Maria Różańska – NAD WEŁNEM – Rozdział 10 -2/2- Historia miłości z wełną w tle


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNA, WEŁNOHOLICY, ZWOOLNIJ / wtorek, 31 sierpnia, 2021

Dziś o sprawach rodzinnych, nie-randce w trójkę i o podrywaczu, który namierzył swój cel 😉

 

Rozdział 10 – 2/2

Po zapewnieniach rodzeństwa, że bynajmniej, przeszkadzać nie będzie i widząc szczere uśmiechy na ich twarzach, powiedziała, że chętnie             pójdzie. Jan zaoferował pomoc przy zamykaniu i Justyna poprosiła go o przyniesienie potykacza z zewnątrz. Aneta sama złapała za miotłę i zajęła się podłogą, Justyna podliczała kasę.  

– Co to za “weekendowe zestawy dla żon myśliwych i wędkarzy”? ​– zainteresował się Jan, wskazując​ ​napis​ ​na​ ​przyniesionej​ ​tablicy. 

–​​ ​…dziesiąt,​ ​osiemdziesiąt,​ ​sto…​ ​zaraz​ ​panu​ ​powiem,​ ​tylko​ ​skończę​ ​tutaj. – Taki eksperymentalny pomysł ​– wyjaśniała, porządkując papiery i gasząc światło. ​– Kilku z klientów wujka ma żony, które zajmują się robótkami. Mężowie chętnie kupują im włóczki lub wzory, żeby je czymś zająć na weekend, aby sami mogli w spokoju jechać na polowanie lub ryby. Oczywiście znają się na wełnie jak kura na pieprzu i trzeba im towar podać na tacy.  Zrobiłam więc kilka gotowych zestawów ​– broszura z wzorami, pasujące włóczki i akcesoria. Całkiem​ ​nieźle​ ​się​ ​sprzedają,​ ​a​ ​jeśli​ ​żony​ ​chcą​ ​coś​ ​wymienić,​ ​odwiedzają​ ​mój​ ​sklep. 

– Sprytne ​– roześmiał się Jan, gdy wychodzili w trójkę na ulicę. Benedyktowi rzecz jasna zamykanie zajmowało dużo więcej czasu, został więc jeszcze u siebie. Gdy obie dziewczyny wsiadły do auta, malarz przeprosił je na chwilę i poszedł na tył vana się przebrać. Kiedy wsiadł z powrotem, siedząca od strony szyby Justyna nie mogła powstrzymać się od ukradkowych spojrzeń. Pierwszy raz (nie licząc spotkania w grudniu) widziała go w ubraniu innym niż robocze, teraz miał na sobie ciemne dżinsy i błękitną koszulę w kratę, wyglądał nieoficjalnie, a jednak​ ​elegancko.  

– Ruszamy? ​– zawołał wesoło, zapalając silnik. Obie dziewczyny przytaknęły, a Aneta dodała:

– Ale fajnie, że pani z nami jedzie. No i tym razem jest szansa, że Jadźka się do nas nie wepchnie ​– nic więcej nie zdążyła dodać, bo brat zgromił ją tak chmurnym spojrzeniem, że wolała zamilknąć, a Justyna o nic nie pytać. Ta druga zaczęła się za to zastanawiać, czy właśnie nie poznała imienia dziewczyny widzianej przez szybę kawiarni. Drogę do centrum ​Printworks przebyli​ ​wszyscy​ ​troje​ ​głównie​ ​milcząc. 

 

 

 

Gdy tylko weszli do kina, nastrój całej trójki uległ znacznej poprawie. Jan stanął w kolejce po bilety, a dziewczyny po popcorn i napoje. Na sali kinowej usiedli tak samo jak w aucie ​– Aneta w środku, a Jan i Justyna po bokach. Tuż przed rozpoczęciem seansu, jako nieliczni, sądząc po świecących w ciemności ekranach, wszyscy troje wyłączyli telefony. Przez cały czas trwania filmu nie odezwało się żadne z nich, dopiero po wyjściu z sali zaczęli dzielić się wrażeniami. Generalnie film im się podobał, choć znacznie różnił się od książki. Aneta i Justyna rozumiały, że była to wizja reżysera oparta tylko na dziele autora, Jan był większym tradycjonalistą i bardziej przeszkadzały mu zmiany. Pochłonięci dyskusją opuścili kino i szli bez celu​ ​mijając​ ​restauracje​ ​i​ ​sklepy.​ ​Pierwszy​ ​zreflektował​ ​się​ ​Jan. 

–​​ ​Pani​ ​musi​ ​być​ ​głodna?​ ​​–​​ ​spytał​ ​Justynę.​ ​​–​ Wyrwaliśmy​ ​panią​ ​wprost​ ​z​ ​pracy.  

– Najadłam się popcornem ​– odpowiedziała, ale Jan już prowadził je obie w kierunku Nandosa, skąd dobiegał smakowity aromat grillowanego kurczaka. Rozsiedli się przy stoliku, złożyli zamówienia i kontynuowali rozmowę o filmie, wkrótce przeszli jednak na zupełnie inne tematy. Aneta była o wiele bardziej małomówna niż brat, to głównie Jan mówił, opowiadając o ich​ ​pracy,​ ​codziennym​ ​życiu,​ ​smutkach​ ​i​ ​radościach​ ​oraz​ ​o​ ​dalszej​ ​i​ ​bliższej​ ​rodzinie. 

– A mama nie chce przyjechać? ​– spytała Justyna. Jan wyglądał przez chwilę na lekko zakłopotanego,​ ​a​ ​Anetka​ ​spuściła​ ​głowę​ ​i​ ​w​ ​milczeniu​ ​dłubała​ ​widelcem​ ​w​ ​talerzu.  

– Mama… jest zajęta swoimi sprawami ​– odpowiedział w końcu mężczyzna. ​– Wyszła trzeci raz za mąż, a nasz hmm… ojczym, ma kilkoro własnych dzieci z poprzedniego małżeństwa. – ​Mój ojciec zmarł kiedy miałem dziesięć lat ​– zaczął opowieść od innej strony.​– Matka dość prędko wyszła ponownie za mąż, ale z nowym ojczymem nie dogadywałem się w ogóle, pewnie dlatego, że zawsze byłem blisko z tatą. Miałem wielki żal do matki o to powtórne zamążpójście i stale się kłóciliśmy. Jednego lata przyjechałem na wakacje do stryjka i wolałem zostać na stałe, a i mama przyjęła moją decyzję z pewną ulgą i załatwiła formalności. Potem, jak tamten facet rozwiódł się z nią, gdy zaszła w ciążę, szybko znalazła sobie tego               Darzyńskiego, a Anetkę przywiozła do nas. Najpierw jej prawnym opiekunem był stryj Antoni, potem​ ​ja​ ​przejąłem​ ​ten​ ​obowiązek.  

Justyna była w szoku. Strasznie zrobiło jej się żal tej porzuconej dwójki, zwłaszcza dziewczynki,​ ​która​ ​wciąż​ ​siedziała​ ​cicho​ ​ze​ ​spuszczoną​ ​głową.  

–​ ​​Ej,​ ​Anetka,​ ​co​ ​się​ ​smucisz?​ ​​–​​ ​zagaił​ ​w​ ​stronę​ ​siostry​ ​Jan.​ ​​–​​ ​Źle​ ​nam​ ​razem? 

– ​Skąd! ​– rozjaśniła się trochę dziewczynka. ​– Janek, proszę pani ​– zwróciła się do Justyny​ ​​–​​ ​jest​ ​dla​ ​mnie​ ​jak​ ​matka​ ​i​ ​ojciec​ ​razem​ ​wzięci,​ ​nikt​ ​nie​ ​ma​ ​lepszego​ ​brata.  

– Nie chciałbym, żeby pani źle osądzała naszą matkę ​– Jan spojrzał poważnie na dziewczynę. ​– To nie jest zła kobieta, tylko nie zawsze dokonuje właściwych wyborów. Poza tym jesteśmy w stałym kontakcie, często rozmawiamy przez telefon, przez ​WhatsApp, czasem odwiedzamy się nawzajem. Mama niedługo przyjedzie do nas na Wielkanoc, może ją pani wtedy sama poznać i wyrobić sobie własne zdanie. A co z pani rodzicami, oboje są w Polsce?​– zapytał.  

– Matka nie żyje, a z ojcem nie utrzymuję kontaktu. Wujek Benedykt jest dla mnie jak tata – odpowiedziała cicho po chwili milczenia. Jan dostrzegł, że dziewczyna najwyraźniej nie ma ochoty​ ​mówić​ ​na​ ​ten​ ​temat.  

–​​ ​W​ ​tych​ ​czasach​ ​pełna​ ​rodzina​ ​to​ ​luksus​ ​​–​​ ​skomentował​ ​tylko​ ​i​ ​zmienił​ ​temat​ ​na​ ​lżejszy.  

 

***

 

Po skończonym posiłku, gdy przyszło do płacenia, Justyna chciała zapłacić choć za siebie,​ ​ale​ ​Jan​ ​był​ ​nieugięty.​ ​To​ ​on​ ​je​ ​zaprosił​ ​i​ ​on​ ​zajmie​ ​się​ ​rachunkiem.  

– W takim razie następnym razem to ja was zaproszę ​– powiedziała poddając się, a twarz malarza znów rozjaśniła się uśmiechem jak lipcowe słońce. Odwieźli ją do domu, Jan zaparkował auto i posiedzieli jeszcze trochę pogrążeni w rozmowie, jakby zapominając o upływie czasu. Pierwsza ogarnęła się Justyna, włączywszy z powrotem swój telefon, który już zaczynał czuć się nieco opuszczony. Spojrzała na wyświetlacz, zrobiła wielkie oczy na widok godziny, pożegnała się pospiesznie i pobiegła do drzwi pogrążonego w mroku domu. Cofnęła się o krok na widok jakiejś majaczącej w ciemnym​ ​korytarzu​ ​sylwetki,​ ​ale​ ​zaraz​ ​poznała​ ​w​ ​niej​ ​kuzyna. 

– Witek ​– syknęła. ​– Czemu łazisz po nocy i ludzi straszysz? Wychodzisz czy wracasz? –​​ ​dodała,​ ​widząc​ ​na​ ​nim​ ​kurtkę​ ​i​ ​buty.  

– Cicho, nie tak głośno bo wszystkich pobudzisz ​– szepnął. ​– Wróciłem, zasiedziałem się​ ​u…​ ​kumpla.​ ​Szybko​ ​pójdę​ ​do​ ​siebie,​ ​może​ ​nikt​ ​nie​ ​zauważy.  

Cicho jak kot wszedł do swojego pokoju, zamknął za sobą drzwi i zapalił światło. Po chwili​ ​Justyna​ ​usłyszała​ ​jego​ ​zduszony​ ​okrzyk​ ​i​ ​głos​ ​wuja​ ​pytający​ ​z​ ​pozornym​ ​spokojem: 

–​​ ​A​ ​gdzie​ ​ty​ ​się​ ​błaźnie​ ​po​ ​nocy​ ​włóczysz?  

Wzruszyła​ ​ramionami​ ​i​ ​poszła​ ​do​ ​swojego​ ​pokoju​ ​na​ ​poddaszu. 

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj: 

Rozdział 1 

Rozdział 2 

Rozdział 3 - 1/2 

Rozdział 3 - 2/2 

Rozdział 4 

Rozdział 5 

Rozdział 6 

Rozdział 7  

Rozdział 8 - 1/2 

Rozdział 8 - 2/2

Rozdział 09

Rozdział 10 - 1/2

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *