Maria Różańska NAD WEŁNEM – Rozdział 03-1/2 – historia miłości z wełną w tle :)


DZIERGANIE, NAD WEŁNEM, SZYDEŁKO, WEŁNOHOLICY, ZWOOLNIJ / wtorek, 13 kwietnia, 2021

Dziś w “Nad Wełnem” odmienne opinie na temat mody, wyjście firmowe i darmowy wzór na torebkę na szydełku. Miłego czytania 🙂

Rozdział 3-1/2

Zygmunt nie dostał posady w wydawnictwie kuzyna Jerry’ego (nieodpowiednie dla niego           warunki pracy) ani w żadnym z kilku miejsc, które Justyna znalazła dla niego w internecie (nie poznali się na nim). Tymczasem nadchodziła połowa grudnia i czas ​przyjęć świątecznych.

​Your Pick Boutique, firma w której Justyna pracowała w dziale obsługi klienta, również urządzała taką imprezę dla swoich pracowników. Dziewczyna zwykle nie brała w czymś tego typu udziału. W ogóle nie bardzo lubiła imprezy. Ludzie już jej nawet nie zapraszali, bo wiedzieli, że i tak nie przyjdzie. Tym razem jednak postanowiła zrobić wyjątek. Potrzebowała odmiany, wyjścia do ludzi, jakiejś rozrywki innej niż oczka i słupki. W tym ostatnim zresztą przeszkadzał jej siedzący teraz więcej w domu Zygmunt. Albo śmiejąc się mniej lub bardziej z jej “staroświeckiego” hobby, albo denerwując​ ​ją​ ​i​ ​rozpraszając,​ ​samą​ ​swoją​ ​niezatrudnioną​ ​acz​ ​beztroską​ ​obecnością.  

Najpierw miał być wspólny obiad w restauracji, a potem przeniesienie się do klubu obok. Zaproszenie obejmowało również osobę towarzyszącą. Justyna sporo sobie obiecywała po tym wyjściu, dawno już nigdzie razem nie byli. Może to pozwoli im się trochę odprężyć i spojrzeć na siebie nawzajem w nieco innym świetle..? Szczerze mówiąc, odprężenia potrzebowała ona, Zygmuś był wyluzowany aż za bardzo. W razie problemów z pieniędzmi, zawsze jest mamusia, gotowa wesprzeć ukochanego synka. Justynie wydawało się to cyniczne i obrzydliwe. Pokłócili się o to, gdy przyznała się do znalezienia w jego kieszeni tego nieszczęsnego kwitu. Kiedyś chciała nawet zadzwonić do Anny i spróbować ją przekonać, że jeśli ciągle będzie trzymać syna za rączkę, ten nigdy nie zdoła stanąć na własnych nogach, ale zrezygnowała. Anna Kulczyńska nie była złą osobą. Do świata odnosiła się trochę z dystansem, ale życzliwie. Nikt nie mógłby zarzucić jej nieuczciwości czy niemoralnego zachowania. Nie miała litości dla kłamstwa i oszustwa. Jej piętą achillesową był jednak Zygmunt. Czy miał na to wpływ fakt, że chłopiec stracił wcześnie ojca? Pewnie tak. W każdym razie, gdy chodziło o syna, nie docierały do niej żadne logiczne argumenty. W każdej dziewczynie Zygmusia widziała harpię, czyhającą na kawalerską wolność i pieniądze oraz ograniczającą jego rozwój artystyczny. W Justynie też, i to pewnie​ ​bardziej,​ ​bo​ ​to​ ​z​ ​nią​ ​był​ ​w​ ​stałym​ ​związku​ ​najdłużej.  

Odpędzając nieco od siebie ponure myśli, dziewczyna wróciła do przerwanego zajęcia, czyli przetrząsania szafy, w poszukiwaniu stroju na party.

​Kilka wyjściowych kiecek posiadała, choć bardziej na wszelki wypadek niż z potrzeby, gdyż niewiele wychodziła. Wybrała w końcu proste, czarne jegginsy i ciemnozieloną, lnianą tunikę z rozszerzanymi rękawami i delikatnym, kwiatowym haftem wokół kwadratowego dekoltu. Dobrała dodatki i zajęła się  upychaniem​ ​pozostałych​ ​ciuchów​ ​na​ ​powrót​ ​w​ ​szafie.  Postanowiła zrobić to metodycznie i od razu posprzątać. Wygarnęła wszystko z mebla na środek sypialni i zaczęła układanie. Znalazła przy okazji kilka zaginionych skarbów, jak etui na telefon, stary notatnik z przepisami, srebrny kolczyk w kształcie łezki (jego towarzysz leżał w pudełeczku, czekając cierpliwie na odnalezienie swej drugiej połówki) i własnoręcznie zrobiona torebka, kiedyś ulubiona i najukochańsza. Zygmunt przy pierwszej okazji kupił jej designerską i tę teraz nosiła, żeby mu sprawić przyjemność. Spojrzała na wyświetlacz telefonu. Do wyjścia jeszcze​ ​mnóstwo​ ​czasu,​ ​zdąży.  

 

Szydełkiem​ ​ w​ ​ oczko 

Kiedy​ ​ wełna​ ​ jest​ ​ obsesją 

 

Witajcie! Nie, nie pytajcie mnie o narzutę, mam dla Was dzisiaj coś innego. Właśnie znalazłam swoją starą torebkę i nie mogę się z wami nie podzielić wzorem. Była mi długo wierną towarzyszką. Czemu już jej nie noszę, skoro tak ją lubiłam? O to też dziś nie pytajcie 😉 Próbując innego wzoru zniecierpliwiłam się i zrobiłam wszystko po swojemu, efekt możecie podziwiać na zdjęciu poniżej. Czas mnie trochę goni, więc wzór na róże z torebki następnym razem. Miłego szydełkowania 😉

Włóczka i wełna dowolne, choć zależy od nich wielkość torebki. Ja użyłam szydełka 5,5 mm i włóczki​ ​ aran. 

 Sposób wykonania:

1) Zrób 41 oczek łańcuszka, 1 półsłupek w 2. oczko od końca, 1 półsłupek w każde oczko  łańcuszka do końca, 2 półsłupki w ostatnie oczko. Teraz przerabiamy spodnią stronę początkowego łańcuszka. 1 półsłupek w każde oczko od spodu do końca, połącz oczkiem ścisłym z​ ​ pierwszym​ ​ półsłupkiem.  

 2) 3 oczka łańcuszka (liczy się jako pierwszy słupek), 2 słupki w to samo oczko, (pomiń 2 oczka, 3 słupki w następne oczko) – do końca. Pamiętaj, żeby przerobić obie strony, w ten sposób tworzymy spód torebki. Połącz oczkiem ścisłym z trzecim oczkiem początkowego łańcuszka w tym​ ​ rzędzie. 

 3) Zrób po 1 oczku ścisłym w każdy z dwóch półsłupków poprzedniego rzędu i w łuku utworzonym między dwoma grupami słupków z poprzedniego rzędu. Zrób 3 oczka łańcuszka i 2 słupki w tym samym łuku. (3 słupki w następny łuk) – do końca, Połącz oczkiem ścisłym z trzecim​ ​ oczkiem​ ​ początkowego​ ​ łańcuszka​ ​ w​ ​ tym​ ​ rzędzie. 

 4)​ ​ -​ ​ 25)​ Powtórz​ ​ rząd​ ​3)

​ 26) Zrób 1 oczko łańcuszka, 1 półsłupek w każde oczko poprzedniego rzędu, połącz oczkiem ścisłym​ ​ z​ ​ pierwszym​ ​ półsłupkiem.  

 27)​ ​ -​ ​ 28)​ Powtórz​ ​ rząd​ ​26)

​ 29)​  Teraz​ ​ robimy​ ​ paski​ ​ do​ ​ zawieszenia​ ​ torebki​ ​ na​ ​ ramieniu.  Zrób 1 oczko łańcuszka, 6 półsłupków, 60 oczek łańcuszka, odlicz 30 oczek na torebce, zrób półsłupek w 31. oczko i w 9 kolejnych. Znów 60 oczek łańcuszka, odlicz 30 oczek na torebce, zrób półsłupek w 31. oczko i w 3 kolejne. Połącz oczkiem ścisłym z pierwszym półsłupkiem. Możesz zrobić więcej lub mniej niż 60 oczek łańcuszka, w zależności od tego, jak długie chcesz mieć uszy torebki.  

 30) – 33) 1 półsłupek w każde oczko na torebce i paskach, połącz oczkiem ścisłym z pierwszym półsłupkiem. Jeśli chcesz, żeby uszy torebki były grubsze, kontynuuj ostatni rząd aż do uzyskania​ ​ pożądanej​ ​ grubości.  

 

Gotowe​ ​ 🙂 

 

Tym razem nie czekała na komentarze, zaraz po zamieszczeniu postu pobiegła się  szykować. 

 

– Zaraz mamy wychodzić, a ty się jeszcze nie przebrałaś? ​– wzrok Zygmunta był pełen potępienia​ ​dla​ ​jej​ ​stroju.  

–​​ ​Przebrałam,​ ​jestem​ ​gotowa​ ​-​ ​rzuciła​ ​zaczepnie.  

– Zwariowałaś? Idziesz na party czy do cioci Emilii na imieniny? Przebieraj się! –​​ ​rzucił​ ​władczo.​ ​Dziś​ ​jednak​ ​to​ ​na​ ​nią​ ​nie​ ​działało.  

– Nie ​– odpowiedziała tylko, narzuciła płaszcz, założyła buty, wzięła torebkę i ruszyła w stronę​ ​drzwi. 

– Nie pójdę z tobą! ​– próbował grozić, stojąc jak przymurowany, wciąż w tym samym miejscu. Trochę​ ​się​ ​zawahała​ ​ale​ ​wściekłość​ ​przeważyła.  

– To nie idź ​– ​rzuciła przez ramię, pozornie obojętnie, i wyszła. Świetnie, teraz on zostanie w domu a ona zamiast dobrze się bawić, będzie cały czas myśleć o tym, co on porabia i kiedy się pogodzą. Znów się zawahała, ale zamówiona taksówka już czekała, a kierowca poganiał​ ​klaksonem​ ​stojącą​ ​bez​ ​ruchu​ ​przed​ ​domem​ ​dziewczynę.  “Burak” ​– pomyślała, sama nie wiedząc, czy chodzi jej o taksówkarza, Zygmunta czy obu naraz. Wsiadła do auta, na tylne siedzenie. Zatrzaskując drzwiczki, usłyszała podobny trzask z drugiej strony. Do taksówki, najciszej jak mógł, wsunął się Zygmuś, z naburmuszoną miną. Przez całą drogę do Camden Town żadne z nich się nie odezwało, a i kierowca w takiej atmosferze​ ​wolał​ ​milczeć.  

Do restauracji weszli razem, zajęli miejsca obok siebie przy zarezerwowanym dla ​Your Pick Boutique stoliku, jednak przez cały obiad nie odzywali się do siebie słowem. Nie znaczy to, że milczeli. Zygmunt, czujący się w każdej większej grupie jak ryba w wodzie, brylował w towarzystwie. Prowadził ożywioną rozmowę i opowiadał o swoich podróżach, a słuchaczy mu nie brakowało. Justyna starała się również zachowywać normalnie i rozmawiać z koleżankami jakby nigdy nic, ale przychodziło jej to z trudem. Pod koniec posiłku trochę się jednak wyluzowała​ ​i​ ​gdy​ ​całą​ ​grupą​ ​ruszyli​ ​do​ ​pobliskiego​ ​klubu,​ ​poszła​ ​nawet​ ​z​ ​ochotą. Poprawa humoru jednak długo nie trwała. Po pierwsze, Justyna sama czuła, że nie bardzo pasuje do takich miejsc. Po drugie, zaraz po wejściu Zygmunt zniknął jej z oczu. Nie miała zamiaru latać i go szukać, została więc przy stoliku z Maggie z księgowości, która również nie wykazywała dziś chęci do zabawy. Na rozmowę było za głośno, pozostały więc przy obserwacji tańczącego tłumu i wymianie pokrzepiających uśmiechów. W pewnej chwili Justyna poczuła coś, jakby mrowienie na karku, i wydało jej się, że ktoś ją obserwuje. Uznała to za absurd, zwłaszcza w takim miejscu. Koleżanki przysiadały się czasem do stolika w celu odpoczynku lub sączenia drinka. W pewnym momencie Ingrid z ich działu spróbowała przebić się​ ​przez​ ​głośną​ ​muzykę:  

–​​ ​Spójrzcie,​ ​kto​ ​patrzy​ ​w​ ​naszą​ ​stronę!​ ​Theodore​ ​Rosen!​ ​Nie​ ​odwracajcie​ ​się!!! 

Na ostrzeżenie było już za późno, wszystkie cztery znajdujące się akurat przy stoliku dziewczyny, obejrzały się do tyłu prawie równocześnie, jakby całe życie trenowały odwracanie się synchroniczne. Justyna dostrzegła przy stoliku za nimi kilku młodych mężczyzn, ale tylko jeden z nich patrzył dokładnie w ich stronę. W przyciemnionym świetle niewiele było widać, zobaczyła tylko blond grzywkę, zgodnie z obecną modą zaczesaną na bok, i bezczelny uśmiech na widok ich szybkich spojrzeń. Zaraz odwróciły się​ ​z​ ​powrotem.   

​– Kto to? ​– wrzasnęła Justyna do ucha siedzącej najbliżej Georgini. Ta, zamiast odpowiedzieć, tylko machnęła ręką. Dziewczynie nie podobał się uśmiech tego Theodora, kimkolwiek on był – uśmiech urodzonego zdobywcy. Nagle poczuła się ogłuszona hałasem i zmęczona. Postanowiła poszukać Zygmunta i wracać do domu. Znalazła go nawet dość szybko, siedział przy stoliku w towarzystwie jakiejś siksy. Nie mogła mieć więcej niż 20 lat, za to strojem i makijażem z pewnością odpowiadała jego gustom. Siedzieli bardzo blisko siebie, krzycząc sobie coś nawzajem do ucha i co chwilę wybuchając głośnym śmiechem. Jego ręka raz po raz muskała jej wymanikiurowaną dłoń, niby to przypadkiem. W Justynie zawrzało. Podchodząc myślała gorączkowo, jak zwrócić na siebie ich uwagę. Nie dostrzegli jej nawet, gdy podeszła całkiem blisko… 

 

POPRZEDNIE ODCINKI ZNAJDZIESZ TU:

Rozdział 1

Rozdział 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *