Maria Różańska NAD WEŁNEM – rozdział 05 – historia miłości z wełną w tle :)


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNOHOLICY, ZWOOLNIJ / wtorek, 18 maja, 2021

Dziś kwiaty szydełkowe i prawdziwe, nowe postaci na scenie, oraz darmowy wzór na szydełkową ozdobę. Miłego czytania 🙂

Rozdział​ 0​5 

 

Justyna co roku spędzała święta w Chadderton pod Manchesterem, gdzie mieszkał jej wujek z żoną i dziećmi. Zygmunt co prawda za każdym razem marudził na ciszę, spokój i nudne towarzystwo, ale w końcu jechał razem z nią. To prawda, że dla niego wuj Benedykt i jego rodzina wydawali się nieciekawi, ale po pierwsze: alternatywą były święta w Polsce z matką, na co nie miał ochoty, a po drugie: Justyna zawdzięczała wujkowi bardzo wiele i byłoby dla niej nie do pomyślenia, żeby nie skorzystać z zaproszenia. Ona sama zawsze odpoczywała w prawie wiejskiej okolicy i spokojnym domu. Lubiła bardzo małomównego, wiecznie zatroskanego wujka i kuzyna Witolda, młodszego od niej o kilka lat niepoprawnego optymistę. Z jego młodszą siostrą Lenką niewiele miała wspólnego. Smarkula była jeszcze na etapie “​Bravo Girl” i Justina Biebera. Żona wuja, ciocia Emilia, to była zupełnie inna para kaloszy. To ona nauczyła Justynę szydełkowania, za co dziewczyna była jej bardzo wdzięczna. Na tym jednak kończył się wspólny grunt. Ciocia była wielką entuzjastką ezoteryki i medycyny alternatywnej. Chorowała ciągle, lecząc się sama kryształami, piramidkami, naenergetyzowaną wodą, promieniami kosmicznymi i kto wie, czym jeszcze. Justyna podejrzewała, że gdyby ciotka poszła do lekarza ze swoimi dolegliwościami, ten kazałby jej spędzać mniej czasu w pokoju, dusznym od zapachu        kadzidełek i znaleźć sobie pożyteczniejsze hobby. Albo przepisałby Paracetamol, w końcu to Anglia.

Teraz, w pierwszy dzień świąt, siedzieli wszyscy przy obficie zastawionym do kolacji stole. Wujek Benedykt, postawny, z szeroką twarzą, ozdobioną masywnymi wąsami, odzywał się mało, jak to miał w zwyczaju. Jego żona – zadbana, ciemnowłosa czterdziestolatka, zawsze nienagannie ubrana i umalowana – wręcz przeciwnie. Mówiła dużo i chętnie, opowiadając każdemu,​ ​kto​ ​chciał​ ​jej​ ​słuchać,​ ​o​ ​wpływie​ ​faz​ ​księżyca​ ​na​ swoje ​migreny​ ​i​ ​nerwobóle.  Lenka nie odzywała się wiele, słuchała z podziwem Zygmunta i jego opowieści z czasów studenckich, gdy dużo podróżował po Europie. Justyna jadła milcząc. Przy stole brakowało tylko Witolda, nie wrócił jeszcze z domu dziecka w Manchesterze, gdzie dziś występował w roli nieco spóźnionego Mikołaja. Rodzinie zapowiedział, żeby na niego nie czekała z posiłkiem.  


– Justynko skarbie, a kiedy wy się pobierzecie? ​– nagłe pytanie ciotki kompletnie zaskoczyło​ ​wszystkich​ ​tak​ ​samo,​ ​jak​ ​zapytaną.   

–​​ ​Mamy​ ​jeszcze​ ​czas​ ​​–​​ ​próbowała​ ​zbyć​ ​ciotunię,​ ​ale​ ​ta​ ​nie​ ​dawała​ ​za​ ​wygraną.  

– Jaki czas, na co czas? Zbliżasz się kochana do trzydziestki, to już powoli czas na dziecko,​ ​a​ ​powinno​ ​przyjść​ ​na​ ​świat​ ​po,​ ​a​ ​nie​ ​przed​ ​ślubem​ ​​–​​ ​łagodnie​ ​tłumaczyła​ ​Emilia. 

Justyna o mało nie zakrztusiła się pierogiem i spojrzała niepewnie na Zygmunta. Ten z czarującym​ ​uśmiechem​ ​pochylał​ ​się​ ​ku​ ​cioci​ ​przez​ ​stół.  

– Gdy dwoje ludzi się kocha ​– zaczął, lekko przyciszonym głosem ​– tak bardzo, że nie widzą poza sobą świata, że chcą spędzić całe życie razem, czy naprawdę potrzebne są im do tego formułki i obrzędy? Czy potrzebują przyzwolenia księdza lub urzędnika, żeby po prostu być ze​ ​sobą?​ ​Czy​ ​miłość​ ​sama​ ​w​ ​sobie​ ​nie​ ​jest​ ​uświęceniem​ ​każdego​ ​związku? 

Ciocia​ ​Emilia​ ​i​ ​Lenka​ ​słuchały​ ​go​ ​z​ ​podziwem,​ ​ale​ ​wuj​ ​był​ ​bardziej​ ​sceptyczny.  

 – Wszystko ładnie, miłość i różowe chmurki, a co z praktyczną stroną życia? Choćby prawną? Zawsze to łatwiej jako małżeństwo, a i gdyby się któremuś po latach odwidziało, drugie nie zostanie z niczym ​– tu spostrzegł, że nieco się zagalopował. ​– To znaczy… to… tamto… Mówię​ ​na​ ​wszelki​ ​wypadek​ ​​–​​ ​próbował​ ​się​ ​tłumaczyć.   

– Czy komuś może “odwidzieć się” taka kobieta? ​– uśmiechnął się Zygmunt, patrząc na Justynę,​ ​i​ ​jak​ ​najprędzej​ ​zmienił​ ​temat.   

 

Powróciła do niego jednak Justyna, gdy wieczorem leżeli już w malutkim pokoiku gościnnym na poddaszu. Pokój ten kiedyś należał do Justyny, gdy po śmierci matki przyjechała do Anglii.  

– Właściwie dlaczego by się nie pobrać? ​– spytała znienacka, lekko już sennego Zygmunta.   

–​​ ​Dlaczego?​ ​Tłumaczyłem​ ​już,​ ​to​ ​staroświeckie​ ​​–​​ ​odpowiedział,​ ​tłumiąc​ ​ziewnięcie.   

– Nie szkodzi, ja jestem staroświecka. Czy oprócz nowoczesności i odrzucania tradycji, masz​ ​jakiś​ ​inny​ ​powód?   

– Nie, skąd ​– odpowiedział podejrzanie szybko. ​– Słuchaj ​– dodał już półsennie ​– jeśli ci na​ ​tym​ ​zależy​ ​to​ ​możemy​ ​wziąć​ ​ślub,​ ​czemu​ ​nie?  

– Naprawdę? ​– ucieszyła się Justyna, ale odpowiedziało jej tylko chrapanie. Układając się​ ​pod​ ​kołdrą​ ​myślała​ ​nad​ ​tym,​ ​czy​ ​można​ ​brać​ ​na​ ​serio​ ​słowa​ ​zasypiającego​ ​mężczyzny?

 

Okazało się, że można. Rano obudził ją bukiet róż i klęczący u łóżka Zygmunt, proszący, aby​ ​uczyniła​ ​mu​ ​ten​ ​zaszczyt​ ​i​ ​wyszła​ ​za​ ​niego,​ ​czyniąc​ ​go​ ​tym​ ​najszczęśliwszym​ ​z​ ​ludzi. Nowina rozniosła się po domu z szybkością iskry w stogu siana i jeszcze przed        śniadaniem wszyscy gratulowali Justynie. Lena i jej matka były wniebowzięte, wuj wyglądał jakby mu spadł jakiś ciężar z serca i tylko Witek był lekko naburmuszony, choć starał się to ukryć. Justyna już dawno zauważyła, że młodszy kuzyn nie darzy Zygmunta sympatią i miała mu to trochę za złe. Zachowywał się jednak w stosunku do niego poprawnie, więc nie mogła za              bardzo​ ​narzekać. Po południu, gdy emocje opadły, domownicy odpoczywali po obiedzie, a Zygmunt wyszedł się przejść, Justyna rozłożyła się na łóżku z telefonem i otworzyła swój blog. Trochę wejść było, również siedem komentarzy pod postem z torebką i dwanaście pod tym, z długo obiecywaną narzutą. Paczka z nią została wysłana przez firmę kurierską kilka dni przed świętami, doszła na czas, a Justyna dostała oficjalnie brzmiącego smsa z podziękowaniem. To tyle, jeśli chodzi o ocieplenie stosunków z przyszłą – tak, naprawdę mogła już tak powiedzieć! – teściową. Jakoś się w końcu między nimi ułoży, przecież obie kochają tego samego mężczyznę i chcą dla niego jak najlepiej. Z takimi optymistycznymi myślami, zabrała się za kolejny wpis na    blogu.  

 

Szydełkiem​ ​ w​ ​ oczko

Kiedy​ ​ wełna​ ​ jest​ ​ obsesją 

 All you need is love  

 Witajcie w  ten piękny i nawet dość pogodny dzień! Czyż życie nie jest cudowne? Dziś obiecany wcześniej wzór na różę dla tych, którzy chcą je upiększyć, dla tych, którzy się ze mną zgadzają oraz dla wszystkich zakochanych <3 <3 ;)) W poprzednim wpisie pokazałam Wam torebkę, ozdobioną takimi właśnie różami, ale można je wykorzystać i na inne sposoby. Podzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach!

 


Połączyłam dwa wzory, na kwiatek i na liść, oryginały tutaj: http://boomieboomie.blogspot.com (trzeba przewinąć w dół, żeby dotrzeć do angielskiej wersji)

i tutaj: www.livingthecraftlife.com a poniżej moje tłumaczenie.  

 

Kwiat: 

 

1)Zrób 31 oczek łańcuszka, 1 półsłupek nawijany w czwarte oczko od szydełka, 2 oczka łańcuszka, 1 półsłupek nawijany w to samo oczko, co poprzedni, (2 oczka łańcuszka, pomiń 2 oczka, 1 półsłupek nawijany w następne oczko, 2 oczka łańcuszka, 1 półsłupek nawijany w to samo oczko co poprzedni) – powtórz do końca, odwróć. 

2) 1 oczko łańcuszka, (1 półsłupek, 1 półsłupek nawijany, 4 słupki, 1 półsłupek nawijany, 1 półsłupek) w każdy łuk z 2 oczek łańcuszka między dwoma słupkami krótkimi, powtórz do końca, zamknij oczkiem ścisłym i zakończ, zostawiając długą nitkę na zszycie. Zwiń tak, aby utworzyć kwiat róży i zszyj od spodu. 

 

Liść: 

 

  1. (zrób dwa, trzy lub cztery, zależnie od upodobania) Zrób 6 oczek łańcuszka, oczko ścisłe w drugie oczko od szydełka, 1 półsłupek w następne oczko, 1 półsłupek nawijany w następne oczko, 1 słupek w następne, 6 słupków w ostatnie oczko. Teraz po spodniej stronie początkowego łańcuszka: 1 słupek w następne oczko, 1 półsłupek nawijany w następne, 1 półsłupek w następne, 1 oczko ścisłe w następne, połącz oczkiem ścisłym z pierwszym oczkiem tego rzędu (nieuwzględnione w oryginalnym wzorze, ale nadaje liściowi bardziej spiczasty koniec), zakończ. 

 

Na reakcje nie musiała długo czekać. Widać nie tylko ona spędzała ten wolny dzień w​ ​czeluściach​ ​internetu. 

 Anne_Shirley:​ Fajny, szybki wzór, spróbuję na pewno. 

Joanna123:​ Ktoś tu jest szczęśliwie zakochany..? 😉 

J:​ ;))) 

 

Usłyszawszy głos Zygmunta na dole, zapomniała o blogu, komentarzach a nawet o włóczkach,​ ​odłożyła​ ​telefon​ ​i​ ​zbiegła​ ​do​ ​salonu.  

 

 

Poprzednie części znajdziesz tutaj:

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3 - 1/2

Rozdział 3 - 2/2

Rozdział 4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *