Maria Różańska NAD WEŁNEM – Rozdział 09 – Historia miłości z wełną w tle :)


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNA, WEŁNOHOLICY, ZWOOLNIJ / wtorek, 3 sierpnia, 2021

Dziś trochę więcej o spełnianiu marzeń, urządzaniu sklepu, nagrodzie dla malarza i o niezwykle zazdrosnej nieznajomej 😉

Rozdział 09

Jan pojawił się o wpół do drugiej i od razu zabrał do pracy. Zaproponował inny rozkład półek, co pozwalało na lepszą ekspozycję towaru, a także ukazywało trochę z malowidła na ścianie. Potem zastanowili się wspólnie nad wystawieniem próbek, gdyż Justyna była zdania, że włóczki trzeba nie tylko zobaczyć, ale i poczuć. Przeszukując internet, trafili na coś w rodzaju tablicy z hakami, na których pionowo zawieszono motki. Jan zadeklarował, że zrobi jej takie coś po kosztach materiałów i pojechał po nie do B&Q. Wrócił prędko i zabrał się do dzieła. Wyszło świetnie, pozostało tylko ułożyć cały towar w sposób zachęcający klienta do nabycia drogą kupna. To jednak zostawili sobie na następny dzień, gdyż zbliżała się już pora zamknięcia    sklepu. Umówili się na jutro, na tę samą godzinę i pożegnali, każde z promiennym uśmiechem na​ ​twarzy. 


Poranek i wczesne popołudnie następnego dnia Justyna spędziła na zakładaniu  facebookowego profilu sklepu, poinformowaniu czytelników bloga o nowej działalności oraz reklamowaniu sklepiku, gdzie tylko internet jej pozwalał. Spodziewała się szybko ułożyć cały towar i rozpocząć handel jeszcze tego samego dnia, z tym się jednak przeliczyła. Nawet gdyby wszystko zostało ułożone w pięć minut, klienci jakoś nie walili drzwiami i oknami – nie przyszedł ani jeden. Justyna nie przejęła się nadmiernie tym faktem, gdyż po pierwsze: to dopiero sam początek i nie spodziewała się zbyt wiele, a po drugie: ułożenie towaru zajęło dużo więcej czasu i​ ​energii​ ​niż​ ​myślała.  Pomoc Jana była nieoceniona, miał świetne pomysły, zarówno co do efektywnego wykorzystania przestrzeni, jak i kolorystycznego ulokowania produktów. Benedykt zamykał już sklep, gdy oni jeszcze tkwili wśród pudeł, więc na prośbę Justyny, która nazajutrz chciała już naprawdę stanąć za ladą, zostawił im klucze do głównego wejścia, swoją część zamykając sam. O     bezpieczeństwo siostrzenicy się nie bał, w sklepie były alarmy i kamery (konieczność przy tego rodzaju asortymencie). Poza tym większa część sklepu z całym towarem była zamknięta i  dodatkowo odgrodzona. Gdy Justyna skończy robotę, on albo Witek przyjedzie po nią autem, a tymczasem​ ​jakby​ ​co,​ ​zawsze​ ​może​ ​zerknąć​ ​w​ ​obraz​ ​z​ ​monitoringu​ ​w​ ​domu.

Gdy wszystko było już poukładane jak należy i zarówno wełna jak akcesoria i włóczkowe drobiazgi wręcz krzyczały “Kup mnie, beze mnie twoje życie będzie niekompletne!”, Justyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Transformacja z pustego pokoiku do mieniącego się barwami            tęczy malutkiego sklepiku z wełną była wręcz magiczna. Dziewczyna zrobiła telefonem zdjęcie, połączyła z dwiema fotkami podobnego ujęcia, ale przedstawiającymi pomieszczenie puste i po pomalowaniu, ale jeszcze bez towaru i wrzuciła na facebookowy profil oraz na blog. Cieszyła się jak dziecko, była z siebie taka dumna! Założyła sklep, dała radę, potrafi! Jan obserwował ją rozpromieniony,​ ​nie​ ​wypowiadając​ ​ani​ ​słowa,​ ​aż​ ​w​ ​końcu​ ​zwróciła​ ​na​ ​niego​ ​uwagę.  


– Dziękuję panu bardzo za całą pomoc, sama w życiu bym tego tak świetnie nie ułożyła! Ile​ ​jestem​ ​panu​ ​winna?  

–​​ ​Słucham?​ ​Za​ ​co?​ ​​–​​ ​przez​ ​chwilę​ ​wyglądał​ ​na​ ​zdziwionego.  

–​​ ​Za​ ​pomoc. 

–​​ ​Ach,​ ​to​ ​​–​​ ​uśmiechnął​ ​się.​ ​​–​​ ​Niech​ ​się​ ​pani​ ​nie​ ​wygłupia.​ ​Lubię​ ​pomagać.  

–​​ ​I​ ​każdemu​ ​pan​ ​pomaga​ ​tyle,​ ​co​ ​mi? – spojrzała na niego uważnie spod lekko przymrużonych powiek.

– Przyznam, że mam w tym ukryty cel. Moja siostra uwielbia szydełkować, będzie miała blisko​ ​dobry​ ​sklep,​ ​z​ ​miłą​ ​obsługą​ ​​–​​ ​znów​ ​się​ ​uśmiechnął,​ ​tym​ ​razem​ ​jakby​ ​trochę​ ​nieśmiało. 

–​​ ​Za​ ​to​ ​co​ ​pan​ ​dla​ ​mnie​ ​zrobił,​ ​pana​ ​siostra​ ​ma​ ​u​ ​mnie​ ​dożywotnio​ ​darmową​ ​wełnę! – krzyknęła dziewczyna impulsywnie.

– No to zbankrutuje pani w jeden dzień, ona jest wełnoholiczką ​– roześmiał się Jan, a Justyna​ ​mu​ ​zawtórowała.​ ​Po​ ​chwili​ ​jednak​ ​spoważniała. 

– Pana siostrze dam rabat na zakupy u mnie, ale i panu muszę jakoś podziękować. Może​ ​chociaż​ ​da​ ​się​ ​pan​ ​zaprosić​ ​na​ ​kawę?

– Chętnie ​– kiwnął głową malarz i nagle jakby się zawahał. Dziewczyna podążyła za jego​ ​spojrzeniem​ ​i​ ​tym​ ​razem​ ​ona​ ​się​ ​roześmiała.

– Nie przeszkadza mi pana roboczy strój, ja zapewne też nie wyglądam teraz jak modelka na wybiegu ​– istotnie, po kilku godzinach pracy nie wyglądała, a i jej strój był bardziej praktyczny niż piękny. ​– ​Zresztą, nie zabieram pana do Mariotta, tylko do Costy ​– ucięła, zabrała torebkę, zamknęła sklep według wskazówek wujka, i poszli razem w stronę najbliższej kawiarni.

 

***

Szydełkiem​ ​ w​ ​ oczko

Kiedy​ ​ wełna​ ​ jest​ ​ obsesją 

 

Witajcie kochani! 

Mam dla was niespodziankę, założyłam własny sklep! Z czym? Z włóczkami oczywiście, nazwałam go Woolove. Muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna! Ale przyznaję oczywiście, że otrzymałam mnóstwo wsparcia od bliskich, a nawet i od nieznajomych. Na razie jeszcze trwa układanie towaru, jutro sklep rusza pełną parą! Jeśli ktoś z was będzie w Manchesterze, to zapraszam. 

Update: Wszystko gotowe, co możecie podziwiać na poniższych zdjęciach. Magia, czyż nie? Zapraszam na wełniane zakupy!  

J. 

 

 ***

Pochłonięci rozmową przy wchodzeniu do Costy, nie zauważyli nawet, że na ich widok od jednego ze stolików poderwała się gwałtownie jakaś młoda para i wyszła w pośpiechu, zostawiając niedopite napoje, podczas gdy oni stali w kolejce. Gdy już usiedli wygodnie koło okna, każde z filiżanką aromatycznej kawy, przez chwilę milczeli, oboje po prostu ciesząc się chwilą.​ ​Rozmowę​ ​podjęła​ ​na​ ​nowo​ ​Justyna. 

– Nie ma pan pojęcia, jaka jestem dziś szczęśliwa, coś właśnie sobie i całemu światu udowodniłam. Założyłam sklep, nieduży, ale zawsze. Trochę jak te bohaterki z większości romansów,​ ​które​ ​zakładają​ ​własny​ ​biznes​ ​zaraz​ ​po…​ ​​–​​ ​urwała​ ​nagle. 

–​​ ​Po​ ​rozstaniu​ ​z​ ​kimś​ ​ważnym..?​ ​​–​​ ​dokończył​ ​za​ ​nią​ ​Jan. 

– Skąd pan wie? ​– w jej wzroku znalazły się nagle całe pokłady zaskoczenia i podejrzliwości. 

– Z bloga ​– odpowiedział po prostu, jakby to wszystko wyjaśniało i spokojnie upił łyk z filiżanki. 

–​​ ​Czyta​ ​pan​ ​mojego​ ​bloga?​ ​Po​ ​co?​ ​Zresztą,​ ​ja​ ​tamten​ ​wpis​ ​zaraz​ ​skasowałam! 

– A ja wcześnie wstaję i przy porannej kawie czytam różne blogi i strony. Pokazała mi go kiedyś moja siostra, a ja od czasu do czasu podczytuję. Wtedy, w grudniu, gdy czekaliśmy na taxi, rozpoznałem panią ze zdjęcia profilowego, ale wolałem nic nie mówić. I tak wyglądało na to,​ ​że​ ​się​ ​mnie​ ​pani​ ​bała,​ ​nie​ ​chciałem​ ​zostać​ ​wziętym​ ​za​ ​jakiegoś​ ​stalkera.  

–​​ ​Jeszcze​ ​zaraz​ ​mi​ ​pan​ ​powie,​ ​że​ ​pan​ ​szydełkuje? – spytała pół żartem, ale obserwując go uważnie.  

–​​ ​Trochę.​ ​Lubię​ ​różne​ ​rodzaje​ ​rękodzieła,​ ​próbowałem​ ​kiedyś​ ​robienia​ ​na​ ​drutach,​ ​ale… 

– …ale to nie to, prawda?​– podchwyciła Justyna, a gdy jej rozmówca kiwnął potakująco, przez ułamek sekundy miała ochotę paść przed nim na jedno kolano z okrzykiem “​Will you marry me?!”

​​Powstrzymując​ ​śmiech​ ​z​ ​własnej​ ​wizji,​ ​słuchała​ ​jego​ ​dalszych​ ​słów. 

– Nie umiem jeszcze zbyt wiele, ale pani bardzo jasno tłumaczy. Może powinna pani rozpocząć ​jakiś​ ​kurs?​ ​​–​​ ​podsunął. 

– Pomyślę, na razie muszę skupić się na sklepie. Założenie to dopiero początek, teraz zacznie się prawdziwa robota. I dobrze, praca pomaga na smutek lepiej niż antydepresanty, przynajmniej mi. Ostatnie dni byłam tak zajęta, że nawet nie miałam czasu myśleć o… o Zygmuncie​ ​​–​​ ​dokończyła​ ​ciszej,​ ​spuszczając​ ​wzrok.  

–​​ ​Tak​ ​się​ ​nazywa​ ​pani​ ​były​ ​narzeczony?​ ​Długo​ ​byliście​ ​razem? 

– Cztery lata. Poznaliśmy się przez znajomych na jakiejś imprezie, miałam w ogóle na nią nie iść, ale poszłam. On potrafił zawrócić w głowie, romantyzm, słodkie słówka, której dziewczyny to nie rusza? Myślę, że kochał mnie naprawdę, dla niego przeprowadziłam się do Londynu, którego nie cierpię. Byliśmy jakiś czas szczęśliwi, póki nie zachciało mi się więcej – ślubu. No i zawsze była między nami jego matka, to w końcu przeważyło. Gdy miał wybór: ja albo matka i pieniądze, wybrał dość szybko, a i ja mu to ułatwiłam końcową awanturą. Nie wiem,​ ​po​ ​co​ ​ja​ ​panu​ ​w​ ​ogóle​ ​o​ ​tym​ ​opowiadam,​ ​przepraszam​ ​​–​​ ​zreflektowała​ ​się​ ​nagle. 

– Bo przynosi to pani ulgę​ – odpowiedział, patrząc na nią poważnie.​ – A ja naprawdę nie mam nic przeciwko. Praca dobrze pani zrobi, najlepiej znaleźć jakiś cel i skupić się na nim a będzie​ ​łatwiej.​ ​Pani​ ​chyba​ ​właśnie​ ​znalazła. 

– Sklep, tak, to bardzo pomaga… ​– przyznała Justyna, i nagle urwała. Coś w jego słowach brzmiało znajomo. ​– No nieeee, to nie tylko pan czytał, ale i komentował? Joanna jeden​ ​dwa​ ​trzy?​ ​Serio? 

Jan​ ​wyglądał​ ​na​ ​lekko​ ​zawstydzonego,​ ​spuścił​ ​oczy,​ ​ale​ ​się​ ​uśmiechał. 

– Głupi nick, prawda? Myślałem, że jeśli podpiszę się jako facet, za bardzo zwrócę na siebie​ ​uwagę,​ ​a​ ​tego​ ​nie​ ​lubię.​ ​Ale​ ​moja​ ​rada​ ​się​ ​przydała?​ ​​–​​ ​podniósł​ ​na​ ​nią​ ​wzrok. 

– Bardzo mi pomogła, to prawda, kolejna rzecz za którą powinnam panu podziękować​ – przyznała.​ ​​–​​ ​Mam​ ​nadzieję,​ ​że​ ​będę​ ​się​ ​mogła​ ​kiedyś​ ​odwdzięczyć.  

– Może pani ​– odpowiedział prędko, a Justyna spojrzała na niego zdumiona.​– Zniżka na wełnę​ ​dla​ ​Anety,​ ​mojej​ ​siostry..?

– Dla pana siostry wypiszę unikalny kupon rabatowy ​– roześmiała się dziewczyna sięgając​ ​po​ ​serwetkę.​ ​​–​​ ​Ma​ ​pan​ ​długopis? 

Podał jej narzędzie piśmiennicze z kieszeni na piersi i po chwili trzymał w rękach tekst następującej treści: “Pierwszy i unikalny kupon imienny, upoważniający okazicielkę, Anetę Tyrowicz, do zakupów w sklepie Woolove z rabatem 50%, przez pierwszy tydzień otwarcia sklepu”. 

– Ostrzegałem, zbankrutuje pani ​– uśmiechnął się, składając papier na pół. ​– A, i jej nazwisko​ ​nie​ ​jest​ ​takie​ ​samo​ ​jak​ ​moje. 

–​​ ​Mężatka?​ ​Mogłam​ ​spytać. 

– Skąd! ​– roześmiał się Jan. ​– To jeszcze dziecko, ma piętnaście lat. Jest moją przyrodnią​ ​siostrą,​ ​mamy​ ​tę​ ​samą​ ​matkę.​ ​Aneta​ ​nazywa​ ​się​ ​po​ ​ojcu​ ​Jaśmin. 

– Śliczne nazwisko ​– przyznała dziewczyna, sięgając po drugą serwetkę i wypisując nowy kupon. 

Gdy malarz chował go do kieszeni, Justyna spojrzała zamyślona przez okno i wtedy ją zobaczyła ​– wysoką, dobrze zbudowaną dziewczynę, elegancko ubraną i umalowaną. Makijaż miała może trochę zbyt mocny, to był ten szczegół, który zwrócił na nią uwagę Justyny w pierwszej kolejności. Nieznajoma spojrzała w kierunku Costy dość obojętnie i nagle jej twarz rozjaśniła się na moment w uśmiechu, gdy przez szybę zobaczyła Jana. Po ułamku sekundy jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił, kiedy spojrzała na jego towarzyszkę. Popatrzyła Justynie prosto w oczy z tak nieskrywaną nienawiścią, że ta o mało nie zakrztusiła się swoim cappuccino, po czym poszła dalej, jakby nigdy nic. Justyna zerknęła szybko na Jana, ale ten albo nic nie dostrzegł, albo tylko udawał. Całe zajście trwało zaledwie kilka sekund, mógł nie zauważyć. “Kto to był? Jego żona, narzeczona czy była?” ​– zastanawiała się dziewczyna, ale uznała,​ ​że​ ​nie​ ​ma​ ​prawa​ ​pytać.  Postanowiła wracać do domu, zwłaszcza, że sprawdzając godzinę, dostrzegła na ekranie telefonu dwa nieodebrane połączenia od wujka. Oddzwoniła, poinformowała gdzie jest i z wdzięcznością przyjęła propozycję, żeby Witold po nią przyjechał, podobno niedawno wrócił do domu. Pożegnała się z Janem, dziękując za pomoc w sklepie i miły wieczór. Zaoferował podwiezienie, ale odpowiedziała, że kuzyn już po nią jedzie. Zaczekał z nią na przyjazd Witka, rzucając sporadyczne uwagi o jakichś drobiazgach, choć wyglądało na to, że chce jej coś innego powiedzieć. W końcu jednak pożegnał się zdawkowo i milcząc obserwował przez szybę kawiarni jak dziewczyna podchodzi do zaparkowanego nieopodal auta. Gdy wsiadła, również wyszedł z Costy na chłodne wieczorne powietrze, ruszył powoli w stronę swojego vana i pojechał​ ​do​ ​domu. 

 ***

From:Red_Rose7891@zmail.com

To:W.Korcz@zmail.com

Subject:none

Piszę tylko, żeby życzyć ci miłych snów, o mnie oczywiście. Mam nadzieję, że nie miałeś problemów z powodu późnego powrotu? Nie chciałeś mi tego okazać, ale widziałam, że się martwiłeś. Przecież to nie nasza wina, że autobus się zepsuł i tyle czekaliśmy na następny. Ty za bardzo się wszystkim martwisz, jak z tą twoją rodziną. Przyznasz sam, że ta ucieczka z Costy była idiotyczna. Zresztą pogadamy o tym​ ​ jutro,​ ​ słodkich​ ​ snów​ ​ kochany​ ​

xxx

 

***

 

Justyna próbowała przeanalizować wydarzenia całego dnia przed snem, ale wyczerpana wrażeniami zasnęła bardzo prędko. Nie miała też zbyt wiele spokoju rano, gdyż kiedy tylko wyszła z pokoju i rozpoczęła sunącym krokiem przemieszczać się w kierunku łazienki niczym zaspane​ ​zombie,​ ​na​ ​schodach​ ​pojawiła​ ​się​ ​Lenka. 

–​​ ​Nie​ ​śpisz​ ​już?​ ​​–​​ ​spytała​ ​pogodnie. 

 –​​ ​Mogłabym​ ​cię​ ​spytać​ ​o​ ​to​ ​samo​ ​​–​​ ​mruknęła​ ​Justyna.​ ​​–​ ​​Ty​ ​zwykle​ ​wstajesz​ ​później.

– Ale chciałam się z tobą zobaczyć jeszcze przed szkołą. Opowiadaj! ​– zażądała dziewczynka.

–​​ ​Co?​ ​​–​​ ​zdziwiła​ ​się​ ​Justyna.

– No, o randce ​– zielone oczy ładnej, choć dość bladej blondyneczki lśniły niezdrową ciekawością.

–​​ ​Jakiej​ ​znowu​ ​randce?​ ​​–​​ ​dziewczyna​ ​patrzyła​ ​na​ ​młodszą​ ​kuzynkę,​ ​nic​ ​nie​ ​rozumiejąc. 

– Tata wczoraj mówił, że poszłaś do kawiarni z jakimś chłopakiem i że wcześniej pomagał ci ustawiać sklep, ten chłopak. I że Witek ma po ciebie jechać i tylko dlatego upiekło mu​ ​się,​ ​że​ ​późno​ ​wrócił.​ ​Witkowi. 

Justyna nie wiedziała czy śmiać się, czy załamać ręce. W końcu uśmiechnęła się do dziewczynki. 

– Po pierwsze, to nie była randka. Czasem dwoje dorosłych ludzi może razem wypić kawę i nie musi to zaraz oznaczać nic wielkiego. Po drugie, chyba powinnaś zajmować się szkołą​ ​albo​ ​czymś,​ ​a​ ​nie​ ​życiem​ ​innych. 

Zabrzmiało strasznie protekcjonalnie ale nie mogła nic na to poradzić. Lenka posmutniała.

–​​ ​Eee,​ ​a​ ​ja​ ​myślałam,​ ​że​ ​też​ ​sobie​ ​kogoś​ ​znalazłaś…

– Co masz na myśli mówiąc “też”? ​–​- spytał nagle wcześniej przez nie niezauważony, a przysłuchujący się rozmowie już od dłuższej chwili Witold. Jego brązowe oczy patrzyły przy tym na​ ​siostrę​ ​podejrzliwie. 

–​​ ​No,​ ​na​ ​”Plotkarzyku”​ ​pisali​ ​o​ ​Zygmuncie…​ ​​–​​ ​zaczęła​ ​dziewczynka​ ​niepewnie. 

–​​ ​Przestań​ ​czytać​ ​te​ ​bzdury!​ ​​–​​ ​zdenerwował​ ​się​ ​Witek.

– Pokaż! ​– rzuciła jednocześnie Justyna. Po chwili siedziała w piżamie i szlafroku przed komputerem Leny, patrząc na wyświetlającą się na ekranie twarz, tak jeszcze wciąż jej drogą, i czytając​ ​następujący​ ​tekst: 

 

“Modelka​ ​ wyrzucona​ ​ z​ ​ klubu​ ​ za​ ​ bójkę!   Niedawno pisaliśmy o brytyjskiej celebrytce Claire Wright (19 l.) i jej nowym zajęciu (Patrz: ​ Córka znanego biznesmena próbuje sił w modelingu!​), dziś znów daje nam o sobie znać, w dużo mniej pozytywny sposób. Odkąd przestała wydawać pieniądze ojca i zarabiać własne, młodziutka blondynka imprezuje znacznie mniej, nie wyrzekła się jednak całkiem swojego stylu życia. Wczoraj wieczorem została wypatrzona w londyńskim klubie “Conchita”, gdzie bawiła się z nowym chłopakiem, którego udało nam się zidentyfikować jako Zygmunta Kulczyńskiego (29 l.), syna​ ​ znanej​ ​ polskiej​ ​ filantropki. Para nie mogła wprost oderwać od siebie oczu, a także i rąk, ślicznotka przyciągała jednak również uwagę innych. Gdy podszedł do niej jeden z tańczących w klubie chłopaków, w celu zaproponowania drinka, zobaczył to wracający akurat od strony baru Zygmunt. Według świadków, wpadł w szał i zaczął krzyczeć na podrywacza. Wypity alkohol również zrobił swoje i wkrótce między dwoma amantami doszło do rękoczynów. Wezwana ochrona wyprosiła obu mężczyzn a Claire podążyła za swoim obrońcą. Andrew Wright, jak zawsze przy wybrykach córki, odmówił​ ​ komentarza.” 

 

 

Justyna patrzyła oniemiała w ekran jeszcze długo po przeczytaniu artykułu. Jedno ze zdjęć przedstawiało całującą się parę, w której mimo kiepskiego oświetlenia bez problemu rozpoznała Zygmunta i widzianą z nim wcześniej smarkulę. Na innym zdjęciu widać ich było idących ulicą i trzymających się za ręce. On z grymasem niezadowolenia na twarzy, ona ze spuszczoną​ ​głową,​ ​ubrana​ ​w​ ​srebrzystą​ ​mini​ ​i​ ​buty​ ​na​ ​dość​ ​wysokim​ ​obcasie.  Justyna poczuła się, jakby właśnie dostała w twarz. Z natłoku myśli na czoło wybijały się dwie: “Ta sama smarkula, ten sam klub!” i “Szmaciarz!”. Bardzo się starała zachować zimną krew i nie dać po sobie poznać wzburzenia. Tak naprawdę, czego by teraz Zygmunt nie wyrabiał, nie powinno jej to nic obchodzić. Sprawa skończona, rozdział zamknięty, koniec. Tylko dlaczego serce wciąż tak bardzo bolało? Czemu cichy głos w jej głowie zastanawiał się, od jak dawna było coś między Zygmuntem a Claire i czy ich grudniowe spotkanie w klubie było na pewno​ ​przypadkowe?​ ​Czy​ ​smarkula​ ​mogła​ ​być​ ​katalizatorem​ ​ich​ ​rozstania?  Czując, że zaraz głowa jej eksploduje od nadmiaru wątpliwości i pytań, na które zapewne nigdy nie pozna odpowiedzi, próbując pozorować obojętność, skołowana Justyna poszła szykować się do pracy. Na śniadanie ochota przeszła jej już całkiem, tylko wychodząc zawinęła w folię aluminiową dwie kanapki z serem, na później. Praca ​– to było to, czego potrzebowała, w czym powinna zatracić się teraz bez reszty. Siedząc obok prowadzącego auto wujka próbowała myśleć o strategiach sprzedaży, ale pamięć wciąż wrednie podsuwała jej przed oczy obraz całującej​ ​się​ ​pary​ ​w​ ​zaciemnionym​ ​pomieszczeniu.  

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj:

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3 - 1/2

Rozdział 3 - 2/2

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7 

Rozdział 8 - 1/2

Rozdział 8 - 2/2

  

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *