​i​ ​dlatego​ ​dłużej​ ​mu​ ​schodzi.  

Nie zdążyła już nic więcej powiedzieć, gdyż rozległ się dzwonek do drzwi. Anetka pobiegła otworzyć, a Justynie serce na sekundę zamarło, sama nie wiedziała czemu. Od strony przedpokoju​ ​rozległ​ ​się​ ​jednak​ ​głos​ ​nie​ ​męski,​ ​a​ ​kobiecy,​ ​właściwie​ ​dziewczęcy.  

– Cześć, skończył nam się cukier a nie chce mi się lecieć do sklepu, możesz trochę pożyczyć? 

– Jasne, wejdź ​– zabrzmiała odpowiedź Anety i do salonu weszły dwie dziewczyny, fizycznie będące swoim absolutnym przeciwieństwem. Siostra Jana była dość wysoka, jasnowłosa i szczupła, jej towarzyszka zaś czarnowłosa, przysadzista i niska. Wydawała się jednak​ ​trochę​ ​starsza,​ ​ale​ ​może​ ​tylko​ ​z​ ​powodu​ ​mocniejszego​ ​makijażu.  

–​​ ​To​ ​Elka,​ ​moja​ ​sąsiadka​ ​i​ ​przyjaciółka​ ​​–​​ ​przedstawiła​ ​nowoprzybyłą​ ​Aneta.  

–​​ ​Dzień​ ​dobry​ ​​–​​ ​przywitała​ ​się​ ​grzecznie​ ​Ela.​ ​​–​​ ​A​ ​w​ ​​ ​czym​ ​pani​ ​grała?  

–​​ ​Słucham?​ ​​–​ ​​spytała​ ​zaskoczona​ ​Justyna. 

–​​ ​Co?​ ​​–​​ ​zapytała​ ​równocześnie,​ ​trochę​ ​mniej​ ​inteligentnie,​ ​Aneta.  

– No… ​– Elka wyraźnie się speszyła. ​– Sama słyszałam jak mówiłaś do kogoś przez telefon,​ ​że​ ​ma​ ​dziś​ ​do​ ​was​ ​wpaść​ ​jakaś​ ​aktorka… 

Po krótkiej chwili twarz Anety rozjaśniła się zrozumieniem, a zaraz potem pokój zadźwięczał​ ​jej​ ​śmiechem. 

– Elka jak już podsłuchujesz, to sobie szklankę chociaż weź dla lepszego nagłośnienia​– wydusiła​ ​wśród​ ​chichotu. 

– Wcale nie podsłuchuję, tylko byłam w łazience, okno było uchylone, a wiesz jak wtedy słychać​– oburzyła się​ ​posądzona.​ ​​–​​ ​To​ ​o​ ​co​ ​chodzi? 

– Gadałam z Baśką, że muszę kończyć bo mam się spotkać z jedną AUTORKĄ bloga. Jak​ ​ty​ ​w​ ​ogóle​ ​zrobiłaś​ ​z​ ​tego​ ​aktorkę?​ ​Ale​ ​żeś​ ​dała!  

Elka​ ​stała​ ​przez​ ​chwilę​ ​czerwona​ ​jak​ ​burak,​ ​ale​ ​szybko​ ​odzyskała​ ​animusz. 

–​​ ​A​ ​o​ ​czym​ ​pani​ ​bloguje?​ ​​–​​ ​spytała​ ​Justynę,​ ​ignorując​ ​rozchichotaną​ ​przyjaciółkę. 

–​​ ​O​ ​szydełkowaniu​ ​​–​​ ​powiedziała​ ​zgodnie​ ​z​ ​prawdą​ ​Justyna.

– To coś jak druty, nie? Coś jak Aneta robi? Eee a ja myślałam, że może o modzie ​– wyraźnie​ ​rozczarowała​ ​się​ ​dziewczyna.​ ​​–​​ ​Ale​ ​i​ ​tak​ ​miło​ ​mi​ ​panią​ ​poznać​ ​​–​​ ​dodała​ ​szybko.  

– Elka, przyniesiesz w końcu ten cukier? ​– rozległ się męski głos z korytarza, i choć serce Justyny znów drgnęło niespokojnie, szybko uspokoiło się, gdyż głos należał do nieznajomego jej mężczyzny wchodzącego właśnie do salonu. Mógł mieć około pięćdziesięciu lat,​ ​mocno​ ​przerzedzone​ ​rude​ ​włosy​ ​i​ ​dużych​ ​rozmiarów​ ​wąsy​ ​sterczące​ ​na​ ​dwie​ ​strony.  

– Czekam i czekam, a herbata stygnie ​– rzucił jeszcze w stronę Elki i dopiero jakby zauważywszy Justynę, przywitał się z nią uprzejmie, przedstawił jako Fabian Bohen i zaczął ni stąd ni zowąd opowiadać o czasach młodości i statystowaniu w filmach i serialach. Przydługą opowieść​ ​przerwała​ ​w​ ​końcu​ ​Ela: 

–​​ ​Tata,​ ​to​ ​nie​ ​aktorka.​ ​Fałszywy​ ​alarm​ ​​–​​ ​syknęła​ ​ciągnąc​ ​lekko​ ​ojca​ ​za​ ​rękaw.  

–​ ​​Co?​–​​ ​zdziwił​ ​się​ ​pan​ ​Bohen,​ ​urwawszy​ ​​ ​w​ ​środku​ ​zdania. 

–​​ ​Nic,​ ​pomyłka.​ ​Ta​ ​pani​ ​to​ ​blogerka,​ ​pisze​ ​w​ ​internecie​ ​​–​​ ​wyjaśniła​ ​najprościej​ ​jak​ ​mogła. 

–​​ ​O​ ​gwiazdach?​ ​​–​ ​​spytał​ ​z​ ​lekką​ ​nadzieją​ ​jej​ ​ojciec. 

– Nie, o robieniu na drutach ​– sprecyzowała, a Justyna nie widziała zbytniego sensu w obecnej​ ​sytuacji​ ​tłumaczyć​ ​różnicę​ ​między​ ​drutami​ ​a​ ​szydełkiem. 

– Aha ​– westchnął ze zrozumieniem sąsiad. ​– Ale i tak miło mi panią poznać ​– dodał szybko, na co Aneta znów wybuchnęła śmiechem, a Justynie udało się od tego powstrzymać używszy​ ​całej​ ​siły​ ​woli.  

– Może napije się pan herbaty? ​– zaproponowała sąsiadowi młoda gospodyni, gdy już się​ ​uspokoiła. 

– Nie, dziękuję, mam gotową w domu ​– odmówił sąsiad. ​– Chodź Elka ​– pogonił córkę wychodząc.​ ​​–​​ ​Do​ ​widzenia​ ​​–​​ ​pożegnał​ ​się​ ​jeszcze​ ​uprzejmie.  

– A cukier? ​– zawołała za nimi Aneta, ale w odpowiedzi usłyszała tylko zamykanie drzwi wejściowych. Justyna nie dała rady powstrzymywać dłużej śmiechu a i Anetka jej zawtórowała.             

Śmiały się obie jak głupie siedząc na krzesłach przy zimnej już herbacie i nie mogły przestać. Z tego powodu nie usłyszały kroków w przedpokoju i męskiego głosu pytającego: “Co tu tak wesoło?”, a serce Justyny nie miało okazji do trzeciego drgnięcia. Mężczyzna wszedł do salonu pewnym​ ​krokiem​ ​i​ ​nagle​ ​jakby​ ​go​ ​przymurowało,​ ​gdy​ ​spostrzegł,​ ​kto​ ​się​ ​w​ ​nim​ ​znajduje.  Zobaczyły go dopiero gdy go odblokowało i podszedł bliżej nich. Aneta powiedziała: “O, cześć Janek” próbując się uspokoić, a Justyna spoważniała w ciągu sekundy. Spojrzała na Jana i zobaczyła na jego twarzy taki uśmiech, jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziała. Wyglądał na tak ucieszonego, jakby co najmniej Gwiazdka przyszła wcześniej, a brytyjska            pogoda​ ​się​ ​poprawiła. 

– Co za niespodzianka, nie spodziewałem się…​– mówił trochę bezładnie, podchodząc z wyciągniętą​ ​dłonią​ ​aby​ ​się​ ​przywitać.  

– To ja zaprosiłam panią Justynę, bo ona zaprasza nas do kina ​– wyjaśniła równie bezładnie Anetka. ​– A w ogóle to jeszcze wcześnie, zrobię nowej herbaty bo ta już do niczego ​– zaproponowała, zbierając kubki ze stołu i wychodząc do kuchni. Jan usiadł przy stole, naprzeciwko​ ​Justyny.  

–​​ ​To​ ​o​ ​co​ ​chodzi​ ​z​ ​tym​ ​zaproszeniem?​ ​​–​​ ​spytał​ ​wciąż​ ​uśmiechnięty. 

– ​Rewanż ​– odpowiedziała, również się uśmiechając, i opowiedziała o telefonie i umówieniu się z Anetą. Wypili herbatę, Jan przebrał się w “cywilne” ciuchy i pojechali do miejscowego kina, a potem na kolację. Tak jak Justyna podejrzewała, wieczór spędziła bardzo miło.​ ​Nie​ ​zagłuszyło​ ​to​ ​jednak​ ​niepokoju​ ​w​ ​jej​ ​sercu,​ ​a​ ​wręcz​ ​przeciwnie,​ ​znacznie​ ​go​ ​podsyciło.

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj: 

Rozdział 1 

Rozdział 2 

Rozdział 3 - 1/2 

Rozdział 3 - 2/2 

Rozdział 4 

Rozdział 5 

Rozdział 6 

Rozdział 7  

Rozdział 8 - 1/2 

Rozdział 8 - 2/2

Rozdział 09

Rozdział 10 - 1/2

Rozdział 10 - 2/2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *